niedziela, 7 lutego 2016

3.Tydzień w Norze ( LilianaLunaLovegood )

Po powrocie do Nory ,pobiegliśmy od razu do namiotu. Siedzieli tam już wszyscy ,poszliśmy od razu zająć łóżka. Pomyśleli o nas i zostawili nam nasze ulubione łóżka. Położyłam plecak na łóżku i wyjęłam czarne trampki ,spodnie dresowe i koszulkę ,którą zabrałam z pokoju chłopaków. Zabrałam ze sobą ubrania ,kosmetyczkę ,szczotkę i poszłam do łazienki w namiocie. Przebrałam się w ubrania ,zmyłam makijaż i uczesałam włosy w wysoką kitkę. Wszyscy przebrali się w coś wygodniejszego i siedzieliśmy na łóżkach ustawionych blisko siebie aby dobrze słyszeć wszystkich dookoła. Fred i Roxanne ,odziedziczyli poczucie humoru po ojcu i zabawiali nas kawałami i śmiesznymi historiami. Victorie ,Dominque i Louis są wilami ,odziedziczyli to po matce (Fleur), Molly i Lucy są poważne i mają duże ambicje po ojcu za to często się uśmiechają po mamie, Rose i Hugo są zupełnie różni Rose podobna jest do mamy mądra ,odważna ,Hugo za to do ojca ,James ,Albus i Lily  są w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobni lecz posiadają coś co ich wyróżnia wśród siebie. James jest świetnym graczem i zabawny ,Albus też lubi żartować ale wyróżnia go spryt, ambicja, zaradny, przebiegły dzięki ,której jest ślizgonem a nie gryfonem ,Lily jest podobna do mamy świetna szukająca ,potrafi się dogadać z każdym, Teddy jest metamorfomagiem. Rozmawialiśmy jakieś półgodziny ,aż do czasu kiedy zawołali nas na kolacje. Poszliśmy usiąść do stołu ,jak zwykle pojawiło się pełno jedzenia ,nałożyłam sobie na talerz sałatę ,grzanki posmarowane pastą łososiową i nalałam do szklanki sok pomarańczowy. Po zjedzonej kolacji poszliśmy wszyscy na podwórko i zaczęliśmy biegać ,latać na miotłach ogólnie bawić się. Jakoś o godzinie dwudziestej trzeciej wpadliśmy na pomysł aby polecieć nad rzeczkę przepływającą nieopodal. Dorośli siedzieli w domu ,a my wybiegliśmy z namiotu ,chwyciliśmy za miotły i odlecieliśmy nad rzeczkę. Nikt z dorosłej części rodziny nawet nie myślałam aby pytać nas gdzie się wybieramy bo stało się to naszą tradycją, a mianowicie równo miesiąc przed rozpoczęciem roku szkolnego wybieramy się do Nory i zostajemy tu tydzień ,co wieczór lecimy nad jezioro i wracamy po jakiejś godzinie (nawet wybieramy zawsze te same łóżka). Przed wyjściem z namiotu zabrałam zwykłą czarną bluzę z kapturem ,zapinaną na suwak ,różdżkę włożyłam zmniejszoną do bluzy. Drogę dzielącą nas do rzeki pokonaliśmy w pięć minut. Siedzieliśmy pod drzewem ,niektórzy dla żartów zdjęli część ubrań i wskoczyli do zimnej wody ,szczerze współczuje nie wytrzymałabym takiej temperatury. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy gdy chłopcy podeszli do nas ,Teddy podniósł Victorie i wrzucił ją do wody ,a ja zostałam wrzucona do wody przez braci ,mieli szczęście ,że różdżka jest cała i nie zmokła. Na ich i moje szczęście zdjęłam bluzę bo wieczór jest ciepły. Podsumowując wszyscy cali mokrzy od stóp do głów siedzieliśmy na brzegu rzeki ,zlitowałam się nad nimi i poszłam po moją bluzę ,powiększyłam różdżkę i wysuszyłam siebie i wszystkich dookoła. Mieliśmy już dość dzisiejszego dnia i polecieliśmy do Nory. Przebrałam się w krótkie bawełniane spodenki w kolorze czarnym ,koszulkę na ramiączka także w tym samym kolorze ,z racji tego ,że nie lubię spać w związanych włosach ,ponieważ jest mi niewygodnie to je rozpuściłam. Po tych czynnościach położyłam się do łóżka i zasnęłam jak dziecko.

