poniedziałek, 12 grudnia 2016

Zemsta #2

Późny powrót z imprezy spowodował późne wstanie. A dokładniej razem z Zoe wstałyśmy dopiero w porze obiadu. Po wstaniu przebrałyśmy się w szare luźne dresy , czarną bokserkę ,czarne kapcie balerinki z kokardą. Włosy związałam w luźnego koka i poczekałam na przyjaciółkę. Zeszłyśmy na dół ,w kuchni była pani domu.
-Dzień dobry dziewczynki. Jak się wczoraj bawiłyście? Sądząc po późnej porze powrotu było fajnie.
-Było w porządku ,miło było się spotkać ze znajomymi ,których tak długo nie widziałam. Miło ,że pytasz mamo.
-Było bardzo fajnie ,miałam szukać pracy ale udało jej się mnie namówić. Jak pani elegancko wygląda ,wychodzi pani?
-Zapomniałam wam powiedzieć za godzinę mamy być na obiedzie u mojej mamy. Więc radzę wam się naszykować ,ale proszę was wybierzcie  coś mniej formalnego niż wczoraj.
-Oczywiście –odpowiedziałyśmy chórem –idziemy się już szykować. –powiedziałam po czym udałyśmy się na górę do pokoju. Nie chciałyśmy blokować sobie nawzajem łazienki więc udałam się ze swoimi rzeczami do pokoju gościnnego. Umyłam się ,umalowałam   ,, uczesałam  i przebrałam w spodnie 7/8  , czarną koszulę w białe gwiazdki ,niskie szare converse  ,naszyjnik z połówką serduszka , bransoletkę lilou  ,pierścionek z poprzedniego dnia . Gotowa wyszłam z pokoju gościnnego do pokoju ,który dziele z Zoey. Współlokatorka była już gotowa ,wyglądała jak zwykle pięknie. Miała na sobie różową spódnicę baletnicy  , białe gładkie body na cienkie ramiączka ,  beżowe koturny ,naszyjnik z połówką serduszka ,  srebrną bransoletkę  i kolczyki do kompletu  oraz beżową torebkę na ramieniu.
-Wow , wyglądasz zniewalająco.  Zresztą zawsze wyglądasz przepięknie , myślisz ,że twoja babcia nie uzna mojego stroju za niestosowny?
-Przestań ,uzna ,że jesteś piękna jak zawsze. Kocha Cię jak własną wnuczkę ,zawsze się cieszy jak Cię widzi. –zapewniła mnie przyjaciółka. Poczym przytuliła mnie ,jak już wypuściła mnie z uścisku wzięłyśmy torebki ,mam taką samą jak Zoey tylko ,że w kolorze czarnym. Zeszłyśmy na dół gdzie czekali na nas rodzice przyjaciółki. Jej mama miała na sobie idealnie dopasowaną granatową ,ołówkową spódnice , białą koszulę , beżowe czółenka  i beżową torebkę. Ceni minimalizm ,więc nie ma praktycznie żadnej biżuterii oprócz obrączki i złotego zegarka ,który jest prezentem na rocznice od jej męża. Tata Zoe ma na sobie idealnie skrojony czarny garnitur ,jak zwykle. Na obiad u teściów mógłby założyć coś mniej formalnego ,zresztą jako małżeństwo  ubierają się jakby zaraz mieli wrócić do pracy.  Zoey w środowisku rodzinnym ,a naszym domu w Londynie też ubiera się całkiem inaczej.  Jako początkująca aktorka ,niezbyt pasje do swojej rodziny. Znany prawnik i świetny lekarz , w dodatku jej brat jest na studiach prawniczych. A ona czarna owca w rodzinie ,która marzy o zostaniu aktorką. Kocham ją i jej rodzinę ,w końcu swojej już nie mam.  Wyszliśmy z domu i pojechaliśmy do dziadków przyjaciółki , mają piękny dom. Gdy przyjechaliśmy przywitali nas w przedpokoju. Dziadkowie Zoe są równolatkami ,mają 65 lat lecz wyglądają młodziej. Babcia Zoey jest znanym prawnikiem ,a dziadek politykiem. Kobieta jest bardzo szczupła i wysoka ,ma na sobie  granatową ołówkową sukienkę ,białą koszulę ,czarne czółenka  , a mężczyzna czarne spodnie od garnituru ,błękitną koszulę i czarne buty. Wymienili z rodzicami przyjaciółki delikatny uścisk , a nas przytulili i pocałowali w policzek.
-Moje piękne wnusie ,cudownie wyglądacie –powiedziała Bonnie ,babcia przyjaciółki.
-Dziękuje –odpowiedziała- Bonnie ty także wyglądasz cudownie.
-Och ,kochanie przesadzasz. Cieszę się ,że Cię widzę ,bardzo za tobą tęskniłam.
Po przywitaniu umyliśmy ręce i usieliśmy do stołu ,mieliśmy już jeść  gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.  Bonnie poszła otworzyć  drzwi ,a potem razem z nią do pokoju wszedł Braian ,brat Zoey.  Od razu z przyjaciółką wstałyśmy aby się z nim przywitać.  Przyjaciółka przytuliła brata , a potem  ja się z nim przywitałam. Przytulił mnie ,a potem zakręcił mną wokół własnej osi. Bardzo się lubiliśmy jako dzieci i tak już zostało.
-Hej Brian ,miło Cię widzieć –powiedziałam i się do niego uśmiechnęłam.
-Nela , Ciebie jeszcze milej widzieć. Nie wiedziałem ,że tu będziesz.
-To był pomysł Zoe ,kiedy wracasz na uniwersytet?
-Najpierw wybieram się z wami do Londynu myślałem ,że przyjedzie tylko moja siostra a tu taka niespodzianka. Cieszysz się?
-Jasne ,na razie nie mam pracy więc nie będziesz siedział sam. Pogadajmy później ,obiad czeka- zaproponowałam i usiedliśmy do stołu. Obiad był pyszny , Bonnie świetnie gotuje i jest wzorową gospodynią ,która potrafi pogodzić pracę z obowiązkami domowymi.  Po obiedzie zostaliśmy jeszcze godzinę i rozmawialiśmy o planach ,o życiu generalnie o wszystkim. Potem pojechaliśmy do domu rodzinnego Zoe ,my pojechałyśmy samochodem z Brianem ,a jej rodzice swoim.  Po drodze dużo rozmawialiśmy z bratem przyjaciółki ,a ona słuchając nas prawie usnęła. Wygadaliśmy się za wszystkie czasy ,bardzo lubię z nim rozmawiać.
-Dziewczyny , macie jakieś plany na wieczór?
-Jeszcze nie wiemy , a co? Masz dla nas jakąś propozycję? –odpowiedziała za nas Zoey
-Moi  znajomi z ogólniaka organizują imprezę ,jak nie macie planów to może chcecie pojechać ze mną.
-W sumie czemu nie , tylko czy im nie będzie przeszkadzać ,że przyprowadzisz koleżankę i siostrę?
-Ucieszą się ,że się pojawię ,zapraszają mnie już dawno na imprezę ale jakoś nie miałem jak przyjechać. Właściwie nie chciałem.
-To idziemy na imprezę ,wczoraj też byłyśmy. Trzeba było przyjechać wczoraj ,była fajna impreza .
-Wierzę na słowo ,dzisiaj będzie jeszcze lepiej.  –zapewnił nas brat przyjaciółki. Gdy dojechaliśmy do domu od  razu poszłyśmy do pokoju wybrać ubrania.
-Nela ,w co mam się ubrać? Błagam! Pomóż mi!
-Czym się przejmujesz? Będzie tam jakiś fajny chłopak?
- Będzie mnóstwo przystojniaków ,musimy wygląd pięknie. No pomóż mi wreszcie!
-Już ,już- podeszłam do jej walizki i zaczęłam wyjmować ubrania –Może chabrowa spódnica ołówkowa , koszula  w ptaki  i  czerwone czółenka albo  krótka ,szara piankowa spódnica ,białe body , czarne rajstopy i klasyczne czarne szpilki  lub po prostu trampki ale wiem ,że to nie twój styl.
-Podoba mi się zestaw z ołówkową spódnicą ale jednak  nie na imprezę. Zestaw z piankową  spódnicą fajny i wygodny zestaw. A może któraś sukienka?
-Okej ,już patrzę. –znowu zobaczyłam ubrania w walizce- Dobra mam ,może różowa pastelowa sukienka z kołnierzykiem ,jednocześnie z klasą i swobodnie  do tego beżowe szpilki na platformie i klasycznie złotą biżuterię.
-Idealnie! Dzięki jesteś najlepsza ,a ty co zakładasz? Tak przy okazji zauważyłaś jak mój brat na  Ciebie patrzy? Gdyby nie rodzice i dziadkowie ,no i ja to by się najchętniej na Ciebie rzucił przy najbliższej okazji.
-Nie prawda ,jak zwykle przesadzasz ,ja postawię na czarne body ,czarną rozkloszowaną piankową spódnice za kolano i do tego czarne lity i klasycznie srebrna biżuteria.
-Ej ,ja mówię to co widzę! Jak ty tak szybko się zdecydowałaś?
-Znam swoją walizkę i ubrania ,a poza tym nie czuję żadnej presji ,nie pierwszy raz widzę przystojniaka.
-No tak ,bo ty podobasz się większości . Jesteś piękna ,niesamowicie zdolna i dobra. A ja? Jedyne co mam to średni wygląd ,przeciętną inteligencje i jestem egoistką.
-Co ty pieprzysz? Jesteś piękna ,zdolna i nie jesteś egoistką. Idź się myć ,ja pójdę się ogarnąć do gościnnego. Kocham Cię i nie pozwalam Ci mówić takich głupot. –powiedziałam ,po czym zabrałam swoje rzeczy i poszłam do łazienki w pokoju gościnnym. Umyłam się ,umalowałam  ,zrobiłam klasycznego koka na czubku głowy i przebrałam w wcześniej przygotowane ubrania. Gdy wyszłam z pokoju wpadłam na Briana
-O Boże ,przepraszam myślałem ,że jesteś w pokoju Zoey.- powiedział i podniósł moje rzeczy z podłogi –Pięknie wyglądasz
-Dziękuje ,ty też wyglądasz dobrze. Nic się nie stało , owszem mieszkam z nią w pokoju lecz wolę się szykować w gościnnym aby być szybciej gotowa. Spóźniałybyśmy się gdybyśmy szykowały się w tym samym czasie.
-Rzeczywiście ,moja siostra potrafi się długo szykować. To widzimy się na dole?
-Tak , a i jeszcze jedno. Nie chcę brać torebki ,schowasz mój telefon u siebie w kieszeni?
-Jasne ,nie ma problemu. To do zobaczenia na dole –udałam się do pokoju i odłożyłam rzeczy na miejsce. W tym momencie wyszła z łazienki przyjaciółka .Pogadałyśmy jeszcze chwilę i zeszłyśmy na dół. Na dole siedzieli  ich rodzice i rozmawiali ,a Brian siedział w kuchni.
-Dziewczyny ,wczoraj wyglądałyście pięknie ale dzisiaj wyglądacie jeszcze piękniej –powiedziała mama przyjaciółki.
-Dziękuje mamo –powiedziała Zoe –to wszystko zasługa Neli. Ona wybierała ubrania zresztą jak zwykle. Dobra mamo my idziemy do kuchni ,będziemy późno. –poszłyśmy do kuchni gdzie czekał brat przyjaciółki- Braciszku jedziemy taksówką?
-Jasne , jesteście już gotowe? Wyglądacie świetnie.
-Dzięki ,miło z twojej strony. Dawno nie mówiłeś mi nic miłego przy okazji schowaj nasze telefony do kieszeni. W sukienkach nie mam kieszeni. – przyjaciółka uśmiechnęła się do niego i podała mu dwie komórki. Niechętnie je schował i wyszliśmy z domu do zamówionej przez chłopaka taksówki.  Gdy dotarliśmy na miejsce rodzeństwo zasypali znajomi i poznałam mnóstwo osób. Fajnie się bawiliśmy ,piliśmy ,tańczyliśmy. Wszystko było fajnie do czasu gdy podszedł do mnie Brian i poprosił mnie do tańca ,oczywiście nie odmówiłam. Dobrze się razem bawiliśmy gdy nagle chłopak mnie pocałował. Od razu uciekłam i zamknęłam się w łazience a przyjaciółka ,która widziała całą sytuacje pobiegła za mną.

