Gdy to usłyszałam zamurowało mnie. Tutaj mam swój świat, swoich bliskich oraz swoje życie. Może nie żyje tak zwaną pełnią życia ale jednak to tutaj jest miejsce, w którym żyję i chcę dalej żyć. Poczułam żal i wściekłość.
-Żartujesz sobie ze mnie, prawda? Tyle lat Cię nie interesowałam, mamy ze sobą kontakt tylko dla tego, że prawie zginęłam. A teraz przychodzisz i mną rządzisz? Jestem pełnoletnia i o sobie decyduje, podjęłam decyzję: Nigdzie nie jadę!
-Nie pytałem Cię o zdanie. Zgadzam się z tym, że wydarzyła się tragedia ale to nie zakończyło twojego życia. Wcześniej popełniłem błąd i teraz go naprawiam. Spakujesz się sama czy mamy to zrobić z mamą?
- Wiesz, że niczego nie zmienisz? I co będzie? Po miesiącu i tak mnie odeślesz. Spakuje się sama.
Poddałam się, nie ma sensu walczyć. Spakowałam najważniejsze rzeczy, wrócę tu najpóźniej za miesiąc, jakoś to wytrzymam. Po chwili wróciła mama, próbowała ze mną rozmawiać ale tym razem miałam powód aby tego nie robić. Pogodziłam się z tym, że od wypadku traktują mnie jak marionetkę. Zabrał moją walizkę i pojechaliśmy na lotnisko.
-Sara, porozmawiaj ze mną. Nie chcemy dla Ciebie źle. Dlaczego traktujesz to jak kare?
Nie popatrzyłam na niego, miałam dość bycia marionetką. Poco mam marnować siły na rozmowy z nim.Niech będzie Londyn, przynajmniej nikt mnie tam nie zna. Przeżyłam jakoś te wszystkie kontrole, długi lot. Najgorszym momentem było pojawienie się w apartamencie mojego ojca, wiedziałam, że poza nami będzie nowa żona i dzieci. Od razu gdy się tam pojawiliśmy próbowała jakoś się ze mną przywitać, nie widziałam jednak w tym większego sensu.
-To co, wskażesz mi może drogę do pokoju przeznaczonego dla mnie? A i czy mógłbyś przekazać tej kobiecie aby się do mnie nie zbliżała i więcej nie próbowała mnie przytulać?
Tomek czyli mój ojciec spojrzał na mnie, spojrzeniem przepraszał Sophie czyli swoją żonę.
-Już Ci pokazuje, błagam Cię bądź miła dla Sophie i dla Katie i Leo. Oni chcą Cię tylko poznać i Cię wesprzeć.
-Nie mam zamiaru, to gdzie ten pokój?
-Prosto na końcu korytarza, idę po twoją walizkę. Zaraz do Ciebie dołączę.- Poszedł po moją walizkę a ja przemieściłam się do pokoju. Pokój jak pokój, był schludny, jasny i co najważniejsze miał duże wyglądające na wygodne łóżko.- Podoba Ci się? Możemy jutro podjechać do sklepów i kupić jakieś dodatki, nową pościel. Możesz go trochę zmienić.
-Spoko, nie zależy mi na tym wystarczy mi wygodne i duże łóżko. Nie musisz udawać starań, nie nabiorę się. Postaraj się trzymać tamtych ludzi z dala ode mnie. Do jedzenia wystarczą mi płatki i mleko, nie będę z wami jadać.
-Zmień nastawienie, oni chcą Cię tylko poznać. Za godzinę będzie obiadokolacja, jak się rozpakujesz to zapraszam Cię do nas.
Zostawił mnie samą, rozpakowałam się a następnie przeniosłam się do łóżka. Nie miałam nic innego do roboty więc zasnęłam. Po jakieś godzinie próbował mnie obudzić odwróciłam się tylko na drugą stronę i poszłam dalej spać. Gdy się obudziłam na szafce nocnej stało jedzenie. Olałam to i poszłam dalej spać. Następnego dnia obudziło mnie pukanie do drzwi. Zwlokłam się na wózek i podjechałam do drzwi. Za drzwiami stał jakiś chłopak:
-Słucham?- zapytałam
-Hej, jestem sąsiadem i szukam pana Tomka.
-A skąd mam wiedzieć gdzie on jest? Obudziłeś mnie. Może będzie później. Do widzenia.- powiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Następnie udałam się do kuchni, szukałam jakichś płatków i mleka lecz nie było. Na stoliku kuchni znalazłam pieniądze i list. W liście napisał mi gdzie jest sklep i abym kupiła sobie coś na śniadanie. Pomyślałam sobie, że muszę iść do sklepu, coś muszę jeść Przebrałam się, zabrałam pieniądze i klucz. Zamknęłam drzwi i jakoś dotarłam do sklepu, pech chciał, że to czego potrzebowałam było wysoko na półce, miałam właśnie poprosić kogoś o pomoc gdy usłyszałam znajomy głos. Okazało się, że to ten chłopak.
-No zobacz, znowu się widzimy. Mogę Ci jakoś pomóc?
-Czy wyglądam jakbym potrzebowała pomocy?
-Nie musisz udawać niezależnej, co Ci podać?
-Dwa opakowania mleka, wiesz gdzie są tu płatki?
-Wiem, zaprowadzić Cię?
-Jak możesz to poproszę.
-No widzisz potrafisz być uprzejma. Mogę Cię o coś zapytać?
-Najwyżej nie odpowiem.
-Jak masz na imię złośnico?
-Sara, mam na imię Sara.
-Miło Cię poznać, Saro. Ja mam na imię Mikołaj. A co się stało, że mieszkasz u Pana Tomka?
-Tata postanowił zabrać mnie z Krakowa do Londynu. Chce mnie uspołecznić. A ty dlaczego pytałeś o mojego ojca?
-Obiecał mi pomóc w jednej pracy na uczelnię, miał to zrobić wczoraj ale nie miał czasu. Już wiem dlaczego.- uśmiechną się- jesteśmy na miejscu, które płatki Ci podać?
-Przedostatnia półka, pomarańczowe opakowanie dwa razy, poproszę.-sięgną je z półki lecz mi ich nie podał tak samo jak mleka.- Mógłbyś mi podać moje zakupy?
-Nie, ja je niosę. Zaraz będziemy się kierować w stronę kasy. Teraz w prawo, no dawaj. - nie miałam wyboru, udałam się za nim. Po 5 minutach zapłaciliśmy za zakupy i ruszyliśmy w stronę bloku. Pomógł mi wnieść do środka moje zakupy.
- Jesteś mi chyba coś winna za pomoc?
-Słucham, to ty się przyczepiłeś do mnie w sklepie nie ja do Ciebie.
-Oj złośnico, dasz się może gdzieś zaprosić?
-Nie dzięki, zjem płatki i mam zamiar obudzić się dopiero jutro. Przekażę ojcu, że byłeś, do widzenia.
-Jak zmienisz zdanie to mieszkam na przeciwko. Albo inaczej wpadnę po Ciebie wieczorem.
Olałam jego słowa i zamknęłam drzwi. Zrobiłam sobie płatki a gdy je jadłam otworzyły się drzwi i zobaczyłam w nich Sophie, Leo i Katie.Była zdenerwowana, popatrzyła się na mnie i zrobiła to czego się bałam najbardziej, odezwała się do mnie:
-Sara, wiem, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego ale zamknęli przedszkole z powodu awarii. Pomożesz mi? Zostaniesz z nimi kilka godzin, załatwiłam Ci pomoc.
-Mam inne wyjście, spojrzę na nich.
-Dziękuje, Mikołaj zaraz przyjdzie Ci pomóc.- byłam tak nie zainteresowana jej słowami, że nie usłyszałam kto przejdzie. Rzuciła jeszcze w moją stronę szybkie dziękuję, a ja nie wiedziałam co mam z nimi robić. Patrzyłam na nich chwilę a oni jak gdyby nigdy nic usiedli mi na kolana i zaczęły się przytulać. Zamurowało mnie, usłyszałam nagłe pukanie do drzwi. Krzyknęłam tylko, że jest otwarte. Do środka wszedł Mikołaj.
-Zabierz ich ode mnie, zabierz ich! Co oni robią? Ja ich nie znam, oni są obcy.
-Uspokój się, przytul ich. Oni Cię lubią i chcą poznać.
Jakoś się uspokoiłam, trochę mi pomógł. Spędziłam z nimi i z Mikołajem trochę czasu. Jednak gdy wróciła Sophie i Tomek szybko się ulotniłam. Mikołaj rozmawiał z Tomkiem i podobno przyszedł się ze mną pożegnać ale ja już spałam.
Zbiór opowiadań Victorii
poniedziałek, 13 maja 2019
sobota, 20 stycznia 2018
Prolog (Wolność)
Czym jest wolność? Każdy człowiek na ziemi ma inną definicje tego słowa. Dla jednej osoby może to być możliwość oderwania się od rzeczywistości. Dla innych zaś może to być możliwość wyrażenia siebie, definicje tego słowa są trudne do zliczenia. Ile ludzi tyle języków, opinii czy chociażby myśli, nie ma jej jednej. A Tobie z czym kojarzy się wolność? Jaką ty masz definicje tego słowa? Co sprawia, że czujesz się wolny? A co Cię ogranicza?
Ja opowiem wam moją historię. Jestem ograniczona, nie posiadam wolności. Nie jestem wolna, jestem ograniczona przez życie. Dziwnie to brzmi z ust osiemnastolatki, pewnie pomyślicie, że oszalałam. Opowiem wam może najpierw coś o sobie, chcecie coś o mnie wiedzieć czy jestem wam całkiem obojętna? Mam na imię Sara i jak już wyżej pisałam mam osiemnaście lat. Mieszkam w Polsce, w mieście zwanym Krakowem. Moi rodzice rozstali się gdy miałam dziewięć lat. Zamieszkałam z mamą a tata wyjechał do Anglii, mieszka teraz w Londynie i mamy znikomy kontakt. Gdy miałam szesnaście lat razem ze znajomymi wracaliśmy z koncertu, niestety nie było dane nam wrócić bezpiecznie do domu. Mieliśmy wypadek samochodowy, wjechał w nas tir. Mój najlepszy przyjaciel zmarł na miejscu, jego siostra bliźniaczka a moja przyjaciółka go przeżyła i nic złego jej się nie stało. Jej ówczesny chłopak wyszedł z niego bez siniaka, a co ze mną? Ja jak się już domyślacie przeżyłam, jedynie straciłam wolność i nigdy nie odzyskam pełnej sprawności. Ba, jestem sparaliżowana od pasa w dół. Wózek inwalidzki to mój najbliższy przyjaciel. To tyle o straconej wolności, a może to jeszcze nie koniec.
Ja opowiem wam moją historię. Jestem ograniczona, nie posiadam wolności. Nie jestem wolna, jestem ograniczona przez życie. Dziwnie to brzmi z ust osiemnastolatki, pewnie pomyślicie, że oszalałam. Opowiem wam może najpierw coś o sobie, chcecie coś o mnie wiedzieć czy jestem wam całkiem obojętna? Mam na imię Sara i jak już wyżej pisałam mam osiemnaście lat. Mieszkam w Polsce, w mieście zwanym Krakowem. Moi rodzice rozstali się gdy miałam dziewięć lat. Zamieszkałam z mamą a tata wyjechał do Anglii, mieszka teraz w Londynie i mamy znikomy kontakt. Gdy miałam szesnaście lat razem ze znajomymi wracaliśmy z koncertu, niestety nie było dane nam wrócić bezpiecznie do domu. Mieliśmy wypadek samochodowy, wjechał w nas tir. Mój najlepszy przyjaciel zmarł na miejscu, jego siostra bliźniaczka a moja przyjaciółka go przeżyła i nic złego jej się nie stało. Jej ówczesny chłopak wyszedł z niego bez siniaka, a co ze mną? Ja jak się już domyślacie przeżyłam, jedynie straciłam wolność i nigdy nie odzyskam pełnej sprawności. Ba, jestem sparaliżowana od pasa w dół. Wózek inwalidzki to mój najbliższy przyjaciel. To tyle o straconej wolności, a może to jeszcze nie koniec.
poniedziałek, 12 grudnia 2016
Zemsta #2
Późny powrót z imprezy spowodował późne wstanie. A
dokładniej razem z Zoe wstałyśmy dopiero w porze obiadu. Po wstaniu
przebrałyśmy się w szare luźne dresy , czarną bokserkę ,czarne kapcie balerinki
z kokardą. Włosy związałam w luźnego koka i poczekałam na przyjaciółkę.
Zeszłyśmy na dół ,w kuchni była pani domu.
-Dzień dobry dziewczynki. Jak się wczoraj bawiłyście? Sądząc
po późnej porze powrotu było fajnie.
-Było w porządku ,miło było się spotkać ze znajomymi
,których tak długo nie widziałam. Miło ,że pytasz mamo.
-Było bardzo fajnie ,miałam szukać pracy ale udało jej się
mnie namówić. Jak pani elegancko wygląda ,wychodzi pani?
-Zapomniałam wam powiedzieć za godzinę mamy być na obiedzie
u mojej mamy. Więc radzę wam się naszykować ,ale proszę was wybierzcie coś mniej formalnego niż wczoraj.
-Oczywiście –odpowiedziałyśmy chórem –idziemy się już
szykować. –powiedziałam po czym udałyśmy się na górę do pokoju. Nie chciałyśmy
blokować sobie nawzajem łazienki więc udałam się ze swoimi rzeczami do pokoju
gościnnego. Umyłam się ,umalowałam ,, uczesałam i przebrałam w spodnie 7/8 , czarną koszulę w białe gwiazdki ,niskie szare converse ,naszyjnik z połówką serduszka , bransoletkę lilou ,pierścionek z poprzedniego dnia . Gotowa wyszłam z pokoju gościnnego do
pokoju ,który dziele z Zoey. Współlokatorka była już gotowa ,wyglądała jak
zwykle pięknie. Miała na sobie różową spódnicę baletnicy , białe gładkie body na cienkie ramiączka ,
beżowe koturny ,naszyjnik z połówką serduszka ,
srebrną bransoletkę i kolczyki do kompletu oraz beżową torebkę na ramieniu.
-Wow , wyglądasz zniewalająco. Zresztą zawsze wyglądasz przepięknie , myślisz
,że twoja babcia nie uzna mojego stroju za niestosowny?
-Przestań ,uzna ,że jesteś piękna jak zawsze. Kocha Cię jak
własną wnuczkę ,zawsze się cieszy jak Cię widzi. –zapewniła mnie przyjaciółka.
Poczym przytuliła mnie ,jak już wypuściła mnie z uścisku wzięłyśmy torebki ,mam
taką samą jak Zoey tylko ,że w kolorze czarnym. Zeszłyśmy na dół gdzie czekali
na nas rodzice przyjaciółki. Jej mama miała na sobie idealnie dopasowaną
granatową ,ołówkową spódnice , białą koszulę , beżowe czółenka i beżową torebkę. Ceni minimalizm ,więc nie
ma praktycznie żadnej biżuterii oprócz obrączki i złotego zegarka ,który jest
prezentem na rocznice od jej męża. Tata Zoe ma na sobie idealnie skrojony
czarny garnitur ,jak zwykle. Na obiad u teściów mógłby założyć coś mniej
formalnego ,zresztą jako małżeństwo ubierają się jakby zaraz mieli wrócić do
pracy. Zoey w środowisku rodzinnym ,a
naszym domu w Londynie też ubiera się całkiem inaczej. Jako początkująca aktorka ,niezbyt pasje do
swojej rodziny. Znany prawnik i świetny lekarz , w dodatku jej brat jest na
studiach prawniczych. A ona czarna owca w rodzinie ,która marzy o zostaniu
aktorką. Kocham ją i jej rodzinę ,w końcu swojej już nie mam. Wyszliśmy z domu i pojechaliśmy do dziadków
przyjaciółki , mają piękny dom. Gdy przyjechaliśmy przywitali nas w
przedpokoju. Dziadkowie Zoe są równolatkami ,mają 65 lat lecz wyglądają
młodziej. Babcia Zoey jest znanym prawnikiem ,a dziadek politykiem. Kobieta
jest bardzo szczupła i wysoka ,ma na sobie
granatową ołówkową sukienkę ,białą koszulę ,czarne czółenka , a mężczyzna czarne spodnie od garnituru
,błękitną koszulę i czarne buty. Wymienili z rodzicami przyjaciółki delikatny
uścisk , a nas przytulili i pocałowali w policzek.
-Moje piękne wnusie ,cudownie wyglądacie –powiedziała Bonnie
,babcia przyjaciółki.
-Dziękuje –odpowiedziała- Bonnie ty także wyglądasz
cudownie.
-Och ,kochanie przesadzasz. Cieszę się ,że Cię widzę ,bardzo
za tobą tęskniłam.
Po przywitaniu umyliśmy ręce i usieliśmy do stołu ,mieliśmy
już jeść gdy usłyszeliśmy dzwonek do
drzwi. Bonnie poszła otworzyć drzwi ,a potem razem z nią do pokoju wszedł
Braian ,brat Zoey. Od razu z
przyjaciółką wstałyśmy aby się z nim przywitać.
Przyjaciółka przytuliła brata , a potem
ja się z nim przywitałam. Przytulił mnie ,a potem zakręcił mną wokół
własnej osi. Bardzo się lubiliśmy jako dzieci i tak już zostało.
-Hej Brian ,miło Cię widzieć –powiedziałam i się do niego
uśmiechnęłam.
-Nela , Ciebie jeszcze milej widzieć. Nie wiedziałem ,że tu
będziesz.
-To był pomysł Zoe ,kiedy wracasz na uniwersytet?
-Najpierw wybieram się z wami do Londynu myślałem ,że
przyjedzie tylko moja siostra a tu taka niespodzianka. Cieszysz się?
-Jasne ,na razie nie mam pracy więc nie będziesz siedział
sam. Pogadajmy później ,obiad czeka- zaproponowałam i usiedliśmy do stołu. Obiad
był pyszny , Bonnie świetnie gotuje i jest wzorową gospodynią ,która potrafi
pogodzić pracę z obowiązkami domowymi.
Po obiedzie zostaliśmy jeszcze godzinę i rozmawialiśmy o planach ,o
życiu generalnie o wszystkim. Potem pojechaliśmy do domu rodzinnego Zoe ,my
pojechałyśmy samochodem z Brianem ,a jej rodzice swoim. Po drodze dużo rozmawialiśmy z bratem
przyjaciółki ,a ona słuchając nas prawie usnęła. Wygadaliśmy się za wszystkie
czasy ,bardzo lubię z nim rozmawiać.
-Dziewczyny , macie jakieś plany na wieczór?
-Jeszcze nie wiemy , a co? Masz dla nas jakąś propozycję?
–odpowiedziała za nas Zoey
-Moi znajomi z
ogólniaka organizują imprezę ,jak nie macie planów to może chcecie pojechać ze
mną.
-W sumie czemu nie , tylko czy im nie będzie przeszkadzać
,że przyprowadzisz koleżankę i siostrę?
-Ucieszą się ,że się pojawię ,zapraszają mnie już dawno na
imprezę ale jakoś nie miałem jak przyjechać. Właściwie nie chciałem.
-To idziemy na imprezę ,wczoraj też byłyśmy. Trzeba było
przyjechać wczoraj ,była fajna impreza .
-Wierzę na słowo ,dzisiaj będzie jeszcze lepiej. –zapewnił nas brat przyjaciółki. Gdy
dojechaliśmy do domu od razu poszłyśmy
do pokoju wybrać ubrania.
-Nela ,w co mam się ubrać? Błagam! Pomóż mi!
-Czym się przejmujesz? Będzie tam jakiś fajny chłopak?
- Będzie mnóstwo przystojniaków ,musimy wygląd pięknie. No
pomóż mi wreszcie!
-Już ,już- podeszłam do jej walizki i zaczęłam wyjmować
ubrania –Może chabrowa spódnica ołówkowa , koszula w ptaki i czerwone czółenka albo krótka ,szara piankowa spódnica ,białe body ,
czarne rajstopy i klasyczne czarne szpilki
lub po prostu trampki ale wiem ,że to nie twój styl.
-Podoba mi się zestaw z ołówkową spódnicą ale jednak nie na imprezę. Zestaw z piankową spódnicą fajny i wygodny zestaw. A może
któraś sukienka?
-Okej ,już patrzę. –znowu zobaczyłam ubrania w walizce-
Dobra mam ,może różowa pastelowa sukienka z kołnierzykiem ,jednocześnie z klasą
i swobodnie do tego beżowe szpilki na platformie i klasycznie złotą biżuterię.
-Idealnie! Dzięki jesteś najlepsza ,a ty co zakładasz? Tak
przy okazji zauważyłaś jak mój brat na
Ciebie patrzy? Gdyby nie rodzice i dziadkowie ,no i ja to by się
najchętniej na Ciebie rzucił przy najbliższej okazji.
-Nie prawda ,jak zwykle przesadzasz ,ja postawię na czarne
body ,czarną rozkloszowaną piankową spódnice za kolano i do tego czarne lity i
klasycznie srebrna biżuteria.
-Ej ,ja mówię to co widzę! Jak ty tak szybko się
zdecydowałaś?
-Znam swoją walizkę i ubrania ,a poza tym nie czuję żadnej
presji ,nie pierwszy raz widzę przystojniaka.
-No tak ,bo ty podobasz się większości . Jesteś piękna
,niesamowicie zdolna i dobra. A ja? Jedyne co mam to średni wygląd ,przeciętną
inteligencje i jestem egoistką.
-Co ty pieprzysz? Jesteś piękna ,zdolna i nie jesteś
egoistką. Idź się myć ,ja pójdę się ogarnąć do gościnnego. Kocham Cię i nie
pozwalam Ci mówić takich głupot. –powiedziałam ,po czym zabrałam swoje rzeczy i
poszłam do łazienki w pokoju gościnnym. Umyłam się ,umalowałam ,zrobiłam klasycznego koka na czubku głowy i przebrałam w wcześniej
przygotowane ubrania. Gdy wyszłam z pokoju wpadłam na Briana
-O Boże ,przepraszam myślałem ,że jesteś w pokoju Zoey.-
powiedział i podniósł moje rzeczy z podłogi –Pięknie wyglądasz
-Dziękuje ,ty też wyglądasz dobrze. Nic się nie stało ,
owszem mieszkam z nią w pokoju lecz wolę się szykować w gościnnym aby być
szybciej gotowa. Spóźniałybyśmy się gdybyśmy szykowały się w tym samym czasie.
-Rzeczywiście ,moja siostra potrafi się długo szykować. To
widzimy się na dole?
-Tak , a i jeszcze jedno. Nie chcę brać torebki ,schowasz
mój telefon u siebie w kieszeni?
-Jasne ,nie ma problemu. To do zobaczenia na dole –udałam
się do pokoju i odłożyłam rzeczy na miejsce. W tym momencie wyszła z łazienki
przyjaciółka .Pogadałyśmy jeszcze chwilę i zeszłyśmy na dół. Na dole siedzieli ich rodzice i rozmawiali ,a Brian siedział w
kuchni.
-Dziewczyny ,wczoraj wyglądałyście pięknie ale dzisiaj
wyglądacie jeszcze piękniej –powiedziała mama przyjaciółki.
-Dziękuje mamo –powiedziała Zoe –to wszystko zasługa Neli.
Ona wybierała ubrania zresztą jak zwykle. Dobra mamo my idziemy do kuchni
,będziemy późno. –poszłyśmy do kuchni gdzie czekał brat przyjaciółki- Braciszku
jedziemy taksówką?
-Jasne , jesteście już gotowe? Wyglądacie świetnie.
-Dzięki ,miło z twojej strony. Dawno nie mówiłeś mi nic
miłego przy okazji schowaj nasze telefony do kieszeni. W sukienkach nie mam
kieszeni. – przyjaciółka uśmiechnęła się do niego i podała mu dwie komórki.
Niechętnie je schował i wyszliśmy z domu do zamówionej przez chłopaka taksówki.
Gdy dotarliśmy na miejsce rodzeństwo
zasypali znajomi i poznałam mnóstwo osób. Fajnie się bawiliśmy ,piliśmy
,tańczyliśmy. Wszystko było fajnie do czasu gdy podszedł do mnie Brian i
poprosił mnie do tańca ,oczywiście nie odmówiłam. Dobrze się razem bawiliśmy
gdy nagle chłopak mnie pocałował. Od razu uciekłam i zamknęłam się w łazience a
przyjaciółka ,która widziała całą sytuacje pobiegła za mną.
sobota, 12 listopada 2016
Zemsta #1
-Nel! Kochanie chodź do mnie! –zawołała mnie Zoey.
-Co się znowu stało? Jak zwykle to ja muszę do Ciebie biegać
– krzyknęłam do przyjaciółki zbiegając ze schodów
-Jakie masz plany na dziś? Zapewne tradycja : śniadanie
,prysznic ,trening , szukanie pracy mimo ,że jej nie potrzebujesz i nudny
wieczór ,zgadłam?
-Znasz mnie jak nikt ,dokładnie takie mam plany. A co?
-Mama zaprasza na
weekend do NY , ja mam wolne a ty dopiero szukasz pracy. Co ty na to? I tak nie
masz nic do stracenia.
-W sumie czemu nie ,widać że Ci zależy. Dobra ,zgadzam się.
–powiedziałam do przyjaciółki.
-Okey ,na którą zarezerwować bilety? Tylko wybierz
odpowiednią godzinę aby załapać się na imprezę u moich znajomych. Pasowałaby
Ci szesnasta?
-Czemu nie? A teraz zrób mi śniadanie a ja idę się
naszykować na trening. –powiedziałam ,po czym nie czekając na odpowiedz
pobiegłam do pokoju ,a następnie do łazienki wziąć prysznic. Po porannej
toalecie ,przebrałam się w sportowe ubranie oraz uczesałam moje długie i proste
włosy w koński ogon. Na nogi włożyłam
najwygodniejsze adidasy jakie mam i zapakowałam torbę sportową. Zabrałam
jeszcze w rękę iPhone’a i słuchawki ,a następnie zeszłam na dół do kuchni gdzie
czekało na mnie pyszne śniadanie przygotowane przez moją ukochaną Zoey i
karteczka o treści ,, Musiałam wyjść do pracy ,wracam po czternastej. Mam
ochotę na smaczny obiad ,całuje sis J Ps. Zarezerwowałam bilety na godzinę 16:10
,wydrukowane leżą na półce u mnie w pokoju. Kocham Cię ‘’. Odłożyłam kartkę i
zjadłam śniadanie ,wychodząc z kuchni odstawiłam naczynia do zmywarki oraz
chwyciłam butelkę z wodą na trening i pyszny koktajl odżywczy. Kocham tą
dziewczynę ,a szczególnie jej śniadania. Z domu od razu wybrałam się do klubu
bokserskiego na dwu godzinny trening z moim sparing partnerem Markiem ,jest w
porządku nawet chciałby czegoś więcej lecz ja poza przyjaźnią nic do niego nie czuje. Trening jak trening ,był ciężki ale taki
powinien być. Te dwie godziny minęły mi bardzo szybko ,oczywiście pilnie
potrzebowałam prysznica i przebrać się w ubrania ,w których przyszłam.
Wychodząc pożegnałam się ze wszystkimi oraz włożyłam słuchawki do uszu i
puściłam muzykę. Spacerkiem poszłam do domu zostawić torbę i wziąć opaskę na
iPhone’a ,po czym udałam się na jogging.
Biegnąc przed siebie wpadłam na kogoś. Na szczęście jedyne co ucierpiało to
moja duma ,wyjęłam słuchawki z uszu i
podniosłam głowę do góry. Ujrzałam przystojnego ,dobrze zbudowanego bruneta z
pięknymi zielonymi oczami. Podniosłam
się do góry i powiedziałam:
-Bardzo przepraszam ,przez muzykę nie zauważyłam ,że na
Ciebie ,przepraszam na pana biegnę.
-Nic się nie stało ,jestem Patrick. A można spytać jak ty
masz na imię? – zapytał i uśmiechnął się zniewalająco.
-Cornelia ,naprawdę mi przykro ,to całkowicie moja wina.
Muszę już biec ,szukam pracy pilnie i muszę zanieść parę CV.
-Czekaj –powiedział gdy chciałam odejść- jeśli szukasz pracy
to chyba mogę Ci pomóc. W firmie ,w której pracuje jest parę wolnych stanowisk
,właściwie w firmie mojego ojca. Może w takim razie pójdziesz ,ewentualnie możemy
pobiec –zaśmiał się uroczo ukazując dołeczki w policzkach- na kawę i opowiem Ci
więcej o tej pracy.
-Nie wiem czy to dobry pomysł , piłam już jedną kawę
niedawno. Może po prostu dasz mi namiar na tę firmę.
-Nie ma mowy nie puszczę Cię bez rozmowy i twojego numeru
telefonu. Nie daj się prosić ,ta praca jest warta chociaż jednego spotkania
,obiecuje.
-Niech Ci będzie , tylko jedna kawa. –powiedziałam a chłopak
tylko się zaśmiał. Szliśmy spacerkiem do
małej klimatycznej kawiarni. Zamówiliśmy kawę i porozmawialiśmy trochę
,opowiedział mi o pracy trochę pogadaliśmy prywatnie. Po rozmowie pobiegłam do
domu dopracować CV i je wydrukować.
Wysłałam CV emailem do różnych firm ,a wydrukowane spakowałam w koszulki i
teczkę aby porozwozić do firm. Zrobiłam
mi i Zoey pyszny obiadek ,naszą ukochaną zupę krem z dyni ,filet z kurczaka z
kaszą kuskus i sałatką oraz pyszny krem czekoladowy na deser ,który zdarza nam
się raz na miesiąc albo rzadziej. Dodatkiem do obiadu była woda z cytryną i
miętą ,zupę postawiłam na blacie gdy przyjaciółka weszła do domu.
-Kochanie! Myj ręce i chodź do kuchni ,obiad
gotowy.-zawołałam do Zoey.
-Jakie miłe przywitanie ,stęskniłaś się za mną? –zadrwiła Zoe
-Bardzo! Jak możesz w to wątpić? –zaśmiałam się ,po
czym razem z nią zasiadłyśmy do wspólnego obiadu. Po zjedzonym posiłku
poszłyśmy się spakować na wyjazd ,tradycyjnie jedna walizka ledwo mi starczyła.
Ach te uroki olbrzymiej garderoby i wielkiej ściany butów. Poszłyśmy się umyć
,umalować i przebrać na wyjazd. Za dwie
godziny mamy samolot ,więc należy już ruszać aby być wcześniej na lotnisku. Na miejscu byłyśmy za pół godziny ,zanim
przeszłyśmy przez odprawę i przez wszystkie formalności mogłyśmy wsiadać do
samolotu. Miałam miejsce obok okna ,a Z obok mnie. Całą podróż przegadałyśmy a
następnie wsiadłyśmy do taksówki ,którą pojechaliśmy do domu rodziców
Zoji. Przyjęli nas z otwartymi ramionami
,zarówno mnie jak i oczywiście swoją córkę. Od razu zasypali nas pytaniami o to
czy nie jesteśmy głodne ,zmęczone ,wspólnie odpowiedziałyśmy ,że nie i udałyśmy
się do naszego pokoju ,aby się przebrać na imprezę ze znajomymi mojej
współlokatorki. Na imprezę wybrałam klasyczną małą czarną , czarneszpilki z paskiem, bordowąkopertówkę, naszyjnikz połówką serduszka ,który dostałam od przyjaciółki , pierścionekzaręczynowy mamy , Włosy
pokręciłam lokówką i zrobiłam smokey eye
,delikatne konturowanie i mocne bordowe matowe
usta pasujące do torebki. Gdy wyszłam z
łazienki zobaczyłam moją przepiękną przyjaciółkę w przepięknej białej zwiewnejsukience z odkrytymi plecami , , w szpilkach w odcieniu pudrowego różu , kopertówce w takim samym kolorze co buty ,drugiej części naszyjnika , srebrnympierścionku z nieskończonością ,który dostała ode mnie na urodziny . Miła pięknie spięte blond włosy w kok i delikatny makijaż z brązowo-beżowym makijażem oka ,delikatnym konturowaniem i beżowymi ustami.
-Wyglądasz jak milion dolarów
,kochanie –powiedziałam przyjaciółce
-Ty także ,a chyba jeszcze lepiej niż ja. Może uwiecznijmy
tą chwilę zdjęciem?
-Bardzo chętnie ,cudowny pomysł- powiedziałam po czym
zrobiłyśmy fotki i wstawiłyśmy na instagram mój i jej. Gdy zeszłyśmy na dół jej mama prawiła nam
liczne komplementy a my ruszyłyśmy taksówką na imprezę. Bawiłyśmy się na niej świetnie ,wróciłyśmy z
niej dopiero nad ranem i położyłyśmy się spać.
sobota, 10 września 2016
Prolog (Zemsta)
Mam na imię Cornelia ,mam 18 lat.
Do niedawna mieszkałam w
domu dziecka ,trafiłam tam jak miałam 10 lat.
Moja mama zmarła w wypadku
samochodowym ,ojciec miał mnie gdzieś nigdy go nie poznałam.
Dalszej rodziny
nie miałam albo nigdy nie miałam okazji poznać.
Czy jest mi żal lat spędzonych
w domu dziecka?
Czy jest mi żal ,że zamiast mną się zająć ojciec nigdy się ze
mną nie skontaktował?
Nie ,ten człowiek nigdy nie był moim ojcem.
On był dla
mnie obcy.
Po wyprowadzce z domu dziecka
zamieszkałam w jednym z dwunastu pokoi w
domu ,którym wynajmuje małżeństwo po czterdziestce.
Wynajmują pokoje studentom
,dziwakom i ludziom ,którzy nie mają
szans na cudowne ogromne apartament owce.
niedziela, 7 lutego 2016
3.Tydzień w Norze ( LilianaLunaLovegood )
Po
powrocie do Nory ,pobiegliśmy od razu do namiotu. Siedzieli tam już wszyscy
,poszliśmy od razu zająć łóżka. Pomyśleli o nas i zostawili nam nasze ulubione
łóżka. Położyłam plecak na łóżku i wyjęłam czarne trampki ,spodnie dresowe i
koszulkę ,którą zabrałam z pokoju chłopaków. Zabrałam ze sobą ubrania
,kosmetyczkę ,szczotkę i poszłam do łazienki w namiocie. Przebrałam się w
ubrania ,zmyłam makijaż i uczesałam włosy w wysoką kitkę. Wszyscy
przebrali się w coś wygodniejszego i siedzieliśmy na łóżkach ustawionych blisko
siebie aby dobrze słyszeć wszystkich dookoła. Fred i Roxanne ,odziedziczyli
poczucie humoru po ojcu i zabawiali nas kawałami i śmiesznymi historiami.
Victorie ,Dominque i Louis są wilami ,odziedziczyli to po matce (Fleur), Molly
i Lucy są poważne i mają duże ambicje po ojcu za to często się uśmiechają po
mamie, Rose i Hugo są zupełnie różni Rose podobna jest do mamy mądra ,odważna
,Hugo za to do ojca ,James ,Albus i Lily
są w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobni lecz posiadają coś co ich
wyróżnia wśród siebie. James jest świetnym graczem i zabawny ,Albus też lubi
żartować ale wyróżnia go spryt, ambicja, zaradny, przebiegły dzięki ,której
jest ślizgonem a nie gryfonem ,Lily jest podobna do mamy świetna szukająca
,potrafi się dogadać z każdym, Teddy jest metamorfomagiem. Rozmawialiśmy jakieś
półgodziny ,aż do czasu kiedy zawołali nas na kolacje. Poszliśmy usiąść do
stołu ,jak zwykle pojawiło się pełno jedzenia ,nałożyłam sobie na talerz sałatę
,grzanki posmarowane pastą łososiową i nalałam do szklanki sok pomarańczowy. Po
zjedzonej kolacji poszliśmy wszyscy na podwórko i zaczęliśmy biegać ,latać na
miotłach ogólnie bawić się. Jakoś o godzinie dwudziestej trzeciej wpadliśmy na
pomysł aby polecieć nad rzeczkę przepływającą nieopodal. Dorośli siedzieli w
domu ,a my wybiegliśmy z namiotu ,chwyciliśmy za miotły i odlecieliśmy nad
rzeczkę. Nikt z dorosłej części rodziny nawet nie myślałam aby pytać nas gdzie
się wybieramy bo stało się to naszą tradycją, a mianowicie równo miesiąc przed
rozpoczęciem roku szkolnego wybieramy się do Nory i zostajemy tu tydzień ,co
wieczór lecimy nad jezioro i wracamy po jakiejś godzinie (nawet wybieramy
zawsze te same łóżka). Przed wyjściem z namiotu zabrałam zwykłą czarną bluzę z
kapturem ,zapinaną na suwak ,różdżkę włożyłam zmniejszoną do bluzy. Drogę
dzielącą nas do rzeki pokonaliśmy w pięć minut. Siedzieliśmy pod drzewem
,niektórzy dla żartów zdjęli część ubrań i wskoczyli do zimnej wody ,szczerze
współczuje nie wytrzymałabym takiej temperatury. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy
gdy chłopcy podeszli do nas ,Teddy podniósł Victorie i wrzucił ją do wody ,a ja
zostałam wrzucona do wody przez braci ,mieli szczęście ,że różdżka jest cała i
nie zmokła. Na ich i moje szczęście zdjęłam bluzę bo wieczór jest ciepły.
Podsumowując wszyscy cali mokrzy od stóp do głów siedzieliśmy na brzegu rzeki
,zlitowałam się nad nimi i poszłam po moją bluzę ,powiększyłam różdżkę i
wysuszyłam siebie i wszystkich dookoła. Mieliśmy już dość dzisiejszego dnia i
polecieliśmy do Nory. Przebrałam się w krótkie bawełniane spodenki w kolorze
czarnym ,koszulkę na ramiączka także w tym samym kolorze ,z racji tego ,że nie
lubię spać w związanych włosach ,ponieważ jest mi niewygodnie to je
rozpuściłam. Po tych czynnościach położyłam się do łóżka i zasnęłam jak dziecko.
Następnego
dnia obudziłam się około godziny 9
,wszyscy siedzieli na łóżkach ,aż nagle dobiegło nas hukanie sów. Wyszliśmy
przed namiot a tam czekały na nas sówki. Moja ukochana i niezastąpiona Romine
rzuciła mi list prosto w ręce , a następnie usiadła mi na ramieniu ,pogłaskałam
ją i podziękowałam za list. Gdy wszyscy otrzymaliśmy nasze koperty od sów
,poszliśmy do budynku. Ciocie i wujkowie siedzieli w salonie przy swoich
dzieciach a my usiedliśmy na kanapie naprzeciwko. Wszyscy już otworzyli ,gdy
nagle zobaczyli ,że my jeszcze nie otworzyliśmy ich:
-Otwórzcie
wreszcie koperty ,czemu jeszcze ich nie otwieracie? –zapytała ciocia Molly
-A
jakoś tak dziwnie się czuję gdy nie otwieramy ich przy mamie. Wiem ,że by się
nie obraziła ale jakoś tak smutno bez niej. No dobrze otwierajcie pierwsi-
zwróciłam się do chłopców. Otworzyli koperty i wyjęli z nich listę potrzebnych
przedmiotów na przyszły rok szkolny. Następna byłam ja i wyobraźcie sobie moją
minę gdy z mojej koperty zamiast jednego listu ,dokładniej listy wyjęłam trzy i
odznakę. W pierwszym liście były wypisane potrzebne mi przedmioty na nowy rok
nauki ,w drugim wiadomość iż jestem nowym kapitanem Gryffindoru no i prefektem
i stąd oznaka. Każdy zaczął mi gratulować ,a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć
oczywiście było to dla mnie duże wyróżnienie.
-No
młoda ,mam nadzieję ,że będziesz oceniać uczciwie podczas naboru do drużyny
,nadal chcę być szukającym.
-No
myślę ,że masz szansę –puściłam do niego
oczko- pomyślimy co da się zrobić.
Po
rozmowie udaliśmy się do namiotu na śniadanie ,zjedliśmy wszystko i większość
rodziny musiała udać się do pracy.
Pożegnaliśmy się i poszliśmy się przebrać ,założyłam czarne jeansy z
dziurami na kolanie ,białe conversy , białą koszulkę z dłuższym tyłem i czarnym
krzyżem na przedzie. Włosy uczesałam w kłosa ,a następnie zeszłam na dół i
wyszłam pod namiot. Wszyscy już tam stali w towarzystwie cioci Molly ,czekali
na zadania.
-Skoro
już wszyscy jesteście to możemy rozdzielać zadania ,macie do wyboru sprzątanie
namiotu ,domu ,odgnamianie podwórka i sadzenie kwiatów kto co woli?
Rose
,Dominique i Roxanne wybrały sadzenie kwiatków ,James, Albus ,Lysander i Lorcan
wybrali odgnamianie ,Lily ,ja i Victorie sprzątanie namiotu ,Molly ,Lucy i Hugo
sprzątanie Nory. Zostali jeszcze Fred, Louis i Teddy a trochę nas za dużo
będzie jak przyłączą się do nas więc ze sprzątania Nory wydzieliliśmy
sprzątanie strychu i szopy. Od razu wzięliśmy się do roboty poszłam od razu na
górę posprzątać sypialnie i łazienkę ,a dziewczynom zostawiłam jadalnie ,salon
i toaletę. Namiot posprzątaliśmy w półgodziny ,poszliśmy więc zapytać czy ktoś
nie potrzebuje pomocy. Wszyscy już prawie wszystko zrobili i nie mieliśmy w
czym pomagać ,ale poszłyśmy do chłopaków odgnamiać ogródek ,założyłyśmy
rękawiczki i wzięliśmy się do roboty. Wyrywaliśmy gnomy z ziemi i wyrzucaliśmy
jak najdalej ,zeszło nam się tylko w piętnaście minut. Wszyscy skończyliśmy już
naszą pracę i ciocia Molly pozwoliła nam zająć się tym co chcemy ,James uczył
innych gry w quidditcha ,a ja postanowiłam wyjść się przejść ,aby nie
wystraszyć innych czarodziei ,jeśli jakiegoś spotkam w okolicy zrobiłam
delikatny makijaż czy podkład ,puder ,tusz, kreska na powiece i delikatny
brzoskwiniowy odcień pomadki na usta. Włosy zostawiłam zaplecione w kłosa
,ubranie też te same co rano z małą różnicą na rękę założyłam bransoletkę
sznurkową z lilou czarną ze srebrnym serduszkiem i wygrawerowanym napisem Lily
i Luna od mamy i zwykłą srebrną obrączką ,którą nosimy razem z moją
przyjaciółką Ivy (nie tą samą tylko mamy dwie podobne). Zabrałam plecak z
potrzebnymi rzeczami i wyszłam ,poinformowałam tylko wszystkich ,iż wychodzę
się przejść i poszłam. Przemierzałam okolicę Nory i szłam prosto przed siebie
,idąc tak sama nie wiem ile spotkałam nagle chłopaka. Widać ,że jego rodzina
korzysta z technologii mugolskiej bo miał w uszach słuchawki a w rękach iPhone
,był tak w niego zapatrzony ,że wpadł na mnie:
-Kurczę
,przepraszam nie zauważyłem Cię bo zmieniałem piosenkę. Naprawdę przepraszam,
nic Ci nie jest?
-Spoko
,jestem cała ale na przyszłość lepiej uważaj- powiedziałam po tym jak
podniosłam się z ziemi ,a zapomniałam wspomnieć ,że przez zderzenie upadłam na
tą twardą ziemie.
-Wiem
,naprawdę zazwyczaj jestem bardziej uważny ,mogę Ci to jakoś zrekompensować.
-Nie
dziękuje ,śpieszę się do dziadka. Muszę już iść –chciałam jak najszybciej się
od niego oddalić.
-Poczekaj
,jestem Max ,dopiero się przeprowadziłem i będę chodził do Hogwartu ,wcześniej
byłem w Durmstrang.
-Liliana
,miło mi poznać. Naprawdę muszę iść ,obiecałam dziadkowi ,że do niego przyjdę.
-To
do zobaczenia pierwszego września na peronie?
-Pewnie
tak ,cześć Max. –powiedziałam i jak najszybciej udałam się do dziadka ,zwinnie
pokonałam wzgórze i po dwudziestu minutach byłam na miejscu. Zadzwoniłam
dzwonkiem i długo nie musiałam czekać aż mi otworzy. Jak mnie zobaczył to od
razu mnie przytulił i wpuścił do środka.
-Cześć
dziadku ,tęskniłam strasznie i postanowiłam przyjść do Cb.
-Strasznie
się cieszę skarbie ,napijesz się herbatki?
-Tak
,najlepiej mrożonej ,wiesz taką jak najbardziej lubię w lato.
-Oczywiście
takich rzeczy nigdy nie zapomnę ,już Ci przyniosę –dziadek przyniósł nam
herbatę i rozmawialiśmy na różne tematy ,po około godzinie udałam się w drogę
powrotną do Nory. Gdy przyszłam ciocia od razu zasypała mnie masą pytań ,gdzie
byłam ,co robiłam i czy kogoś spotkałam. Opowiedziałam o wizycie u dziadka ,o
fajnym długim spacerze. Gdy odpowiedziałam na wszystkie pytania pojawił się
obiad ,nałożyłam sobie na talerz kaszę polaną sosem grzybowym ,porcję warzyw i
kawałek ryby (nie jadam mięsa ,tylko rybę). Zjadłam porcję obiadu i popiłam
mrożoną herbatą cytrynową. Wszyscy dookoła mnie jeszcze jedli ,więc zostało mi
jedynie czekać ,gdy dobiegło mnie wołanie z podwórka nie wiedziałam skąd ale
wiedziałam ,że znam ten głos. Wstaliśmy wszyscy od stołu i wyszliśmy przed
namiot i zobaczyłam tam wcześniej poznanego Maxa.
-Dzień
dobry ,przepraszam ,że przeszkadzam chciałem tylko zapytać o drogę ,dopiero co
się przeprowadziłem i nie znam okolicy a wybrałem się na spacer i nie wiem jak
dotrzeć do domu.
-Dzień
dobry ,nic się nie stało ,James pomóż panu znaleźć drogę ,a ja wrócę i
posprzątam. Ktoś chętny do pomocy?
-Ja
Ci pomogę ciociu –zgłosiłam się na ochotnika i posprzątałyśmy szybko ,a gdy
wróciłam na podwórko jeszcze tam był.
-Hej Lily choć tu szybko ,Max poznaj moich kuzynów
,ja jestem James Potter ,Albus mój brat i Lily moja siostra ,Rose i Hugo
Weasley rodzeństwo ,Fred i Roxanne
Weasley , Molly i Lucy Weasley
,Victorie ,Dominque i Louis Weasley
,Teddy Lupin, Lysander ,Lorcan i Lily
Lovegood.
-My
się znamy ,dzisiaj jak byłam na spacerze to wpadł na mnie ,był zbyt zajęty
patrzeniem w telefon. Ale to nie ważne nic mi się nie stało więc nie ma czego
roztrząsać. To gdzie chcesz się dostać?
-Wiecie
gdzie jest dwór Malfoya?
-Niestety
tak ,jesteście spokrewnieni?
-Daleki
krewny ,a daleko to bo nie wiem czy dam radę długo iść.
-To
może odwiozę Cię bo to trochę daleko ,albo Liliana to zrobi.
-Nie
dziękuje ,nie skorzystam z okazji. A poza tym patrzcie kto idzie ,Mamo!
–krzyknęłam i podbiegłam do mamy. –Miłej
podróży James ,no i miło było Cię poznać Max. –Głodna jesteś mamo?
-Czy
w czymś wam przeszkodziłam? –zapytała mama
-Oczywiście
,że nie. Mam dla Ciebie dwie dobre wiadomości zostałam prefektem i kapitanem
drużyny
-Kurczę
córeczko to cudownie ,wiedziałam ,że to Ciebie wybiorą. Jesteś najlepsza-
odruchowo przytuliłam mamę. Poszłyśmy obie do kuchni i mama zrobiła sobie
śniadanie , zjadła je a następnie zadała mi pytanie ,które dla niektórych może
się wydać dziwne –Córeczko ,pożycz mi coś do ubrania.
-Okej
chodźmy do namiotu –poszłyśmy we wskazane miejsce i z plecaka wyjęłam parę
czarnych rurek ,szare krótkie converse , bluzkę na ramiączka z szarym krzyżem.
Uczesałam jej włosy w kłosa i wysłałam do łazienki aby się przebrała gdy wyszła
z niej wyglądałyśmy jak bliźniaczki ,mama w ogóle nie wygląda na swój wiek.
–Mamo wyglądasz wspaniale , dobrze Ci w szarym. –mama się uśmiechnęła i
chwyciła mnie za dłoń i wyszłyśmy z namiotu. Krzątałyśmy się po podwórku ,gdy
nagle zawołała nas ciocia Molly:
-Blondyny
,z łaski swojej pomóżcie mi przy obiedzie –pobiegłyśmy od razu do kuchni i
robiłyśmy obiad ,poustawiałyśmy wszystko w jadalni w namiocie i zawołaliśmy
wszystkich ,nawet Ci członkowie rodziny co poszli do pracy wrócili na obiad.
Nałożyliśmy sobie na talerz porcję jedzenia i zaczęliśmy ją jeść. Po zjedzeniu posiłku mama powiadomiła nas ,że
razem z tatą wyjeżdżamy do Turcji na wakacje. Ucieszyłam się ,odpocznę od
znanej mi już na pamięć okolicy ,od ciągłego widoku tych samych ludzi ,a co
najważniejsze będę mogła spędzić dużo czasu z mamą przed wyjazdem do szkoły.
Wszyscy pobiegli do swoich poprzednich obowiązków ,do pracy a my z mamą
sprzątnęłyśmy ze stołu. Postanowiłyśmy przejść się trochę ,chciałyśmy wybrać
się do Londynu ,dzielnicy mugoli , obie z mamą nie lubimy tego określenia.
Złapałyśmy się za ręce ,a mama teleportowała nas w miejsce przejścia między
magiczną a mugolską dzielnicą Londynu. Przeszłyśmy niezauważone przez mur i
spacerowałyśmy sobie wśród ludzi ,wreszcie nie czułam presji ,mogłam być tylko
z mamą i sobą spokojną osobą ,która ma dość tłumów wokół siebie. Z zamyślenia
wyrwała mnie mama wciągając mnie do sklepu z ubraniami ,było tam dużo ubrań w
moim stylu ale również w stylu mamy. Rozdzieliłyśmy się i zaczęłyśmy szukać
czegoś dla siebie , zalazłam kilka fajnych zwykłych bawełnianych koszulek
,oczywiście wedle wiadomego schematu koszulki w ciemnych kolorach (czarna
,granatowa ,borodowa) i jedna w białym kolorze i szarym ,klasyczne wzory (
czarna miała szarną trupią czaszkę i była na grubsze ramiączka z dłuższym tyłem
,granatowa była na krótki rękaw ,zwykła
gładka bez żadnego wzoru , bordowa z czarną sową odrobinę dłuższa na krótki
rękaw , biała na krótki rękaw ze zwykłym napisem ,, I am a girl, I can change
my mind, be yourself and you either accept it or you can leave.’’ ,szara
przypadła mi najbardziej do gustu z przodu koszulki jest ‘’przód’’ kota z
wielkimi słodkimi zielonymi oczami a z tyłu ‘’tył’’ kota z długim ogonem i
napis na dole koszulki Beware know how to scratch ). Poza koszulkami zobaczyłam
też zwykłe jeansy z wysokim stanem w kolorze bordowym ,czarną klasyczną koszulę
z długim rękawem i kołnierzykiem i sukienkę czarną zwykłą sukienkę
rozkloszowaną na krótki rękaw ,ze złotym metalicznym paskiem w pasie . Wzięłam wszystkie
ubrania do przymierzalni i przymierzyłam je ,wszystko było dobre i wyszłam
poszukać mamy. Mama wybrała świetne rzeczy ,granatową obcisłą spódnice ołówkową
do kolan ,niebieską koszulę , czarną krótką rozkloszowaną spódnicę w kolorowe
duże kwiaty , pudrowo różową długą marynarkę i klasyczne granatowe jeansy.
Zapłaciłyśmy za wybrane ubrania i wyszłyśmy ze sklepu , zaraz po tym weszłyśmy
do sklepu z butami mama wybrała prześliczne beżowe czółenka , a ja adidasy za
kostkę w kolorze czarnym takie klasyczne ,zapłaciłyśmy za nie i postanowiłyśmy
wybrać się na kawę. Gdy wróciłyśmy do Nory ,poszłam od razu do namiotu ,a mama
do domu do cioci Molly. Pokazałam im nowe ubrania ,potem zawołali nas na
kolacje. Tak wyglądał tydzień w Norze .Śniadanie ,pomoc w domu na podwórku ,czas
dla nas ,obiad ,znowu czas dla siebie ,kolacja i sen.
poniedziałek, 11 stycznia 2016
2.Odwiedziny u rodziny Weasleyów (LilianaLunaLovegood)
-Cześć mamo -krzyknęłam zbiegając ze schodów. Zaraz potem ujrzałam wesołą mamę przygotowującą śniadanie.
-Cześć córeczko- uśmiechnęła się i przytuliła mnie. -Masz na dzisiaj jakieś plany? -zapytała ,po czym pocałowała mnie w czoło i wróciła do gotowania.
-Niech pomyślę -ironicznie udałam ,iż myślę- nie ,nie mam. Poza studiowaniem książek z eliksirami ,to nie mam.
-Dzisiaj jest małe spotkanie w Norze. Zjadą się wszyscy i może my też się wybierzemy ,niestety tata będzie w pracy ale my możemy się wybrać. Co o tym myślisz ,Lika?
-Pewnie ,dla mnie super. Miło będzie wszystkich zobaczyć -odpowiedziałam i się uśmiechnęłam. Mama podała mi talerz pełen zdrowego jedzenia ,a ja od razu wzięłam się do jedzenia. Zaraz potem zbiegli Lorcan i Lysander. Mama postawiła przed nimi dwa talerze ze śniadaniem i bez zbędnych rozmówi ,nawet przywitania zabrali się do jedzenia. Gdy zjedliśmy mama zabrała talerze i włożyła je do zmywarki ,tak tak wiem ,jesteśmy rodziną czarodziei a zmywamy naczynia w zmywarce i wykonujemy niektóre czynności w mugolski sposób.
-Chłopcy ,co powiecie na wizytę u Weasleyów?
-Jak dla mnie super -powiedział Lorcan -Dla mnie też -dodał Lysander.
-A o której się wybieramy? -zapytałam
-Myślę ,że w okolicach 16. Posprzątajcie u siebie w pokojach ,jak byście mogli mi pomóc z innymi pomieszczeniami ,to byłabym bardzo wdzięczna.
-Posprzątam u siebie szybko i przyjdę Ci pomóc- uśmiechnęłam się do rodzicielki i poszłam na górę do pokoju. Jest on największy z wszystkich sypialni w domu , jest utrzymana w kolorach czarno-biało-szaro-bordowy. Trzy ściany pomalowane są na czarno ,a jedna ściana oraz sufit w szarym kolorze. Podłoga jest wyłożona czarnymi szerokimi panelami. Na tle szarej ściany stoi ogromne łóżko z baldachimem ,wykonane z czarnego drewna ,biały ,materac ''przybrany'' jest pościelą w czarno białe paski. Na łóżku leży pełno poduch w kolorach czarnych i bordowych. Baldachim jest czarny z nieprześwitującego materiału. Obok łóżka stoją szafki noce ,na których stoją ramki ze zdjęciami i budzik. Pod łóżkiem wyłożony jest ogromny bordowy dywan ,mięciutki i włochaty. W rogu pokoju wisi fotel wykonany z mocnego przezroczystego plastiku wyłożony czarną poduszką aby było wygodniej siedzieć. Na tle ścianie blisko fotela stoi ogromna przestronna czarna szafa z lustrem podświetlanym kolorem bordowym. Obok szafy stoi toaletka ,z wystawionymi kosmetykami ,perfumami ,a przy toaletce ogromny biały fotel a pod toaletką i fotelem leży szary puchowy dywanik. Na kolejnej ścianie są dwuskrzydłowe drzwi ,wykonane z czarnego drzewa i szarym szkłem ,takie same drzwi są do łazienki. Na pozostałej części ściany jest czarne biurko z białym fotelem ,nad biurkiem stoi półka z książkami na kształt łuku ,w kolorze czarnym. Na biurku stoi bordowy laptop firmy Samsung oraz aparat cyfrowy. Na ostatniej ścianie są dwa okna dachowe ,z szarymi roletami ,oczywiście z czarnego drewna. A na całej ścianie wiszą fotografie (ruszające się oczywiście) z różnych okresów mojego życia i mojej rodzinie oraz trzy obrazy : plakat domu Ravenclaw , plakat domu Gryffindor i Hogwartu. Pokój oświetlają zwisające świece z sufitu. A jeszcze zapomniałam wspomnieć ,że przy łóżku stoi mój ukochany czarny kufer szkolny. Łazienka jest utrzymana w kolorze czarno-białym ,nie ma co opisywać łazienki. Mam w niej i prysznic i wannę. Mimo ,że pokój jest największy to sprzątanie nie zajmuje mi dużo czasu. Gdy posprzątałam przebrałam się z piżamy w zwykłe czarne ,długie leginsy i zwykłą czarną bokserkę. Włosy związałam w niechlujnego koka ,a na stopy założyłam czarne puchate kapcie w kształcie kotów. Zeszłam na dół i pomogłam mamie posprzątać w salonie i kuchni. Gdy już skończyliśmy sprzątanie była godzina 12:30 ,postanowiłam sięgnąć po księgi zaklęć. Poszłam więc do pokoju i na samym środku położyłam księgi oraz sięgnęłam po różdżkę leżącą na szafce nocnej. Na szczęście od czasów mojej mamy nie ma takiego rygoru i można używać magii w domu nawet jeśli nie jest się pełnoletnim czarodziejem. Szukając zaklęć w księgach ,usłyszałam wołanie z pokoju chłopców. Odłożyłam różdżkę w specjalną lukę w ścianie a księgi na biurko. Poszłam do ich pokoju braci ,prowadzą do niego dwuskrzydłowe drzwi ze srebrnego metalu z dwoma prostokątnymi szybami. Pokój chłopców był w formie mieszkania ,był w nim przestronny salon ,duża łazienka i dwie sypialnie dla nich. Salon był jasny ,ściany wyłożone białą cegłą ,sufit w kolorze białym a podłoga wyłożona ciemno brązowymi panelami . Na przeciwko drzwi wejściowych znajdują się dwuskrzydłowe drzwi do łazienki na lewej ścianie drzwi do pokoju Lorcana ,a na przeciwko nich drzwi do pokoju Lysandra. Na środku pokoju stoi biała skórzana kanapa na przeciwko stoi czarny plazmowy telewizor na ciemnobrązowej szafce. Na podłodze leży biały ''misiowaty'' dywan. Obok telewizora leżą różne konsole. Na ścianie obok drzwi stoją półki z grami i książkami. Na ścianie naprzeciw wejścia rozwieszone są miecze ,łuki itp oraz stoi zbroja rycerska. Na prawej i na lewej ścianie naprzeciwko siebie stoją dwa biurka z profesjonalnymi komputerami do gry ,najlepszymi głośnikami i innymi sprzętami ,których nazw nie znam. Na obu ścianach wiszą plakaty różnych drużyn sportowych ,domów Hogwartu ,zdjęcia. Pokój oświetlają lampki w kształcie zwisających żarówek. Tak zwany misz masz ,przynajmniej każdy kto nas odwiedza czuję się tu jak w domu. Wołania dochodziły z jednego z pokoi ,niestety nwm którego. Najpierw poszłam do pokoju Lysandra ,jako ,że jest on ''przywiązany'' może inaczej przyzwyczajony do barw Gryffindoru ,to pokój jest w kolorach złota i czerwieni z meblami w odcieniu jasnego drewna. Ściany są czerwone z namalowanymi herbami domu Godryka Gryffindora. Na podłodze leżą jasne panele ,a z sufitu zwisają lampki w kształcie tiary przydziału. Jest tu wszystko co potrzeba łóżko, biurko, szafa ,półka na księgi ,kufer szkolny, kociołki i kopie reliktów założyciela Gryffindoru czyli miecz i tiara. Na jednej ze ścian jest namalowany biały podstarzały papirus w odcieniu beżu i cechy cenione w wyżej wymienionym domu. Są też drzwi prowadzące do łazienki w odcieniu mebli ze złotymi klamkami. Po obejrzeniu się za braćmi stwierdziłam ,że muszą być w pokoju Lorcana. Pokój jest urządzony w kolorach granatowo-błękitno-biało-czarnym. Lorcan uwielbia astronomię i wróżbiarstwo ,dlatego jego pokój jest w gwiezdnym stylu. Sufit jest pokryty ciemnym granatowym niebem ,podobnie jak w wielkiej sali w Hogwarcie. Ściany ma granatowe ,a podłoga wyłożona ''lustrami'' ,znaczy lustrzanymi panelami ,w której odbija się niebo. Zamiast łóżka jest ogromny biały materac przykryty prześcieradłem i pościelą. Znajdują się tu także szafa ,biurko ,hamak ,kufer szkolny , półka z księgami ,kociołek. Chłopaki siedzieli na materacu i żywo o czymś rozmawiali.
-O jesteś już ,Lika. Mamy małe pytanko -powiedział Lorcan.
-O co chodzi? Co znowu zrobiliście?
-My nic -Lysander udał obrażonego- Jak możesz tak myśleć?
-Oj ,przestańcie owijać w bawełne. Co się znowu stało?
-No wiesz ...-zaczął Lorcan- No ,chodzi o to ... Nie ma szans ,nie ma nawet poco pytać nie zgodzisz się-kontynuował Lysander
-Już chyba wiem o co chodzi. Kiedy chcecie się wybrać na pokątną i do Hogsmeade?
-Na prawdę pójdziesz z nami? Rodzice bez ciebie nas nie puszczą a my bardzo chcemy.
-Wiem ,wiem to kiedy?
-Jutro albo pojutrze jak tobie wygodnie.
-Może być jutro po 11. Pasuje?
-Pewnie ,Lika będziemy twoimi dłużnikami.
-Spokojnie ,odwdzięczycie mi się kiedy indziej. A teraz wybaczcie mi ale idę naszykować sobie ubranie do wyjścia. Wam radzę to samo ,nie będziemy później na was czekać. Od razu chcę też uprzedzić pytanie ,ma być to schludne ubranie. -powiedziałam ,chociaż bardziej ostrzegłam i udałam się do pokoju. Od razu podeszłam do szafy i zaczęłam wybierać ubranie. Zdecydowałam się na czarne rurki z wysokim stanem ,białą koszulę na długi rękaw , czarną muchę ,długą czarną pelerynę. Wybrałam też czarne skórzane lity , czarną obrączkę na prawej dłoni (na serdecznym palcu) , czarną sznurkową bransoletkę ze srebrnym krzyżem krzyżem ,nausznice w kształcie smoka. Wybrane ubrania położyłam na łóżku ,buty postawiłam na skrzyni szkolnej ,a biżuterię odłożyłam na toaletce. Gdy wszystko odłożyłam usłyszałam wołanie mamy:
-Skarbie ,możesz na chwilę do mnie przyjść?
-Już idę- krzyknęłam zbiegając ze schodów. Gdy pojawiłam się w salonie mama siedziała na kanapie i czytała proroka codziennego- Coś się stało?
-Nie ,nie skarbie. Mam małą prośbę ,za niedługo musimy wychodzić wychodzić ,muszę jeszcze zrobić w kuchni kilka rzeczy. Pomyślałam więc ,że może pójdziesz mi coś wybrać.
-Cześć córeczko- uśmiechnęła się i przytuliła mnie. -Masz na dzisiaj jakieś plany? -zapytała ,po czym pocałowała mnie w czoło i wróciła do gotowania.
-Niech pomyślę -ironicznie udałam ,iż myślę- nie ,nie mam. Poza studiowaniem książek z eliksirami ,to nie mam.
-Dzisiaj jest małe spotkanie w Norze. Zjadą się wszyscy i może my też się wybierzemy ,niestety tata będzie w pracy ale my możemy się wybrać. Co o tym myślisz ,Lika?
-Pewnie ,dla mnie super. Miło będzie wszystkich zobaczyć -odpowiedziałam i się uśmiechnęłam. Mama podała mi talerz pełen zdrowego jedzenia ,a ja od razu wzięłam się do jedzenia. Zaraz potem zbiegli Lorcan i Lysander. Mama postawiła przed nimi dwa talerze ze śniadaniem i bez zbędnych rozmówi ,nawet przywitania zabrali się do jedzenia. Gdy zjedliśmy mama zabrała talerze i włożyła je do zmywarki ,tak tak wiem ,jesteśmy rodziną czarodziei a zmywamy naczynia w zmywarce i wykonujemy niektóre czynności w mugolski sposób.
-Chłopcy ,co powiecie na wizytę u Weasleyów?
-Jak dla mnie super -powiedział Lorcan -Dla mnie też -dodał Lysander.
-A o której się wybieramy? -zapytałam
-Myślę ,że w okolicach 16. Posprzątajcie u siebie w pokojach ,jak byście mogli mi pomóc z innymi pomieszczeniami ,to byłabym bardzo wdzięczna.
-Posprzątam u siebie szybko i przyjdę Ci pomóc- uśmiechnęłam się do rodzicielki i poszłam na górę do pokoju. Jest on największy z wszystkich sypialni w domu , jest utrzymana w kolorach czarno-biało-szaro-bordowy. Trzy ściany pomalowane są na czarno ,a jedna ściana oraz sufit w szarym kolorze. Podłoga jest wyłożona czarnymi szerokimi panelami. Na tle szarej ściany stoi ogromne łóżko z baldachimem ,wykonane z czarnego drewna ,biały ,materac ''przybrany'' jest pościelą w czarno białe paski. Na łóżku leży pełno poduch w kolorach czarnych i bordowych. Baldachim jest czarny z nieprześwitującego materiału. Obok łóżka stoją szafki noce ,na których stoją ramki ze zdjęciami i budzik. Pod łóżkiem wyłożony jest ogromny bordowy dywan ,mięciutki i włochaty. W rogu pokoju wisi fotel wykonany z mocnego przezroczystego plastiku wyłożony czarną poduszką aby było wygodniej siedzieć. Na tle ścianie blisko fotela stoi ogromna przestronna czarna szafa z lustrem podświetlanym kolorem bordowym. Obok szafy stoi toaletka ,z wystawionymi kosmetykami ,perfumami ,a przy toaletce ogromny biały fotel a pod toaletką i fotelem leży szary puchowy dywanik. Na kolejnej ścianie są dwuskrzydłowe drzwi ,wykonane z czarnego drzewa i szarym szkłem ,takie same drzwi są do łazienki. Na pozostałej części ściany jest czarne biurko z białym fotelem ,nad biurkiem stoi półka z książkami na kształt łuku ,w kolorze czarnym. Na biurku stoi bordowy laptop firmy Samsung oraz aparat cyfrowy. Na ostatniej ścianie są dwa okna dachowe ,z szarymi roletami ,oczywiście z czarnego drewna. A na całej ścianie wiszą fotografie (ruszające się oczywiście) z różnych okresów mojego życia i mojej rodzinie oraz trzy obrazy : plakat domu Ravenclaw , plakat domu Gryffindor i Hogwartu. Pokój oświetlają zwisające świece z sufitu. A jeszcze zapomniałam wspomnieć ,że przy łóżku stoi mój ukochany czarny kufer szkolny. Łazienka jest utrzymana w kolorze czarno-białym ,nie ma co opisywać łazienki. Mam w niej i prysznic i wannę. Mimo ,że pokój jest największy to sprzątanie nie zajmuje mi dużo czasu. Gdy posprzątałam przebrałam się z piżamy w zwykłe czarne ,długie leginsy i zwykłą czarną bokserkę. Włosy związałam w niechlujnego koka ,a na stopy założyłam czarne puchate kapcie w kształcie kotów. Zeszłam na dół i pomogłam mamie posprzątać w salonie i kuchni. Gdy już skończyliśmy sprzątanie była godzina 12:30 ,postanowiłam sięgnąć po księgi zaklęć. Poszłam więc do pokoju i na samym środku położyłam księgi oraz sięgnęłam po różdżkę leżącą na szafce nocnej. Na szczęście od czasów mojej mamy nie ma takiego rygoru i można używać magii w domu nawet jeśli nie jest się pełnoletnim czarodziejem. Szukając zaklęć w księgach ,usłyszałam wołanie z pokoju chłopców. Odłożyłam różdżkę w specjalną lukę w ścianie a księgi na biurko. Poszłam do ich pokoju braci ,prowadzą do niego dwuskrzydłowe drzwi ze srebrnego metalu z dwoma prostokątnymi szybami. Pokój chłopców był w formie mieszkania ,był w nim przestronny salon ,duża łazienka i dwie sypialnie dla nich. Salon był jasny ,ściany wyłożone białą cegłą ,sufit w kolorze białym a podłoga wyłożona ciemno brązowymi panelami . Na przeciwko drzwi wejściowych znajdują się dwuskrzydłowe drzwi do łazienki na lewej ścianie drzwi do pokoju Lorcana ,a na przeciwko nich drzwi do pokoju Lysandra. Na środku pokoju stoi biała skórzana kanapa na przeciwko stoi czarny plazmowy telewizor na ciemnobrązowej szafce. Na podłodze leży biały ''misiowaty'' dywan. Obok telewizora leżą różne konsole. Na ścianie obok drzwi stoją półki z grami i książkami. Na ścianie naprzeciw wejścia rozwieszone są miecze ,łuki itp oraz stoi zbroja rycerska. Na prawej i na lewej ścianie naprzeciwko siebie stoją dwa biurka z profesjonalnymi komputerami do gry ,najlepszymi głośnikami i innymi sprzętami ,których nazw nie znam. Na obu ścianach wiszą plakaty różnych drużyn sportowych ,domów Hogwartu ,zdjęcia. Pokój oświetlają lampki w kształcie zwisających żarówek. Tak zwany misz masz ,przynajmniej każdy kto nas odwiedza czuję się tu jak w domu. Wołania dochodziły z jednego z pokoi ,niestety nwm którego. Najpierw poszłam do pokoju Lysandra ,jako ,że jest on ''przywiązany'' może inaczej przyzwyczajony do barw Gryffindoru ,to pokój jest w kolorach złota i czerwieni z meblami w odcieniu jasnego drewna. Ściany są czerwone z namalowanymi herbami domu Godryka Gryffindora. Na podłodze leżą jasne panele ,a z sufitu zwisają lampki w kształcie tiary przydziału. Jest tu wszystko co potrzeba łóżko, biurko, szafa ,półka na księgi ,kufer szkolny, kociołki i kopie reliktów założyciela Gryffindoru czyli miecz i tiara. Na jednej ze ścian jest namalowany biały podstarzały papirus w odcieniu beżu i cechy cenione w wyżej wymienionym domu. Są też drzwi prowadzące do łazienki w odcieniu mebli ze złotymi klamkami. Po obejrzeniu się za braćmi stwierdziłam ,że muszą być w pokoju Lorcana. Pokój jest urządzony w kolorach granatowo-błękitno-biało-czarnym. Lorcan uwielbia astronomię i wróżbiarstwo ,dlatego jego pokój jest w gwiezdnym stylu. Sufit jest pokryty ciemnym granatowym niebem ,podobnie jak w wielkiej sali w Hogwarcie. Ściany ma granatowe ,a podłoga wyłożona ''lustrami'' ,znaczy lustrzanymi panelami ,w której odbija się niebo. Zamiast łóżka jest ogromny biały materac przykryty prześcieradłem i pościelą. Znajdują się tu także szafa ,biurko ,hamak ,kufer szkolny , półka z księgami ,kociołek. Chłopaki siedzieli na materacu i żywo o czymś rozmawiali.
-O jesteś już ,Lika. Mamy małe pytanko -powiedział Lorcan.
-O co chodzi? Co znowu zrobiliście?
-My nic -Lysander udał obrażonego- Jak możesz tak myśleć?
-Oj ,przestańcie owijać w bawełne. Co się znowu stało?
-No wiesz ...-zaczął Lorcan- No ,chodzi o to ... Nie ma szans ,nie ma nawet poco pytać nie zgodzisz się-kontynuował Lysander
-Już chyba wiem o co chodzi. Kiedy chcecie się wybrać na pokątną i do Hogsmeade?
-Na prawdę pójdziesz z nami? Rodzice bez ciebie nas nie puszczą a my bardzo chcemy.
-Wiem ,wiem to kiedy?
-Jutro albo pojutrze jak tobie wygodnie.
-Może być jutro po 11. Pasuje?
-Pewnie ,Lika będziemy twoimi dłużnikami.
-Spokojnie ,odwdzięczycie mi się kiedy indziej. A teraz wybaczcie mi ale idę naszykować sobie ubranie do wyjścia. Wam radzę to samo ,nie będziemy później na was czekać. Od razu chcę też uprzedzić pytanie ,ma być to schludne ubranie. -powiedziałam ,chociaż bardziej ostrzegłam i udałam się do pokoju. Od razu podeszłam do szafy i zaczęłam wybierać ubranie. Zdecydowałam się na czarne rurki z wysokim stanem ,białą koszulę na długi rękaw , czarną muchę ,długą czarną pelerynę. Wybrałam też czarne skórzane lity , czarną obrączkę na prawej dłoni (na serdecznym palcu) , czarną sznurkową bransoletkę ze srebrnym krzyżem krzyżem ,nausznice w kształcie smoka. Wybrane ubrania położyłam na łóżku ,buty postawiłam na skrzyni szkolnej ,a biżuterię odłożyłam na toaletce. Gdy wszystko odłożyłam usłyszałam wołanie mamy:
-Skarbie ,możesz na chwilę do mnie przyjść?
-Już idę- krzyknęłam zbiegając ze schodów. Gdy pojawiłam się w salonie mama siedziała na kanapie i czytała proroka codziennego- Coś się stało?
-Nie ,nie skarbie. Mam małą prośbę ,za niedługo musimy wychodzić wychodzić ,muszę jeszcze zrobić w kuchni kilka rzeczy. Pomyślałam więc ,że może pójdziesz mi coś wybrać.
-Jasne ,z wielką przyjemnością. Mam wybrać coś
eleganckiego ,coś wygodnego czy mieszankę?
-Mieszankę ,wybierz jakąś sukienkę elegancką i
zarazem wygodną ,nie za wysokie szpilki ,pelerynę i jakąś biżuterię. I jeszcze
coś ,nie może być za smutno.
-Okej ,już biegnę.
Gdy dotarłam do sypialni rodziców ,od razu zajrzałam do szafy. W szafie mamy (w przeciwności do mojej) pełno było kolorów. Wybrałam więc dla niej prostą sukienkę w kolorze czerwonego wina z kokardą, czarne buty na koturnie z paseczkiem, taką samą pelerynę jak moją. Poinformowałam mamę ,że położyłam ubrania na łóżku ,a następnie sama poszłam się naszykować. Od razu po wejściu do pokoju skierowałam się do łazienki. Wzięłam zimny prysznic ,a następnie poszłam w szlafroku do pokoju się przebrać. Rodzinka ma w zwyczaju pukać do drzwi przed wejściem lecz dla pewności rzuciłam na drzwi zaklęcie blokujące i zaczęłam się ubierać w wcześniej wybrane ubrania. Świeżo wymyte i wysuszone włosy rozczesałam i zaplotłam w ścisłego kłosa. Zrobiłam makijaż i idealnie obrysowałam usta konturówką w odcieniu czerwonego wina i uzupełniłam kontur szminką w tym samym odcieniu. Założyłam wybraną również wcześniej biżuterię i poprawiłam paznokcie. Zdjęłam z drzwi zaklęcie ,zmniejszyłam różdżkę tak aby zmieściła się do kieszeni spodni ,pelerynę wzięłam pod ramię i wyszłam z pokoju. Poszłam sprawdzić czy chłopcy się już naszykowali.
-Gotowi? -otworzyłam drzwi skierowane na salon ,jednak ich tam nie było. Najpierw zapukałam do pokoju Lysandra ,gdy usłyszałam przyzwolenie do wejścia nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka. Brat zakładał na siebie czarną bluzę z kapturem. Ubrany był w czarne spodnie , czarny T-shirt z napisami ,bluzę z kapturem a na stopach miał czarne glany.
-Ładnie wyglądasz ,zresztą jak zwykle. Idziemy do Lorcana?
-Jasne ,zmniejszyłeś różdżkę?
-Jak zwykle ,spokojnie jestem młodszy ale nie głupi. -Następnie razem z Lysandrem udaliśmy się do pokoju Lorcana ,brat był już gotowy. Ubrany był w granatowe spodnie, biały T-shirt, koszulę w czarno-bordową kratę i czarne trampki.
-Gotowy?
-Prawie ,jeszcze bluza i zmniejszyć różdżkę- najpierw założył na plecy czarną bluzę z kapturem ,a następnie zmniejszył różdżkę i włożył ją do kieszeni spodni. Gdy byliśmy już gotowi ,chłopcy zeszli na dół a ja udałam się do pokoju mamy.
-Hej mamo ,gotowa?
-Tak ,tylko dokończę się malować.
Gdy dotarłam do sypialni rodziców ,od razu zajrzałam do szafy. W szafie mamy (w przeciwności do mojej) pełno było kolorów. Wybrałam więc dla niej prostą sukienkę w kolorze czerwonego wina z kokardą, czarne buty na koturnie z paseczkiem, taką samą pelerynę jak moją. Poinformowałam mamę ,że położyłam ubrania na łóżku ,a następnie sama poszłam się naszykować. Od razu po wejściu do pokoju skierowałam się do łazienki. Wzięłam zimny prysznic ,a następnie poszłam w szlafroku do pokoju się przebrać. Rodzinka ma w zwyczaju pukać do drzwi przed wejściem lecz dla pewności rzuciłam na drzwi zaklęcie blokujące i zaczęłam się ubierać w wcześniej wybrane ubrania. Świeżo wymyte i wysuszone włosy rozczesałam i zaplotłam w ścisłego kłosa. Zrobiłam makijaż i idealnie obrysowałam usta konturówką w odcieniu czerwonego wina i uzupełniłam kontur szminką w tym samym odcieniu. Założyłam wybraną również wcześniej biżuterię i poprawiłam paznokcie. Zdjęłam z drzwi zaklęcie ,zmniejszyłam różdżkę tak aby zmieściła się do kieszeni spodni ,pelerynę wzięłam pod ramię i wyszłam z pokoju. Poszłam sprawdzić czy chłopcy się już naszykowali.
-Gotowi? -otworzyłam drzwi skierowane na salon ,jednak ich tam nie było. Najpierw zapukałam do pokoju Lysandra ,gdy usłyszałam przyzwolenie do wejścia nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka. Brat zakładał na siebie czarną bluzę z kapturem. Ubrany był w czarne spodnie , czarny T-shirt z napisami ,bluzę z kapturem a na stopach miał czarne glany.
-Ładnie wyglądasz ,zresztą jak zwykle. Idziemy do Lorcana?
-Jasne ,zmniejszyłeś różdżkę?
-Jak zwykle ,spokojnie jestem młodszy ale nie głupi. -Następnie razem z Lysandrem udaliśmy się do pokoju Lorcana ,brat był już gotowy. Ubrany był w granatowe spodnie, biały T-shirt, koszulę w czarno-bordową kratę i czarne trampki.
-Gotowy?
-Prawie ,jeszcze bluza i zmniejszyć różdżkę- najpierw założył na plecy czarną bluzę z kapturem ,a następnie zmniejszył różdżkę i włożył ją do kieszeni spodni. Gdy byliśmy już gotowi ,chłopcy zeszli na dół a ja udałam się do pokoju mamy.
-Hej mamo ,gotowa?
-Tak ,tylko dokończę się malować.
Po jakiś
pięciu minutach mama zeszła do salonu ,gdzie wszyscy na nią czekaliśmy.
-Mamo
,lecimy na miotłach , użyjemy kominka i proszku fiuu czy teleportacja?
-A jak
wolicie? Pewnie będziecie chcieli na miotłach ale ja nie latam zbyt dobrze na
miotle.
-To miotły a
ty mamo polecisz ze mną na jednej ,może być?
-Jasne
skarbie ,jeśli tobie to odpowiada. To co chodźmy po miotły. – Poszłam z braćmi
po miotły , potem poszliśmy pod bramę. Mama rzuciła zaklęcie niewidzialności na
dom , wsiedliśmy na miotły i wzbiliśmy się w górę. Pokonanie drogi dzielącej
nasz dom i Norę zajęło nam około dwadzieścia minut ,oczywiście zajęłoby mi to
znacznie mniej gdyby nie fakt ,że mama boi się nadmiernej prędkości. Miotły
zatrzymały się centralnie przy drzwiach wyjściowych/wejściowych. Zsiedliśmy z
mioteł ,mama weszła od razu do środka ,a my zanieśliśmy miotły do szopy. Szybko
dołączyliśmy do reszty rodziny i przyjaciół. W salonie siedzieli dorośli ciocia
Molly i wujek Artur ,ciocia Hermiona z wujem Ronem , wuj Harry z ciocią Ginny, wuj
George i ciocia Angelina, wuj Bill z ciocią Fleur, wuj Percy i ciocia Audrey , wuj Charles , ciocia
Gabrielle i wuj Neville z ciocią Hanną. Pewnie dziwicie się jak wszyscy się tu
zmieścili ,przecież Nora jest raczej małym domkiem. Od kąt wszyscy się
wyprowadzili i zostali tylko ciocia Molly i wuj Artur a zaczęliśmy odwiedzać
ich w tak licznym gronie pokoje zostały bardzo powiększone.
-Dzień dobry
wszystkim –powiedziałam ,poczym wszyscy zaczęli do nas podchodzić i przytulać.
Gdy już wszyscy nas przywitali poinformowali nas ,że młodzież jest w pokoju na
strychu. Razem z braćmi poszliśmy na górę ,siedzieli tam Victorie, Dominique, Louis
(dzieci wuja Billa i cioci Fleur) ,Molly i Lucy (wuj Percy i ciocia Audrey) ,
Fred i Roxanne (wujek George i ciocia Angeline) ,Rose i Hugo (ciocia Hermiona i
wuj Ron) , James ,Albus i Lily ( wuj Harry i ciocia Ginny) , Teddy ( świętej
pamięci Nimfadora i Remus Lupin).
-Hej rudzielce - przywitałam się ze wszystkimi –ale
zbiegowisko.
-Siema
blondyni ,a wy jak zwykle się nie śpieszycie.
-Mama i lęk
przed prędkością. A wy długo jesteście?
-No
oczywiście ,byliśmy dwie godziny za wcześnie.
-Przecież
nie macie daleko ,więc poco tak wcześnie.
-Zostajemy
wszyscy na noc i rodzice stwierdzili ,że mamy być wcześnie i pomożemy
dziadkom –powiedział Albus. Rozmawialiśmy
o wszystkim i o niczym gdy usłyszeliśmy wołanie na obiad. Za domem ustawiony
był wielki namiot a w środku olbrzymi prostokątny stół. Obok namiotu było
rozkładane boisko do gry w quidditcha , w środku wielkiego namiotu były schody
na górę prowadzące do pokoju z dwudziestoma łóżkami. Przed obiadem zapytaliśmy
mamę czy możemy zostać na noc ,zgodziła się bez problemu ,po całej zabawie
mamy ją odwieźć i pojechać po nasze ubrania i rzeczy.Zajęliśmy
miejsca przy stole , a zaraz potem pojawiło się na nim jedzenie ,przygotowane
przez ciocie Molly. Zjedliśmy obiad i przyszła pora na deser ,między obiadem a
deserem rozmawialiśmy o szkole. Pytali kiedy kupujemy podręczniki ,potrzebne
przedmioty i przede wszystkim czy nie boimy się pójść na kolejny rok. Wszyscy
zgodnie odpowiedzieliśmy ,że nie ,potem pojawił się deser. Gdy zjedliśmy
,wyszliśmy wszyscy przed namiot. Podzieliliśmy się na drużyny młodzieży i
dorosłych. Jako
,że potrzebne jest tylko 14 osób ,a nas jest 16. Louis i Hugo bardzo chętnie
zrezygnowali z gry ,kapitanem zostałam ja i James. Zostałam szukającą ,
pałkarzami zostali Lorcan i Lysander , obrońcą Teddy , ścigającymi Victorie,
Molly i Rose. James został obrońcą a do
swojej drużyny wybrał: Lily jako szukającą ,Albusa, Lucy i Dominque jako
ścigający, Fred i Roxanne jako pałkarze. Młodzi zagrali jako pierwszy i też
jako pierwsi wybieraliśmy ,później wybierają dorośli. