poniedziałek, 13 maja 2019

Lot do Londynu (Wolność)

Gdy to usłyszałam zamurowało mnie. Tutaj mam swój  świat, swoich bliskich oraz swoje życie. Może nie żyje tak zwaną pełnią życia ale jednak to tutaj jest miejsce, w którym żyję i chcę dalej żyć. Poczułam  żal i wściekłość.
-Żartujesz sobie ze mnie, prawda? Tyle lat Cię nie interesowałam, mamy ze sobą kontakt tylko dla tego, że prawie zginęłam. A teraz przychodzisz i mną rządzisz? Jestem pełnoletnia i o sobie decyduje, podjęłam decyzję: Nigdzie nie jadę!
-Nie pytałem Cię o zdanie. Zgadzam się z tym, że wydarzyła się tragedia ale to nie zakończyło twojego życia. Wcześniej popełniłem błąd i teraz go naprawiam. Spakujesz się sama  czy mamy to zrobić z mamą?
- Wiesz, że niczego nie zmienisz? I co będzie? Po miesiącu i tak mnie odeślesz. Spakuje się sama.
Poddałam się, nie ma sensu walczyć. Spakowałam najważniejsze rzeczy, wrócę tu najpóźniej za miesiąc, jakoś to wytrzymam. Po chwili wróciła mama, próbowała ze mną rozmawiać ale tym razem  miałam powód aby tego nie robić. Pogodziłam się z tym, że od wypadku traktują mnie jak marionetkę. Zabrał moją walizkę i pojechaliśmy na lotnisko.
-Sara, porozmawiaj ze mną. Nie chcemy dla Ciebie źle. Dlaczego traktujesz to jak kare?
Nie popatrzyłam na niego, miałam dość bycia marionetką. Poco mam marnować siły na rozmowy z nim.Niech będzie Londyn, przynajmniej nikt mnie tam nie zna. Przeżyłam jakoś te wszystkie kontrole, długi lot. Najgorszym momentem było pojawienie się w apartamencie mojego ojca, wiedziałam, że poza nami będzie nowa żona i dzieci. Od razu gdy się tam pojawiliśmy próbowała jakoś się ze mną przywitać, nie widziałam jednak w tym większego sensu.
-To co, wskażesz mi może drogę do pokoju przeznaczonego dla mnie? A i czy mógłbyś przekazać tej kobiecie aby się do mnie nie zbliżała i więcej nie próbowała mnie przytulać?
Tomek czyli mój ojciec spojrzał na mnie, spojrzeniem przepraszał Sophie czyli swoją żonę.
-Już Ci pokazuje, błagam Cię bądź miła dla Sophie i dla Katie i Leo. Oni chcą Cię tylko poznać i Cię wesprzeć.
-Nie mam zamiaru, to gdzie ten pokój?
-Prosto na końcu korytarza, idę po twoją walizkę. Zaraz do Ciebie dołączę.- Poszedł po moją walizkę a ja przemieściłam się do pokoju. Pokój jak pokój, był schludny, jasny i co najważniejsze miał duże wyglądające na wygodne łóżko.- Podoba Ci się? Możemy jutro podjechać do sklepów i kupić jakieś dodatki, nową pościel. Możesz go trochę zmienić.
-Spoko, nie zależy mi na tym wystarczy mi wygodne i duże łóżko. Nie musisz udawać starań, nie nabiorę się. Postaraj się trzymać tamtych ludzi z dala ode mnie. Do jedzenia wystarczą mi płatki i mleko, nie będę z wami jadać.
-Zmień nastawienie, oni chcą Cię tylko poznać. Za godzinę będzie obiadokolacja, jak się rozpakujesz to zapraszam Cię do nas.
Zostawił mnie samą, rozpakowałam się a następnie przeniosłam się do łóżka. Nie miałam nic innego do roboty więc zasnęłam. Po jakieś godzinie próbował mnie obudzić odwróciłam się tylko na drugą stronę i poszłam dalej spać. Gdy się obudziłam na szafce nocnej stało jedzenie. Olałam to i poszłam dalej spać. Następnego dnia obudziło mnie pukanie do drzwi. Zwlokłam się na wózek i podjechałam do drzwi. Za drzwiami stał jakiś chłopak:
-Słucham?- zapytałam
-Hej, jestem  sąsiadem i szukam pana Tomka.
-A skąd mam wiedzieć gdzie on jest? Obudziłeś mnie. Może będzie później. Do widzenia.- powiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Następnie udałam się do kuchni, szukałam jakichś płatków i mleka lecz nie było. Na stoliku  kuchni znalazłam pieniądze i list. W liście napisał mi gdzie jest sklep i abym kupiła sobie coś na śniadanie. Pomyślałam sobie, że muszę iść do sklepu, coś muszę jeść Przebrałam się, zabrałam pieniądze i klucz. Zamknęłam drzwi i jakoś dotarłam do sklepu, pech chciał, że to czego potrzebowałam było wysoko na półce, miałam właśnie poprosić kogoś o pomoc gdy usłyszałam znajomy głos. Okazało się, że to ten chłopak.
-No zobacz, znowu się widzimy. Mogę Ci jakoś pomóc?
-Czy wyglądam jakbym potrzebowała pomocy?
-Nie musisz udawać niezależnej, co Ci podać?
-Dwa opakowania mleka, wiesz gdzie są tu płatki?
-Wiem, zaprowadzić Cię?
-Jak możesz to poproszę.
-No widzisz potrafisz być uprzejma. Mogę Cię o coś zapytać?
-Najwyżej nie odpowiem.
-Jak masz na imię złośnico?
-Sara, mam na imię Sara.
-Miło Cię poznać, Saro. Ja mam na imię Mikołaj. A co się stało, że mieszkasz u Pana Tomka?
-Tata postanowił zabrać mnie z Krakowa do Londynu. Chce mnie uspołecznić. A ty dlaczego pytałeś o mojego ojca?
-Obiecał mi pomóc w jednej pracy na uczelnię, miał to zrobić wczoraj ale nie miał czasu. Już wiem dlaczego.- uśmiechną się- jesteśmy na miejscu, które płatki Ci podać?
-Przedostatnia półka, pomarańczowe opakowanie dwa razy, poproszę.-sięgną je z półki lecz mi ich nie podał tak samo jak mleka.- Mógłbyś mi podać moje zakupy?
-Nie, ja je niosę. Zaraz będziemy się kierować w stronę kasy. Teraz w prawo, no dawaj. - nie miałam wyboru, udałam się za nim. Po 5 minutach zapłaciliśmy za zakupy i ruszyliśmy w stronę bloku. Pomógł mi wnieść do środka moje zakupy.
- Jesteś mi chyba coś winna za pomoc?
-Słucham, to ty się przyczepiłeś do mnie w sklepie nie ja do Ciebie.
-Oj złośnico, dasz się może gdzieś zaprosić?
-Nie dzięki, zjem płatki i mam zamiar obudzić się dopiero jutro. Przekażę ojcu, że  byłeś, do widzenia.
-Jak zmienisz zdanie to mieszkam na przeciwko. Albo inaczej wpadnę po Ciebie wieczorem.
Olałam jego słowa i zamknęłam drzwi. Zrobiłam sobie płatki a gdy je jadłam otworzyły się drzwi i zobaczyłam w nich Sophie, Leo i Katie.Była zdenerwowana, popatrzyła się na mnie i zrobiła to czego się bałam najbardziej, odezwała się do mnie:
-Sara, wiem, że nie chcesz mieć  ze mną nic wspólnego ale zamknęli przedszkole z powodu awarii. Pomożesz mi? Zostaniesz z nimi kilka godzin, załatwiłam Ci pomoc.
-Mam inne wyjście, spojrzę  na nich.
-Dziękuje, Mikołaj zaraz przyjdzie Ci pomóc.- byłam tak nie zainteresowana jej słowami, że nie usłyszałam kto przejdzie. Rzuciła jeszcze w moją stronę szybkie dziękuję, a ja nie wiedziałam co mam z nimi robić. Patrzyłam na nich chwilę a oni jak gdyby nigdy nic usiedli mi na kolana i zaczęły się przytulać. Zamurowało mnie, usłyszałam nagłe pukanie do drzwi. Krzyknęłam tylko, że jest otwarte. Do środka wszedł Mikołaj.
-Zabierz ich ode mnie, zabierz ich! Co oni robią? Ja ich nie znam, oni są obcy.
-Uspokój się, przytul ich. Oni Cię lubią i chcą poznać.
Jakoś się uspokoiłam, trochę mi pomógł. Spędziłam z nimi i z Mikołajem trochę czasu. Jednak gdy wróciła Sophie i Tomek szybko się ulotniłam. Mikołaj rozmawiał z Tomkiem i podobno przyszedł się ze mną pożegnać ale ja już spałam.