sobota, 12 listopada 2016

Zemsta #1

-Nel! Kochanie chodź do mnie! –zawołała mnie Zoey.
-Co się znowu stało? Jak zwykle to ja muszę do Ciebie biegać – krzyknęłam do przyjaciółki zbiegając ze schodów
-Jakie masz plany na dziś? Zapewne tradycja : śniadanie ,prysznic ,trening , szukanie pracy mimo ,że jej nie potrzebujesz i nudny wieczór ,zgadłam?
-Znasz mnie jak nikt ,dokładnie takie mam plany. A co?
-Mama  zaprasza na weekend do NY , ja mam wolne a ty dopiero szukasz pracy. Co ty na to? I tak nie masz nic do stracenia.
-W sumie czemu nie ,widać że Ci zależy. Dobra ,zgadzam się. –powiedziałam do przyjaciółki.
-Okey ,na którą zarezerwować bilety? Tylko wybierz odpowiednią godzinę aby załapać się na imprezę u moich znajomych. Pasowałaby Ci  szesnasta?
-Czemu nie? A teraz zrób mi śniadanie a ja idę się naszykować na trening. –powiedziałam ,po czym nie czekając na odpowiedz pobiegłam do pokoju ,a następnie do łazienki wziąć prysznic. Po porannej toalecie ,przebrałam się w sportowe ubranie oraz uczesałam moje długie i proste włosy w koński ogon. Na nogi włożyłam  najwygodniejsze adidasy jakie mam i zapakowałam torbę sportową. Zabrałam jeszcze w rękę iPhone’a i słuchawki ,a następnie zeszłam na dół do kuchni gdzie czekało na mnie pyszne śniadanie przygotowane przez moją ukochaną Zoey i karteczka o treści ,, Musiałam wyjść do pracy ,wracam po czternastej. Mam ochotę na smaczny obiad ,całuje sis J  Ps. Zarezerwowałam bilety na godzinę 16:10 ,wydrukowane leżą na półce u mnie w pokoju. Kocham Cię ‘’. Odłożyłam kartkę i zjadłam śniadanie ,wychodząc z kuchni odstawiłam naczynia do zmywarki oraz chwyciłam butelkę z wodą na trening i pyszny koktajl odżywczy. Kocham tą dziewczynę ,a szczególnie jej śniadania. Z domu od razu wybrałam się do klubu bokserskiego na dwu godzinny trening z moim sparing partnerem Markiem ,jest w porządku nawet chciałby czegoś więcej lecz ja  poza przyjaźnią nic do niego nie czuje.  Trening jak trening ,był ciężki ale taki powinien być. Te dwie godziny minęły mi bardzo szybko ,oczywiście pilnie potrzebowałam prysznica i przebrać się w ubrania ,w których przyszłam. Wychodząc pożegnałam się ze wszystkimi oraz włożyłam słuchawki do uszu i puściłam muzykę. Spacerkiem poszłam do domu zostawić torbę i wziąć opaskę na iPhone’a  ,po czym udałam się na jogging. Biegnąc przed siebie wpadłam na kogoś. Na szczęście jedyne co ucierpiało to moja duma  ,wyjęłam słuchawki z uszu i podniosłam głowę do góry. Ujrzałam przystojnego ,dobrze zbudowanego bruneta z pięknymi zielonymi oczami.  Podniosłam się do góry i powiedziałam:
-Bardzo przepraszam ,przez muzykę nie zauważyłam ,że na Ciebie ,przepraszam na pana biegnę.
-Nic się nie stało ,jestem Patrick. A można spytać jak ty masz na imię? – zapytał i uśmiechnął się zniewalająco.
-Cornelia ,naprawdę mi przykro ,to całkowicie moja wina. Muszę już biec ,szukam pracy pilnie i muszę zanieść parę CV.
-Czekaj –powiedział gdy chciałam odejść- jeśli szukasz pracy to chyba mogę Ci pomóc. W firmie ,w której pracuje jest parę wolnych stanowisk ,właściwie w firmie mojego ojca. Może w takim razie pójdziesz ,ewentualnie możemy pobiec –zaśmiał się uroczo ukazując dołeczki w policzkach- na kawę i opowiem Ci więcej o tej pracy.
-Nie wiem czy to dobry pomysł , piłam już jedną kawę niedawno. Może po prostu dasz mi namiar na tę firmę.
-Nie ma mowy nie puszczę Cię bez rozmowy i twojego numeru telefonu. Nie daj się prosić ,ta praca jest warta chociaż jednego spotkania ,obiecuje.
-Niech Ci będzie , tylko jedna kawa. –powiedziałam a chłopak tylko się zaśmiał. Szliśmy spacerkiem do  małej klimatycznej kawiarni. Zamówiliśmy kawę i porozmawialiśmy trochę ,opowiedział mi o pracy trochę pogadaliśmy prywatnie. Po rozmowie pobiegłam do domu dopracować CV  i je wydrukować. Wysłałam CV emailem do różnych firm ,a wydrukowane spakowałam w koszulki i teczkę aby porozwozić do firm.  Zrobiłam mi i Zoey pyszny obiadek ,naszą ukochaną zupę krem z dyni ,filet z kurczaka z kaszą kuskus i sałatką oraz pyszny krem czekoladowy na deser ,który zdarza nam się raz na miesiąc albo rzadziej. Dodatkiem do obiadu była woda z cytryną i miętą ,zupę postawiłam na blacie gdy przyjaciółka weszła do domu.
-Kochanie! Myj ręce i chodź do kuchni ,obiad gotowy.-zawołałam do Zoey.
-Jakie miłe przywitanie ,stęskniłaś się za mną? –zadrwiła Zoe
-Bardzo! Jak możesz w to wątpić? –zaśmiałam się ,po czym razem z nią zasiadłyśmy do wspólnego obiadu. Po zjedzonym posiłku poszłyśmy się spakować na wyjazd ,tradycyjnie jedna walizka ledwo mi starczyła. Ach te uroki olbrzymiej garderoby i wielkiej ściany butów. Poszłyśmy się umyć ,umalować i przebrać na wyjazd.   Za dwie godziny mamy samolot ,więc należy już ruszać aby być wcześniej na lotnisku.  Na miejscu byłyśmy za pół godziny ,zanim przeszłyśmy przez odprawę i przez wszystkie formalności mogłyśmy wsiadać do samolotu. Miałam miejsce obok okna ,a Z obok mnie. Całą podróż przegadałyśmy a następnie wsiadłyśmy do taksówki ,którą pojechaliśmy do domu rodziców Zoji.  Przyjęli nas z otwartymi ramionami ,zarówno mnie jak i oczywiście swoją córkę. Od razu zasypali nas pytaniami o to czy nie jesteśmy głodne ,zmęczone ,wspólnie odpowiedziałyśmy ,że nie i udałyśmy się do naszego pokoju ,aby się przebrać na imprezę ze znajomymi mojej współlokatorki. Na imprezę wybrałam klasyczną małą czarną  , czarneszpilki z paskiem,  bordowąkopertówkęnaszyjnikz połówką serduszka ,który dostałam od przyjaciółki  , pierścionekzaręczynowy mamy , Włosy pokręciłam lokówką i zrobiłam  smokey eye ,delikatne konturowanie i  mocne bordowe matowe usta pasujące do torebki.  Gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam moją przepiękną przyjaciółkę w przepięknej białej zwiewnejsukience z odkrytymi plecami , 