Następnego dnia obudziłam się  około godziny 9 ,wszyscy siedzieli na łóżkach ,aż nagle dobiegło nas hukanie sów. Wyszliśmy przed namiot a tam czekały na nas sówki. Moja ukochana i niezastąpiona Romine rzuciła mi list prosto w ręce , a następnie usiadła mi na ramieniu ,pogłaskałam ją i podziękowałam za list. Gdy wszyscy otrzymaliśmy nasze koperty od sów ,poszliśmy do budynku. Ciocie i wujkowie siedzieli w salonie przy swoich dzieciach a my usiedliśmy na kanapie naprzeciwko. Wszyscy już otworzyli ,gdy nagle zobaczyli ,że my jeszcze nie otworzyliśmy ich:
-Otwórzcie wreszcie koperty ,czemu jeszcze ich nie otwieracie? –zapytała ciocia Molly
-A jakoś tak dziwnie się czuję gdy nie otwieramy ich przy mamie. Wiem ,że by się nie obraziła ale jakoś tak smutno bez niej. No dobrze otwierajcie pierwsi- zwróciłam się do chłopców. Otworzyli koperty i wyjęli z nich listę potrzebnych przedmiotów na przyszły rok szkolny. Następna byłam ja i wyobraźcie sobie moją minę gdy z mojej koperty zamiast jednego listu ,dokładniej listy wyjęłam trzy i odznakę. W pierwszym liście były wypisane potrzebne mi przedmioty na nowy rok nauki ,w drugim wiadomość iż jestem nowym kapitanem Gryffindoru no i prefektem i stąd oznaka. Każdy zaczął mi gratulować ,a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć oczywiście było to dla mnie duże wyróżnienie.
-No młoda ,mam nadzieję ,że będziesz oceniać uczciwie podczas naboru do drużyny ,nadal chcę być szukającym.
-No myślę ,że  masz szansę –puściłam do niego oczko- pomyślimy co da się zrobić.
Po rozmowie udaliśmy się do namiotu na śniadanie ,zjedliśmy wszystko i większość rodziny musiała udać się do pracy.  Pożegnaliśmy się i poszliśmy się przebrać ,założyłam czarne jeansy z dziurami na kolanie ,białe conversy , białą koszulkę z dłuższym tyłem i czarnym krzyżem na przedzie. Włosy uczesałam w kłosa ,a następnie zeszłam na dół i wyszłam pod namiot. Wszyscy już tam stali w towarzystwie cioci Molly ,czekali na zadania.
-Skoro już wszyscy jesteście to możemy rozdzielać zadania ,macie do wyboru sprzątanie namiotu ,domu ,odgnamianie podwórka i sadzenie kwiatów kto co woli?
Rose ,Dominique i Roxanne wybrały sadzenie kwiatków ,James, Albus ,Lysander i Lorcan wybrali odgnamianie ,Lily ,ja i Victorie sprzątanie namiotu ,Molly ,Lucy i Hugo sprzątanie Nory. Zostali jeszcze Fred, Louis i Teddy a trochę nas za dużo będzie jak przyłączą się do nas więc ze sprzątania Nory wydzieliliśmy sprzątanie strychu i szopy. Od razu wzięliśmy się do roboty poszłam od razu na górę posprzątać sypialnie i łazienkę ,a dziewczynom zostawiłam jadalnie ,salon i toaletę. Namiot posprzątaliśmy w półgodziny ,poszliśmy więc zapytać czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Wszyscy już prawie wszystko zrobili i nie mieliśmy w czym pomagać ,ale poszłyśmy do chłopaków odgnamiać ogródek ,założyłyśmy rękawiczki i wzięliśmy się do roboty. Wyrywaliśmy gnomy z ziemi i wyrzucaliśmy jak najdalej ,zeszło nam się tylko w piętnaście minut. Wszyscy skończyliśmy już naszą pracę i ciocia Molly pozwoliła nam zająć się tym co chcemy ,James uczył innych gry w quidditcha ,a ja postanowiłam wyjść się przejść ,aby nie wystraszyć innych czarodziei ,jeśli jakiegoś spotkam w okolicy zrobiłam delikatny makijaż czy podkład ,puder ,tusz, kreska na powiece i delikatny brzoskwiniowy odcień pomadki na usta. Włosy zostawiłam zaplecione w kłosa ,ubranie też te same co rano z małą różnicą na rękę założyłam bransoletkę sznurkową z lilou czarną ze srebrnym serduszkiem i wygrawerowanym napisem Lily i Luna od mamy i zwykłą srebrną obrączką ,którą nosimy razem z moją przyjaciółką Ivy (nie tą samą tylko mamy dwie podobne). Zabrałam plecak z potrzebnymi rzeczami i wyszłam ,poinformowałam tylko wszystkich ,iż wychodzę się przejść i poszłam. Przemierzałam okolicę Nory i szłam prosto przed siebie ,idąc tak sama nie wiem ile spotkałam nagle chłopaka. Widać ,że jego rodzina korzysta z technologii mugolskiej bo miał w uszach słuchawki a w rękach iPhone ,był tak w niego zapatrzony ,że wpadł na mnie:
-Kurczę ,przepraszam nie zauważyłem Cię bo zmieniałem piosenkę. Naprawdę przepraszam, nic Ci nie jest?
-Spoko ,jestem cała ale na przyszłość lepiej uważaj- powiedziałam po tym jak podniosłam się z ziemi ,a zapomniałam wspomnieć ,że przez zderzenie upadłam na tą twardą ziemie.
-Wiem ,naprawdę zazwyczaj jestem bardziej uważny ,mogę Ci to jakoś zrekompensować.
-Nie dziękuje ,śpieszę się do dziadka. Muszę już iść –chciałam jak najszybciej się od niego oddalić.
-Poczekaj ,jestem Max ,dopiero się przeprowadziłem i będę chodził do Hogwartu ,wcześniej byłem w Durmstrang.
-Liliana ,miło mi poznać. Naprawdę muszę iść ,obiecałam dziadkowi ,że do niego przyjdę.
-To do zobaczenia pierwszego września na peronie?
-Pewnie tak ,cześć Max. –powiedziałam i jak najszybciej udałam się do dziadka ,zwinnie pokonałam wzgórze i po dwudziestu minutach byłam na miejscu. Zadzwoniłam dzwonkiem i długo nie musiałam czekać aż mi otworzy. Jak mnie zobaczył to od razu mnie przytulił i wpuścił do środka.
-Cześć dziadku ,tęskniłam strasznie i postanowiłam przyjść do Cb.
-Strasznie się cieszę skarbie ,napijesz się herbatki?
-Tak ,najlepiej mrożonej ,wiesz taką jak najbardziej lubię w lato.
-Oczywiście takich rzeczy nigdy nie zapomnę ,już Ci przyniosę –dziadek przyniósł nam herbatę i rozmawialiśmy na różne tematy ,po około godzinie udałam się w drogę powrotną do Nory. Gdy przyszłam ciocia od razu zasypała mnie masą pytań ,gdzie byłam ,co robiłam i czy kogoś spotkałam. Opowiedziałam o wizycie u dziadka ,o fajnym długim spacerze. Gdy odpowiedziałam na wszystkie pytania pojawił się obiad ,nałożyłam sobie na talerz kaszę polaną sosem grzybowym ,porcję warzyw i kawałek ryby (nie jadam mięsa ,tylko rybę). Zjadłam porcję obiadu i popiłam mrożoną herbatą cytrynową. Wszyscy dookoła mnie jeszcze jedli ,więc zostało mi jedynie czekać ,gdy dobiegło mnie wołanie z podwórka nie wiedziałam skąd ale wiedziałam ,że znam ten głos. Wstaliśmy wszyscy od stołu i wyszliśmy przed namiot i zobaczyłam tam wcześniej poznanego Maxa.
-Dzień dobry ,przepraszam ,że przeszkadzam chciałem tylko zapytać o drogę ,dopiero co się przeprowadziłem i nie znam okolicy a wybrałem się na spacer i nie wiem jak dotrzeć do domu.
-Dzień dobry ,nic się nie stało ,James pomóż panu znaleźć drogę ,a ja wrócę i posprzątam. Ktoś chętny do pomocy?
-Ja Ci pomogę ciociu –zgłosiłam się na ochotnika i posprzątałyśmy szybko ,a gdy wróciłam na podwórko jeszcze tam był.
-Hej  Lily choć tu szybko ,Max poznaj moich kuzynów ,ja jestem James Potter ,Albus mój brat i Lily moja siostra ,Rose i Hugo Weasley rodzeństwo ,Fred i Roxanne  Weasley , Molly i Lucy  Weasley ,Victorie ,Dominque i Louis  Weasley ,Teddy  Lupin, Lysander ,Lorcan i Lily Lovegood.
-My się znamy ,dzisiaj jak byłam na spacerze to wpadł na mnie ,był zbyt zajęty patrzeniem w telefon. Ale to nie ważne nic mi się nie stało więc nie ma czego roztrząsać. To gdzie chcesz się dostać?
-Wiecie gdzie jest dwór  Malfoya?
-Niestety tak ,jesteście spokrewnieni?
-Daleki krewny ,a daleko to bo nie wiem czy dam radę długo iść.
-To może odwiozę Cię bo to trochę daleko ,albo Liliana to zrobi.
-Nie dziękuje ,nie skorzystam z okazji. A poza tym patrzcie kto idzie ,Mamo! –krzyknęłam  i podbiegłam do mamy. –Miłej podróży James ,no i miło było Cię poznać Max. –Głodna jesteś mamo?
-Czy w czymś wam przeszkodziłam? –zapytała mama
-Oczywiście ,że nie. Mam dla Ciebie dwie dobre wiadomości zostałam prefektem i kapitanem drużyny
-Kurczę córeczko to cudownie ,wiedziałam ,że to Ciebie wybiorą. Jesteś najlepsza- odruchowo przytuliłam mamę. Poszłyśmy obie do kuchni i mama zrobiła sobie śniadanie , zjadła je a następnie zadała mi pytanie ,które dla niektórych może się wydać dziwne –Córeczko ,pożycz mi coś do ubrania.
-Okej chodźmy do namiotu –poszłyśmy we wskazane miejsce i z plecaka wyjęłam parę czarnych rurek ,szare krótkie converse , bluzkę na ramiączka z szarym krzyżem. Uczesałam jej włosy w kłosa i wysłałam do łazienki aby się przebrała gdy wyszła z niej wyglądałyśmy jak bliźniaczki ,mama w ogóle nie wygląda na swój wiek. –Mamo wyglądasz wspaniale , dobrze Ci w szarym. –mama się uśmiechnęła i chwyciła mnie za dłoń i wyszłyśmy z namiotu. Krzątałyśmy się po podwórku ,gdy nagle zawołała nas ciocia Molly:

-Blondyny ,z łaski swojej pomóżcie mi przy obiedzie –pobiegłyśmy od razu do kuchni i robiłyśmy obiad ,poustawiałyśmy wszystko w jadalni w namiocie i zawołaliśmy wszystkich ,nawet Ci członkowie rodziny co poszli do pracy wrócili na obiad. Nałożyliśmy sobie na talerz porcję jedzenia i zaczęliśmy ją jeść.  Po zjedzeniu posiłku mama powiadomiła nas ,że razem z tatą wyjeżdżamy do Turcji na wakacje. Ucieszyłam się ,odpocznę od znanej mi już na pamięć okolicy ,od ciągłego widoku tych samych ludzi ,a co najważniejsze będę mogła spędzić dużo czasu z mamą przed wyjazdem do szkoły. Wszyscy pobiegli do swoich poprzednich obowiązków ,do pracy a my z mamą sprzątnęłyśmy ze stołu. Postanowiłyśmy przejść się trochę ,chciałyśmy wybrać się do Londynu ,dzielnicy mugoli , obie z mamą nie lubimy tego określenia. Złapałyśmy się za ręce ,a mama teleportowała nas w miejsce przejścia między magiczną a mugolską dzielnicą Londynu. Przeszłyśmy niezauważone przez mur i spacerowałyśmy sobie wśród ludzi ,wreszcie nie czułam presji ,mogłam być tylko z mamą i sobą spokojną osobą ,która ma dość tłumów wokół siebie. Z zamyślenia wyrwała mnie mama wciągając mnie do sklepu z ubraniami ,było tam dużo ubrań w moim stylu ale również w stylu mamy. Rozdzieliłyśmy się i zaczęłyśmy szukać czegoś dla siebie , zalazłam kilka fajnych zwykłych bawełnianych koszulek ,oczywiście wedle wiadomego schematu koszulki w ciemnych kolorach (czarna ,granatowa ,borodowa) i jedna w białym kolorze i szarym ,klasyczne wzory ( czarna miała szarną trupią czaszkę i była na grubsze ramiączka z dłuższym tyłem ,granatowa była na krótki rękaw  ,zwykła gładka bez żadnego wzoru , bordowa z czarną sową odrobinę dłuższa na krótki rękaw , biała na krótki rękaw ze zwykłym napisem ,, I am a girl, I can change my mind, be yourself and you either accept it or you can leave.’’ ,szara przypadła mi najbardziej do gustu z przodu koszulki jest ‘’przód’’ kota z wielkimi słodkimi zielonymi oczami a z tyłu ‘’tył’’ kota z długim ogonem i napis na dole koszulki Beware know how to scratch ). Poza koszulkami zobaczyłam też zwykłe jeansy z wysokim stanem w kolorze bordowym ,czarną klasyczną koszulę z długim rękawem i kołnierzykiem i sukienkę czarną zwykłą sukienkę rozkloszowaną na krótki rękaw ,ze złotym metalicznym paskiem  w pasie . Wzięłam wszystkie ubrania do przymierzalni i przymierzyłam je ,wszystko było dobre i wyszłam poszukać mamy. Mama wybrała świetne rzeczy ,granatową obcisłą spódnice ołówkową do kolan ,niebieską koszulę , czarną krótką rozkloszowaną spódnicę w kolorowe duże kwiaty , pudrowo różową długą marynarkę i klasyczne granatowe jeansy. Zapłaciłyśmy za wybrane ubrania i wyszłyśmy ze sklepu , zaraz po tym weszłyśmy do sklepu z butami mama wybrała prześliczne beżowe czółenka , a ja adidasy za kostkę w kolorze czarnym takie klasyczne ,zapłaciłyśmy za nie i postanowiłyśmy wybrać się na kawę. Gdy wróciłyśmy do Nory ,poszłam od razu do namiotu ,a mama do domu do cioci Molly. Pokazałam im nowe ubrania ,potem zawołali nas na kolacje. Tak wyglądał tydzień w Norze .Śniadanie ,pomoc w domu na podwórku ,czas dla nas ,obiad ,znowu czas dla siebie ,kolacja i sen.