 , w szpilkach w odcieniu pudrowego różu  , kopertówce w takim samym kolorze co buty  ,drugiej części naszyjnika ,  srebrnympierścionku z nieskończonością ,który dostała ode mnie na urodziny . Miła pięknie spięte blond włosy w kok i delikatny makijaż z brązowo-beżowym makijażem oka ,delikatnym konturowaniem i  beżowymi ustami.

-Wyglądasz jak milion dolarów ,kochanie –powiedziałam przyjaciółce                                 
-Ty także ,a chyba jeszcze lepiej niż ja. Może uwiecznijmy tą chwilę zdjęciem?
-Bardzo chętnie ,cudowny pomysł- powiedziałam po czym zrobiłyśmy fotki i wstawiłyśmy na instagram mój i jej.  Gdy zeszłyśmy na dół jej mama prawiła nam liczne komplementy a my ruszyłyśmy taksówką na imprezę.  Bawiłyśmy się na niej świetnie ,wróciłyśmy z niej dopiero nad ranem i położyłyśmy się spać.

sobota, 10 września 2016

Prolog (Zemsta)

Mam na imię Cornelia ,mam 18 lat. 
Do niedawna mieszkałam w domu dziecka ,trafiłam tam jak miałam 10 lat. 
Moja mama zmarła w wypadku samochodowym ,ojciec miał mnie gdzieś nigdy go nie poznałam. 
Dalszej rodziny nie miałam albo nigdy nie miałam okazji poznać. 
Czy jest mi żal lat spędzonych w domu dziecka? 
Czy jest mi żal ,że zamiast mną się zająć ojciec nigdy się ze mną nie skontaktował?
 Nie ,ten człowiek nigdy nie był moim ojcem. 
On był dla mnie obcy.
  Po wyprowadzce z domu dziecka zamieszkałam w jednym z dwunastu pokoi  w domu ,którym wynajmuje małżeństwo po czterdziestce.
 Wynajmują pokoje studentom ,dziwakom  i ludziom ,którzy nie mają szans na cudowne ogromne apartament owce.  

niedziela, 7 lutego 2016

3.Tydzień w Norze ( LilianaLunaLovegood )

Po powrocie do Nory ,pobiegliśmy od razu do namiotu. Siedzieli tam już wszyscy ,poszliśmy od razu zająć łóżka. Pomyśleli o nas i zostawili nam nasze ulubione łóżka. Położyłam plecak na łóżku i wyjęłam czarne trampki ,spodnie dresowe i koszulkę ,którą zabrałam z pokoju chłopaków. Zabrałam ze sobą ubrania ,kosmetyczkę ,szczotkę i poszłam do łazienki w namiocie. Przebrałam się w ubrania ,zmyłam makijaż i uczesałam włosy w wysoką kitkę. Wszyscy przebrali się w coś wygodniejszego i siedzieliśmy na łóżkach ustawionych blisko siebie aby dobrze słyszeć wszystkich dookoła. Fred i Roxanne ,odziedziczyli poczucie humoru po ojcu i zabawiali nas kawałami i śmiesznymi historiami. Victorie ,Dominque i Louis są wilami ,odziedziczyli to po matce (Fleur), Molly i Lucy są poważne i mają duże ambicje po ojcu za to często się uśmiechają po mamie, Rose i Hugo są zupełnie różni Rose podobna jest do mamy mądra ,odważna ,Hugo za to do ojca ,James ,Albus i Lily  są w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobni lecz posiadają coś co ich wyróżnia wśród siebie. James jest świetnym graczem i zabawny ,Albus też lubi żartować ale wyróżnia go spryt, ambicja, zaradny, przebiegły dzięki ,której jest ślizgonem a nie gryfonem ,Lily jest podobna do mamy świetna szukająca ,potrafi się dogadać z każdym, Teddy jest metamorfomagiem. Rozmawialiśmy jakieś półgodziny ,aż do czasu kiedy zawołali nas na kolacje. Poszliśmy usiąść do stołu ,jak zwykle pojawiło się pełno jedzenia ,nałożyłam sobie na talerz sałatę ,grzanki posmarowane pastą łososiową i nalałam do szklanki sok pomarańczowy. Po zjedzonej kolacji poszliśmy wszyscy na podwórko i zaczęliśmy biegać ,latać na miotłach ogólnie bawić się. Jakoś o godzinie dwudziestej trzeciej wpadliśmy na pomysł aby polecieć nad rzeczkę przepływającą nieopodal. Dorośli siedzieli w domu ,a my wybiegliśmy z namiotu ,chwyciliśmy za miotły i odlecieliśmy nad rzeczkę. Nikt z dorosłej części rodziny nawet nie myślałam aby pytać nas gdzie się wybieramy bo stało się to naszą tradycją, a mianowicie równo miesiąc przed rozpoczęciem roku szkolnego wybieramy się do Nory i zostajemy tu tydzień ,co wieczór lecimy nad jezioro i wracamy po jakiejś godzinie (nawet wybieramy zawsze te same łóżka). Przed wyjściem z namiotu zabrałam zwykłą czarną bluzę z kapturem ,zapinaną na suwak ,różdżkę włożyłam zmniejszoną do bluzy. Drogę dzielącą nas do rzeki pokonaliśmy w pięć minut. Siedzieliśmy pod drzewem ,niektórzy dla żartów zdjęli część ubrań i wskoczyli do zimnej wody ,szczerze współczuje nie wytrzymałabym takiej temperatury. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy gdy chłopcy podeszli do nas ,Teddy podniósł Victorie i wrzucił ją do wody ,a ja zostałam wrzucona do wody przez braci ,mieli szczęście ,że różdżka jest cała i nie zmokła. Na ich i moje szczęście zdjęłam bluzę bo wieczór jest ciepły. Podsumowując wszyscy cali mokrzy od stóp do głów siedzieliśmy na brzegu rzeki ,zlitowałam się nad nimi i poszłam po moją bluzę ,powiększyłam różdżkę i wysuszyłam siebie i wszystkich dookoła. Mieliśmy już dość dzisiejszego dnia i polecieliśmy do Nory. Przebrałam się w krótkie bawełniane spodenki w kolorze czarnym ,koszulkę na ramiączka także w tym samym kolorze ,z racji tego ,że nie lubię spać w związanych włosach ,ponieważ jest mi niewygodnie to je rozpuściłam. Po tych czynnościach położyłam się do łóżka i zasnęłam jak dziecko.

Następnego dnia obudziłam się  około godziny 9 ,wszyscy siedzieli na łóżkach ,aż nagle dobiegło nas hukanie sów. Wyszliśmy przed namiot a tam czekały na nas sówki. Moja ukochana i niezastąpiona Romine rzuciła mi list prosto w ręce , a następnie usiadła mi na ramieniu ,pogłaskałam ją i podziękowałam za list. Gdy wszyscy otrzymaliśmy nasze koperty od sów ,poszliśmy do budynku. Ciocie i wujkowie siedzieli w salonie przy swoich dzieciach a my usiedliśmy na kanapie naprzeciwko. Wszyscy już otworzyli ,gdy nagle zobaczyli ,że my jeszcze nie otworzyliśmy ich:
-Otwórzcie wreszcie koperty ,czemu jeszcze ich nie otwieracie? –zapytała ciocia Molly
-A jakoś tak dziwnie się czuję gdy nie otwieramy ich przy mamie. Wiem ,że by się nie obraziła ale jakoś tak smutno bez niej. No dobrze otwierajcie pierwsi- zwróciłam się do chłopców. Otworzyli koperty i wyjęli z nich listę potrzebnych przedmiotów na przyszły rok szkolny. Następna byłam ja i wyobraźcie sobie moją minę gdy z mojej koperty zamiast jednego listu ,dokładniej listy wyjęłam trzy i odznakę. W pierwszym liście były wypisane potrzebne mi przedmioty na nowy rok nauki ,w drugim wiadomość iż jestem nowym kapitanem Gryffindoru no i prefektem i stąd oznaka. Każdy zaczął mi gratulować ,a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć oczywiście było to dla mnie duże wyróżnienie.
-No młoda ,mam nadzieję ,że będziesz oceniać uczciwie podczas naboru do drużyny ,nadal chcę być szukającym.
-No myślę ,że  masz szansę –puściłam do niego oczko- pomyślimy co da się zrobić.
Po rozmowie udaliśmy się do namiotu na śniadanie ,zjedliśmy wszystko i większość rodziny musiała udać się do pracy.  Pożegnaliśmy się i poszliśmy się przebrać ,założyłam czarne jeansy z dziurami na kolanie ,białe conversy , białą koszulkę z dłuższym tyłem i czarnym krzyżem na przedzie. Włosy uczesałam w kłosa ,a następnie zeszłam na dół i wyszłam pod namiot. Wszyscy już tam stali w towarzystwie cioci Molly ,czekali na zadania.
-Skoro już wszyscy jesteście to możemy rozdzielać zadania ,macie do wyboru sprzątanie namiotu ,domu ,odgnamianie podwórka i sadzenie kwiatów kto co woli?
Rose ,Dominique i Roxanne wybrały sadzenie kwiatków ,James, Albus ,Lysander i Lorcan wybrali odgnamianie ,Lily ,ja i Victorie sprzątanie namiotu ,Molly ,Lucy i Hugo sprzątanie Nory. Zostali jeszcze Fred, Louis i Teddy a trochę nas za dużo będzie jak przyłączą się do nas więc ze sprzątania Nory wydzieliliśmy sprzątanie strychu i szopy. Od razu wzięliśmy się do roboty poszłam od razu na górę posprzątać sypialnie i łazienkę ,a dziewczynom zostawiłam jadalnie ,salon i toaletę. Namiot posprzątaliśmy w półgodziny ,poszliśmy więc zapytać czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Wszyscy już prawie wszystko zrobili i nie mieliśmy w czym pomagać ,ale poszłyśmy do chłopaków odgnamiać ogródek ,założyłyśmy rękawiczki i wzięliśmy się do roboty. Wyrywaliśmy gnomy z ziemi i wyrzucaliśmy jak najdalej ,zeszło nam się tylko w piętnaście minut. Wszyscy skończyliśmy już naszą pracę i ciocia Molly pozwoliła nam zająć się tym co chcemy ,James uczył innych gry w quidditcha ,a ja postanowiłam wyjść się przejść ,aby nie wystraszyć innych czarodziei ,jeśli jakiegoś spotkam w okolicy zrobiłam delikatny makijaż czy podkład ,puder ,tusz, kreska na powiece i delikatny brzoskwiniowy odcień pomadki na usta. Włosy zostawiłam zaplecione w kłosa ,ubranie też te same co rano z małą różnicą na rękę założyłam bransoletkę sznurkową z lilou czarną ze srebrnym serduszkiem i wygrawerowanym napisem Lily i Luna od mamy i zwykłą srebrną obrączką ,którą nosimy razem z moją przyjaciółką Ivy (nie tą samą tylko mamy dwie podobne). Zabrałam plecak z potrzebnymi rzeczami i wyszłam ,poinformowałam tylko wszystkich ,iż wychodzę się przejść i poszłam. Przemierzałam okolicę Nory i szłam prosto przed siebie ,idąc tak sama nie wiem ile spotkałam nagle chłopaka. Widać ,że jego rodzina korzysta z technologii mugolskiej bo miał w uszach słuchawki a w rękach iPhone ,był tak w niego zapatrzony ,że wpadł na mnie:
-Kurczę ,przepraszam nie zauważyłem Cię bo zmieniałem piosenkę. Naprawdę przepraszam, nic Ci nie jest?
-Spoko ,jestem cała ale na przyszłość lepiej uważaj- powiedziałam po tym jak podniosłam się z ziemi ,a zapomniałam wspomnieć ,że przez zderzenie upadłam na tą twardą ziemie.
-Wiem ,naprawdę zazwyczaj jestem bardziej uważny ,mogę Ci to jakoś zrekompensować.
-Nie dziękuje ,śpieszę się do dziadka. Muszę już iść –chciałam jak najszybciej się od niego oddalić.
-Poczekaj ,jestem Max ,dopiero się przeprowadziłem i będę chodził do Hogwartu ,wcześniej byłem w Durmstrang.
-Liliana ,miło mi poznać. Naprawdę muszę iść ,obiecałam dziadkowi ,że do niego przyjdę.
-To do zobaczenia pierwszego września na peronie?
-Pewnie tak ,cześć Max. –powiedziałam i jak najszybciej udałam się do dziadka ,zwinnie pokonałam wzgórze i po dwudziestu minutach byłam na miejscu. Zadzwoniłam dzwonkiem i długo nie musiałam czekać aż mi otworzy. Jak mnie zobaczył to od razu mnie przytulił i wpuścił do środka.
-Cześć dziadku ,tęskniłam strasznie i postanowiłam przyjść do Cb.
-Strasznie się cieszę skarbie ,napijesz się herbatki?
-Tak ,najlepiej mrożonej ,wiesz taką jak najbardziej lubię w lato.
-Oczywiście takich rzeczy nigdy nie zapomnę ,już Ci przyniosę –dziadek przyniósł nam herbatę i rozmawialiśmy na różne tematy ,po około godzinie udałam się w drogę powrotną do Nory. Gdy przyszłam ciocia od razu zasypała mnie masą pytań ,gdzie byłam ,co robiłam i czy kogoś spotkałam. Opowiedziałam o wizycie u dziadka ,o fajnym długim spacerze. Gdy odpowiedziałam na wszystkie pytania pojawił się obiad ,nałożyłam sobie na talerz kaszę polaną sosem grzybowym ,porcję warzyw i kawałek ryby (nie jadam mięsa ,tylko rybę). Zjadłam porcję obiadu i popiłam mrożoną herbatą cytrynową. Wszyscy dookoła mnie jeszcze jedli ,więc zostało mi jedynie czekać ,gdy dobiegło mnie wołanie z podwórka nie wiedziałam skąd ale wiedziałam ,że znam ten głos. Wstaliśmy wszyscy od stołu i wyszliśmy przed namiot i zobaczyłam tam wcześniej poznanego Maxa.
-Dzień dobry ,przepraszam ,że przeszkadzam chciałem tylko zapytać o drogę ,dopiero co się przeprowadziłem i nie znam okolicy a wybrałem się na spacer i nie wiem jak dotrzeć do domu.
-Dzień dobry ,nic się nie stało ,James pomóż panu znaleźć drogę ,a ja wrócę i posprzątam. Ktoś chętny do pomocy?
-Ja Ci pomogę ciociu –zgłosiłam się na ochotnika i posprzątałyśmy szybko ,a gdy wróciłam na podwórko jeszcze tam był.
-Hej  Lily choć tu szybko ,Max poznaj moich kuzynów ,ja jestem James Potter ,Albus mój brat i Lily moja siostra ,Rose i Hugo Weasley rodzeństwo ,Fred i Roxanne  Weasley , Molly i Lucy  Weasley ,Victorie ,Dominque i Louis  Weasley ,Teddy  Lupin, Lysander ,Lorcan i Lily Lovegood.
-My się znamy ,dzisiaj jak byłam na spacerze to wpadł na mnie ,był zbyt zajęty patrzeniem w telefon. Ale to nie ważne nic mi się nie stało więc nie ma czego roztrząsać. To gdzie chcesz się dostać?
-Wiecie gdzie jest dwór  Malfoya?
-Niestety tak ,jesteście spokrewnieni?
-Daleki krewny ,a daleko to bo nie wiem czy dam radę długo iść.
-To może odwiozę Cię bo to trochę daleko ,albo Liliana to zrobi.
-Nie dziękuje ,nie skorzystam z okazji. A poza tym patrzcie kto idzie ,Mamo! –krzyknęłam  i podbiegłam do mamy. –Miłej podróży James ,no i miło było Cię poznać Max. –Głodna jesteś mamo?
-Czy w czymś wam przeszkodziłam? –zapytała mama
-Oczywiście ,że nie. Mam dla Ciebie dwie dobre wiadomości zostałam prefektem i kapitanem drużyny
-Kurczę córeczko to cudownie ,wiedziałam ,że to Ciebie wybiorą. Jesteś najlepsza- odruchowo przytuliłam mamę. Poszłyśmy obie do kuchni i mama zrobiła sobie śniadanie , zjadła je a następnie zadała mi pytanie ,które dla niektórych może się wydać dziwne –Córeczko ,pożycz mi coś do ubrania.
-Okej chodźmy do namiotu –poszłyśmy we wskazane miejsce i z plecaka wyjęłam parę czarnych rurek ,szare krótkie converse , bluzkę na ramiączka z szarym krzyżem. Uczesałam jej włosy w kłosa i wysłałam do łazienki aby się przebrała gdy wyszła z niej wyglądałyśmy jak bliźniaczki ,mama w ogóle nie wygląda na swój wiek. –Mamo wyglądasz wspaniale , dobrze Ci w szarym. –mama się uśmiechnęła i chwyciła mnie za dłoń i wyszłyśmy z namiotu. Krzątałyśmy się po podwórku ,gdy nagle zawołała nas ciocia Molly:

-Blondyny ,z łaski swojej pomóżcie mi przy obiedzie –pobiegłyśmy od razu do kuchni i robiłyśmy obiad ,poustawiałyśmy wszystko w jadalni w namiocie i zawołaliśmy wszystkich ,nawet Ci członkowie rodziny co poszli do pracy wrócili na obiad. Nałożyliśmy sobie na talerz porcję jedzenia i zaczęliśmy ją jeść.  Po zjedzeniu posiłku mama powiadomiła nas ,że razem z tatą wyjeżdżamy do Turcji na wakacje. Ucieszyłam się ,odpocznę od znanej mi już na pamięć okolicy ,od ciągłego widoku tych samych ludzi ,a co najważniejsze będę mogła spędzić dużo czasu z mamą przed wyjazdem do szkoły. Wszyscy pobiegli do swoich poprzednich obowiązków ,do pracy a my z mamą sprzątnęłyśmy ze stołu. Postanowiłyśmy przejść się trochę ,chciałyśmy wybrać się do Londynu ,dzielnicy mugoli , obie z mamą nie lubimy tego określenia. Złapałyśmy się za ręce ,a mama teleportowała nas w miejsce przejścia między magiczną a mugolską dzielnicą Londynu. Przeszłyśmy niezauważone przez mur i spacerowałyśmy sobie wśród ludzi ,wreszcie nie czułam presji ,mogłam być tylko z mamą i sobą spokojną osobą ,która ma dość tłumów wokół siebie. Z zamyślenia wyrwała mnie mama wciągając mnie do sklepu z ubraniami ,było tam dużo ubrań w moim stylu ale również w stylu mamy. Rozdzieliłyśmy się i zaczęłyśmy szukać czegoś dla siebie , zalazłam kilka fajnych zwykłych bawełnianych koszulek ,oczywiście wedle wiadomego schematu koszulki w ciemnych kolorach (czarna ,granatowa ,borodowa) i jedna w białym kolorze i szarym ,klasyczne wzory ( czarna miała szarną trupią czaszkę i była na grubsze ramiączka z dłuższym tyłem ,granatowa była na krótki rękaw  ,zwykła gładka bez żadnego wzoru , bordowa z czarną sową odrobinę dłuższa na krótki rękaw , biała na krótki rękaw ze zwykłym napisem ,, I am a girl, I can change my mind, be yourself and you either accept it or you can leave.’’ ,szara przypadła mi najbardziej do gustu z przodu koszulki jest ‘’przód’’ kota z wielkimi słodkimi zielonymi oczami a z tyłu ‘’tył’’ kota z długim ogonem i napis na dole koszulki Beware know how to scratch ). Poza koszulkami zobaczyłam też zwykłe jeansy z wysokim stanem w kolorze bordowym ,czarną klasyczną koszulę z długim rękawem i kołnierzykiem i sukienkę czarną zwykłą sukienkę rozkloszowaną na krótki rękaw ,ze złotym metalicznym paskiem  w pasie . Wzięłam wszystkie ubrania do przymierzalni i przymierzyłam je ,wszystko było dobre i wyszłam poszukać mamy. Mama wybrała świetne rzeczy ,granatową obcisłą spódnice ołówkową do kolan ,niebieską koszulę , czarną krótką rozkloszowaną spódnicę w kolorowe duże kwiaty , pudrowo różową długą marynarkę i klasyczne granatowe jeansy. Zapłaciłyśmy za wybrane ubrania i wyszłyśmy ze sklepu , zaraz po tym weszłyśmy do sklepu z butami mama wybrała prześliczne beżowe czółenka , a ja adidasy za kostkę w kolorze czarnym takie klasyczne ,zapłaciłyśmy za nie i postanowiłyśmy wybrać się na kawę. Gdy wróciłyśmy do Nory ,poszłam od razu do namiotu ,a mama do domu do cioci Molly. Pokazałam im nowe ubrania ,potem zawołali nas na kolacje. Tak wyglądał tydzień w Norze .Śniadanie ,pomoc w domu na podwórku ,czas dla nas ,obiad ,znowu czas dla siebie ,kolacja i sen.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

2.Odwiedziny u rodziny Weasleyów (LilianaLunaLovegood)

-Cześć mamo -krzyknęłam zbiegając ze schodów. Zaraz potem ujrzałam wesołą mamę przygotowującą śniadanie.
-Cześć córeczko- uśmiechnęła się i przytuliła mnie. -Masz na dzisiaj jakieś plany? -zapytała ,po czym pocałowała mnie w czoło i wróciła do gotowania.
-Niech pomyślę -ironicznie udałam ,iż myślę- nie ,nie mam. Poza studiowaniem książek z eliksirami ,to nie mam.
-Dzisiaj jest małe spotkanie w Norze. Zjadą się wszyscy i może my też się wybierzemy ,niestety tata będzie w pracy ale my możemy się wybrać. Co o tym myślisz ,Lika?
-Pewnie ,dla mnie super. Miło będzie wszystkich zobaczyć -odpowiedziałam i się uśmiechnęłam. Mama podała mi talerz pełen zdrowego jedzenia ,a ja od razu wzięłam się do jedzenia. Zaraz potem zbiegli Lorcan i Lysander. Mama postawiła przed nimi dwa talerze ze śniadaniem i bez zbędnych rozmówi ,nawet przywitania zabrali się do jedzenia. Gdy zjedliśmy mama zabrała talerze i włożyła je do zmywarki ,tak tak wiem ,jesteśmy rodziną czarodziei a zmywamy naczynia w zmywarce i wykonujemy niektóre czynności w mugolski sposób.
-Chłopcy ,co powiecie na wizytę u Weasleyów?
-Jak dla mnie super -powiedział Lorcan -Dla mnie też -dodał Lysander.
 -A o której się wybieramy? -zapytałam
-Myślę ,że w okolicach 16. Posprzątajcie u siebie w pokojach ,jak byście mogli mi pomóc z innymi pomieszczeniami ,to byłabym bardzo wdzięczna.
-Posprzątam u siebie szybko i przyjdę Ci pomóc- uśmiechnęłam się do rodzicielki i poszłam na górę do pokoju. Jest on największy z wszystkich sypialni w domu , jest utrzymana w kolorach czarno-biało-szaro-bordowy. Trzy ściany pomalowane są na czarno ,a jedna ściana oraz sufit w szarym kolorze. Podłoga jest wyłożona czarnymi szerokimi panelami. Na tle szarej ściany stoi ogromne  łóżko z baldachimem ,wykonane z czarnego drewna ,biały ,materac ''przybrany'' jest pościelą w czarno białe paski. Na łóżku leży pełno poduch w kolorach czarnych i bordowych. Baldachim jest czarny z nieprześwitującego materiału. Obok łóżka stoją szafki noce ,na których stoją ramki ze zdjęciami i budzik. Pod łóżkiem wyłożony jest ogromny bordowy dywan ,mięciutki i włochaty. W rogu pokoju wisi fotel wykonany z mocnego przezroczystego plastiku wyłożony czarną poduszką aby było wygodniej siedzieć. Na tle  ścianie blisko fotela stoi ogromna przestronna czarna szafa z lustrem podświetlanym kolorem bordowym. Obok szafy stoi toaletka ,z wystawionymi kosmetykami ,perfumami ,a przy toaletce ogromny biały fotel a pod toaletką i fotelem leży szary puchowy dywanik. Na kolejnej ścianie są dwuskrzydłowe drzwi ,wykonane z czarnego drzewa i szarym szkłem ,takie same drzwi są do łazienki. Na pozostałej części ściany jest czarne biurko z białym fotelem ,nad biurkiem stoi półka z książkami na kształt łuku ,w kolorze czarnym. Na biurku stoi bordowy laptop firmy Samsung oraz aparat cyfrowy. Na ostatniej ścianie są dwa okna dachowe ,z szarymi roletami ,oczywiście z czarnego drewna. A na całej ścianie wiszą fotografie (ruszające się oczywiście) z różnych okresów mojego życia i mojej rodzinie oraz trzy obrazy : plakat domu Ravenclaw , plakat domu Gryffindor i Hogwartu. Pokój oświetlają zwisające świece z sufitu. A jeszcze zapomniałam wspomnieć ,że przy łóżku stoi mój ukochany czarny kufer szkolny. Łazienka jest utrzymana w kolorze czarno-białym ,nie ma co opisywać łazienki. Mam w niej i prysznic i wannę. Mimo ,że pokój jest największy to sprzątanie nie zajmuje mi dużo czasu. Gdy posprzątałam przebrałam się z piżamy w zwykłe czarne ,długie leginsy i zwykłą czarną bokserkę. Włosy związałam w niechlujnego koka ,a na stopy założyłam czarne puchate kapcie w kształcie kotów. Zeszłam na dół i pomogłam mamie posprzątać w salonie i kuchni. Gdy już skończyliśmy sprzątanie była godzina 12:30 ,postanowiłam sięgnąć po księgi zaklęć. Poszłam więc do pokoju i na samym środku położyłam księgi oraz sięgnęłam po różdżkę leżącą na szafce nocnej. Na szczęście od czasów mojej mamy nie ma takiego rygoru i można używać magii w domu nawet jeśli nie jest się pełnoletnim czarodziejem. Szukając zaklęć w księgach ,usłyszałam wołanie z pokoju chłopców. Odłożyłam różdżkę w specjalną lukę w ścianie a księgi na biurko. Poszłam do ich pokoju braci ,prowadzą do niego dwuskrzydłowe drzwi ze srebrnego metalu z dwoma prostokątnymi szybami.  Pokój chłopców był w formie mieszkania  ,był w nim przestronny salon ,duża łazienka i dwie sypialnie dla nich. Salon był jasny ,ściany wyłożone białą cegłą ,sufit w kolorze białym a podłoga wyłożona ciemno brązowymi panelami . Na przeciwko drzwi wejściowych znajdują się dwuskrzydłowe drzwi do łazienki na lewej ścianie drzwi do pokoju Lorcana ,a na przeciwko nich drzwi do pokoju Lysandra. Na środku pokoju stoi biała skórzana kanapa na przeciwko stoi czarny plazmowy telewizor na ciemnobrązowej szafce. Na podłodze leży biały ''misiowaty'' dywan. Obok telewizora leżą różne konsole. Na ścianie obok drzwi stoją półki z grami  i książkami. Na ścianie naprzeciw wejścia rozwieszone są miecze ,łuki itp oraz stoi zbroja rycerska. Na prawej i na lewej ścianie naprzeciwko siebie stoją dwa biurka z profesjonalnymi komputerami do gry ,najlepszymi głośnikami i innymi sprzętami ,których nazw nie znam. Na obu ścianach wiszą plakaty różnych drużyn sportowych ,domów Hogwartu ,zdjęcia. Pokój oświetlają lampki w kształcie zwisających żarówek. Tak zwany misz masz ,przynajmniej każdy kto nas odwiedza czuję się tu jak w domu. Wołania dochodziły z jednego z pokoi ,niestety nwm którego. Najpierw poszłam do pokoju Lysandra ,jako ,że jest on ''przywiązany'' może inaczej przyzwyczajony do barw Gryffindoru ,to pokój jest w kolorach złota i czerwieni z meblami w odcieniu jasnego drewna. Ściany są czerwone z namalowanymi herbami domu Godryka Gryffindora. Na podłodze leżą jasne panele ,a z sufitu zwisają lampki w kształcie tiary przydziału. Jest tu wszystko co potrzeba łóżko, biurko, szafa ,półka na księgi ,kufer szkolny, kociołki i kopie reliktów założyciela Gryffindoru czyli miecz i tiara. Na jednej ze ścian jest namalowany biały podstarzały papirus w odcieniu beżu i cechy cenione w wyżej wymienionym domu. Są też drzwi prowadzące do łazienki w odcieniu mebli ze złotymi klamkami. Po obejrzeniu się za braćmi stwierdziłam ,że muszą być w pokoju Lorcana. Pokój jest urządzony w kolorach granatowo-błękitno-biało-czarnym. Lorcan uwielbia astronomię i wróżbiarstwo ,dlatego jego pokój jest w gwiezdnym stylu. Sufit jest pokryty ciemnym granatowym niebem ,podobnie jak w wielkiej sali w Hogwarcie. Ściany ma granatowe ,a podłoga wyłożona ''lustrami'' ,znaczy lustrzanymi panelami ,w której odbija się niebo. Zamiast łóżka jest ogromny biały materac  przykryty prześcieradłem i pościelą. Znajdują się tu także szafa ,biurko ,hamak ,kufer szkolny , półka z księgami ,kociołek. Chłopaki siedzieli na materacu i żywo o czymś rozmawiali. 
-O jesteś już ,Lika. Mamy małe pytanko -powiedział Lorcan. 
-O co chodzi? Co znowu zrobiliście?
-My nic -Lysander udał obrażonego- Jak możesz tak myśleć?
-Oj ,przestańcie owijać w bawełne. Co się znowu stało?
-No wiesz ...-zaczął Lorcan- No ,chodzi o to ... Nie ma szans ,nie ma nawet poco pytać nie zgodzisz się-kontynuował Lysander 
-Już chyba wiem o co chodzi. Kiedy chcecie się wybrać na pokątną i do Hogsmeade?
-Na prawdę pójdziesz z nami? Rodzice bez ciebie nas nie puszczą a my bardzo chcemy.
-Wiem ,wiem to kiedy?
-Jutro albo pojutrze jak tobie wygodnie. 
-Może być jutro po 11. Pasuje?
-Pewnie ,Lika będziemy twoimi dłużnikami. 
-Spokojnie ,odwdzięczycie mi się kiedy indziej. A teraz  wybaczcie mi ale idę naszykować sobie ubranie do wyjścia. Wam radzę to samo ,nie będziemy później na was czekać. Od razu chcę też uprzedzić pytanie ,ma być to schludne ubranie. -powiedziałam ,chociaż bardziej ostrzegłam i udałam się do pokoju. Od razu podeszłam do szafy i zaczęłam wybierać ubranie. Zdecydowałam się na czarne rurki z wysokim stanem ,białą koszulę  na długi rękaw , czarną muchę ,długą czarną pelerynę. Wybrałam też czarne skórzane lity , czarną obrączkę na prawej dłoni (na serdecznym palcu) , czarną sznurkową bransoletkę ze srebrnym krzyżem krzyżem  ,nausznice w kształcie smoka. Wybrane ubrania położyłam na łóżku  ,buty postawiłam na skrzyni szkolnej ,a biżuterię odłożyłam na toaletce. Gdy wszystko odłożyłam usłyszałam wołanie mamy:
-Skarbie ,możesz na chwilę do mnie przyjść?
-Już idę- krzyknęłam zbiegając ze schodów. Gdy pojawiłam się w salonie mama siedziała na kanapie i czytała proroka codziennego- Coś się stało?
-Nie ,nie skarbie. Mam małą prośbę ,za niedługo musimy wychodzić wychodzić ,muszę jeszcze zrobić w kuchni kilka rzeczy. Pomyślałam więc ,że może pójdziesz mi coś wybrać.
-Jasne ,z wielką przyjemnością. Mam wybrać coś eleganckiego ,coś wygodnego czy mieszankę?
-Mieszankę ,wybierz jakąś sukienkę elegancką i zarazem wygodną ,nie za wysokie szpilki ,pelerynę i jakąś biżuterię. I jeszcze coś ,nie może być za smutno.
-Okej ,już biegnę.
Gdy dotarłam do sypialni rodziców ,od razu zajrzałam do szafy. W szafie mamy (w przeciwności do mojej) pełno było kolorów. Wybrałam więc dla niej prostą sukienkę w kolorze czerwonego wina z kokardą, czarne buty na koturnie z paseczkiem, taką samą pelerynę jak moją. Poinformowałam mamę ,że położyłam ubrania na łóżku ,a następnie sama poszłam się naszykować. Od razu po wejściu do pokoju skierowałam się do łazienki. Wzięłam zimny prysznic ,a następnie poszłam w szlafroku do pokoju się przebrać. Rodzinka ma w zwyczaju pukać do drzwi przed wejściem lecz dla pewności rzuciłam na drzwi zaklęcie blokujące i zaczęłam się ubierać w wcześniej wybrane ubrania. Świeżo wymyte i wysuszone włosy rozczesałam i zaplotłam w ścisłego kłosa. Zrobiłam makijaż i idealnie obrysowałam usta konturówką w odcieniu czerwonego wina i uzupełniłam kontur szminką w tym samym odcieniu. Założyłam wybraną również wcześniej biżuterię i poprawiłam paznokcie. Zdjęłam z drzwi zaklęcie ,zmniejszyłam różdżkę tak aby zmieściła się do kieszeni spodni ,pelerynę wzięłam pod ramię i wyszłam z pokoju. Poszłam sprawdzić czy chłopcy się już naszykowali. 
-Gotowi? -otworzyłam drzwi skierowane na salon ,jednak ich tam nie było. Najpierw zapukałam do pokoju Lysandra ,gdy usłyszałam przyzwolenie do wejścia nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka. Brat zakładał na siebie czarną bluzę z kapturem. Ubrany był w czarne spodnie , czarny T-shirt z napisami ,bluzę z kapturem a na stopach miał czarne glany.
-Ładnie wyglądasz ,zresztą jak zwykle. Idziemy do Lorcana?
-Jasne ,zmniejszyłeś różdżkę?
-Jak zwykle ,spokojnie jestem młodszy ale nie głupi. -Następnie razem z Lysandrem udaliśmy się do pokoju Lorcana ,brat był już gotowy. Ubrany był w granatowe spodnie, biały T-shirt, koszulę w czarno-bordową kratę i czarne trampki.   
-Gotowy?
-Prawie ,jeszcze bluza i zmniejszyć różdżkę- najpierw założył na plecy czarną bluzę z kapturem ,a następnie zmniejszył różdżkę i włożył ją do kieszeni spodni. Gdy byliśmy już gotowi ,chłopcy zeszli na dół a ja udałam się do pokoju mamy.
-Hej mamo ,gotowa?
-Tak ,tylko dokończę się malować.
Po jakiś pięciu minutach mama zeszła do salonu ,gdzie wszyscy na nią czekaliśmy.
-Mamo ,lecimy na miotłach , użyjemy kominka i proszku fiuu czy teleportacja?
-A jak wolicie? Pewnie będziecie chcieli na miotłach ale ja nie latam zbyt dobrze na miotle.
-To miotły a ty mamo polecisz ze mną na jednej ,może być?
-Jasne skarbie ,jeśli tobie to odpowiada. To co chodźmy po miotły. – Poszłam z braćmi po miotły , potem poszliśmy pod bramę. Mama rzuciła zaklęcie niewidzialności na dom , wsiedliśmy na miotły i wzbiliśmy się w górę. Pokonanie drogi dzielącej nasz dom i Norę zajęło nam około dwadzieścia minut ,oczywiście zajęłoby mi to znacznie mniej gdyby nie fakt ,że mama boi się nadmiernej prędkości. Miotły zatrzymały się centralnie przy drzwiach wyjściowych/wejściowych. Zsiedliśmy z mioteł ,mama weszła od razu do środka ,a my zanieśliśmy miotły do szopy. Szybko dołączyliśmy do reszty rodziny i przyjaciół. W salonie siedzieli dorośli ciocia Molly i wujek Artur ,ciocia Hermiona z wujem Ronem , wuj Harry z ciocią Ginny, wuj George i ciocia Angelina, wuj Bill z ciocią Fleur,  wuj Percy i ciocia Audrey , wuj Charles , ciocia Gabrielle i wuj Neville z ciocią Hanną. Pewnie dziwicie się jak wszyscy się tu zmieścili ,przecież Nora jest raczej małym domkiem. Od kąt wszyscy się wyprowadzili i zostali tylko ciocia Molly i wuj Artur a zaczęliśmy odwiedzać ich w tak licznym gronie pokoje zostały bardzo powiększone.
-Dzień dobry wszystkim –powiedziałam ,poczym wszyscy zaczęli do nas podchodzić i przytulać. Gdy już wszyscy nas przywitali poinformowali nas ,że młodzież jest w pokoju na strychu. Razem z braćmi poszliśmy na górę ,siedzieli tam Victorie, Dominique, Louis (dzieci wuja Billa i cioci Fleur) ,Molly i Lucy (wuj Percy i ciocia Audrey) , Fred i Roxanne (wujek George i ciocia Angeline) ,Rose i Hugo (ciocia Hermiona i wuj Ron) , James ,Albus i Lily ( wuj Harry i ciocia Ginny) , Teddy ( świętej pamięci Nimfadora i Remus Lupin).
-Hej  rudzielce - przywitałam się ze wszystkimi –ale zbiegowisko.
-Siema blondyni ,a wy jak zwykle się nie śpieszycie.
-Mama i lęk przed prędkością. A wy długo jesteście?
-No oczywiście ,byliśmy dwie godziny za wcześnie.
-Przecież nie macie daleko ,więc poco tak wcześnie.

-Zostajemy wszyscy  na noc i rodzice stwierdzili ,że mamy być wcześnie i pomożemy dziadkom –powiedział Albus. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym gdy usłyszeliśmy wołanie na obiad. Za domem ustawiony był wielki namiot a w środku olbrzymi prostokątny stół. Obok namiotu było rozkładane boisko do gry w quidditcha , w środku wielkiego namiotu były schody na górę prowadzące do pokoju z dwudziestoma łóżkami. Przed obiadem zapytaliśmy mamę czy możemy zostać  na noc ,zgodziła się bez problemu ,po całej zabawie mamy ją odwieźć i pojechać po nasze ubrania i rzeczy.Zajęliśmy miejsca przy stole , a zaraz potem pojawiło się na nim jedzenie ,przygotowane przez ciocie Molly. Zjedliśmy obiad i przyszła pora na deser ,między obiadem a deserem rozmawialiśmy o szkole. Pytali kiedy kupujemy podręczniki ,potrzebne przedmioty i przede wszystkim czy nie boimy się pójść na kolejny rok. Wszyscy zgodnie odpowiedzieliśmy ,że nie ,potem pojawił się deser. Gdy zjedliśmy ,wyszliśmy wszyscy przed namiot. Podzieliliśmy się na drużyny młodzieży i dorosłych.  Jako ,że potrzebne jest tylko 14 osób ,a nas jest 16. Louis i Hugo bardzo chętnie zrezygnowali z gry ,kapitanem zostałam ja i James. Zostałam szukającą , pałkarzami zostali Lorcan i Lysander , obrońcą Teddy , ścigającymi Victorie, Molly i Rose. James został obrońcą  a do swojej drużyny wybrał: Lily jako szukającą ,Albusa, Lucy i Dominque jako ścigający, Fred i Roxanne jako pałkarze. Młodzi zagrali jako pierwszy i też jako pierwsi wybieraliśmy ,później wybierają dorośli. Złapaliśmy za miotły i weszliśmy na boisko. Kapitani drużyn zostali na środku boiska ,a reszta drużyn poleciała do góry i ustawili się na swoich pozycjach. Razem z James’em uścisnęliśmy sobie dłonie ,życzyliśmy szczęścia i dołączyliśmy do drużyny. Wuj Harry położył teczkę z piłkami na środku ,otworzył ją ,zagwizdał po czym prędko wypuścił piłki. A my rozpoczęliśmy grę ,  Teddy i James krążyli w polu wokół obręczy ,ścigający zdobywali punkt za punktem (przynajmniej u mnie w drużynie) , pałkarze skutecznie uniemożliwiali dostanie w głowę lub inną część ciała kaflem , a ja i Lily Luna (zauważyliście ironię  dwie Lily Luny są szukającymi) wypatrywałyśmy złotego znicza ,oczywiście nie ma ze mną szans. Ufając swojej drużynie wypatrywałam znicza ,skupiłam się tylko na tym. Po dwudziestu minutach gry było 80:20 dla nas ,i ten magiczny moment gdy znicz pojawił się w zasięgu mojej dłoni . Chwyciłam znicza w dłoń i podniosłam go do góry ,wszyscy spojrzeli na mnie i zaczęli wiwatować. 
- No no no ktoś tu jest mega zdolny.- skomentował James- Młoda rozwijasz się ,niedługo będziesz mogła grać w lidze światowej.
-Nie potrzebuje komplementów ,dobra teraz kolejny mecz kapitanami będą wujek Harry i ciocia Ginny.
-Obawiam się ,że nie znajdziemy dwóch dobrych drużyn. Może wymieszamy się albo wy utwórzcie jedną drużynę a my drugą.
-Dobrze ,to ja będę szukającą ,James obrońcą , pałkarzami Fred i Lorcan , ścigającymi Lysander ,Albus i Roxanne. Pasuje?
-Wiesz co ,ja wolę być ścigającym bo Lysander i Lorcan są lepszymi pałkarzami. –powiedział Fred.
-Jak dla mnie okej ,nie chciałam ich faworyzować. Idę im powiedzieć ,że mamy najlepszą drużynę. –zakomunikowałam im a oni też mnie poinformowali ,że mają skład.
-No więc –zaczął wuj Harry –szukającym jestem ja ,pałkarzami George i Charlie ,obrońcą Ron, ścigającymi Ginny ,Angelina i Percy.
-Tyle doświadczonych graczy przeciw dzieciom ,nie ładnie –zaśmiałam się- no dobrze ustawmy się na pozycje. James ty chcesz być kapitanem czy boisz się przegrać z własnym ojcem
-Ty zostań ,ja lecę na górę. –wszyscy poza mną i wujkiem Harrym  ustawili się na pozycje. Podaliśmy sobie ręce i polecieliśmy w górę. Ciocia Hermiona wypuściła piłki i rozpoczęła grę gwizdkiem. Gra szła w najlepsze wygrywaliśmy przewagą dwudziestu punktów. W pewnym momencie zauważyłam znicz podleciałam do niego szybko i złapałam go.
-Niezwykłe ,wygrałaś z nami. – powiedziała ciocia Ginny- po szkole załatwię Ci miejsce w drużynie.
-Oj ciociu przestań ,teraz zmieni się kapitan to przynajmniej nie będę mieć problemów aby zostać w drużynie.
-Mam przeczucie ,że to ty zostaniesz kapitanem. Z taką grą ,nie mam wątpliwości.
 Po odbytych meczach mama pożegnała się ze wszystkimi ,a my powiedzieliśmy ,że za niedługo wrócimy. Mama wsiadła na tył miotły i wzbiliśmy się w górę. Podróż zajęła nam mało czasu ,zdjęliśmy zaklęcie niewidzialności i wfrunęliśmy na posesję. Miotły oparliśmy i pobiegliśmy do naszych pokoi. Zapakowałam ubrania ,kosmetyki i inne potrzebne rzeczy do plecaka ze zwiększonym dnem. Zazwyczaj jak mamy jechać na jedną noc  to i tak zostajemy tydzień, zapakowałam też kilka ksiąg. Po zapakowaniu wszystkiego co potrzebne poszłam do braci ,którzy właśnie wychodzili. Zeszliśmy na dół ,pożegnaliśmy się z mamą i pofrunęliśmy z powrotem do Nory.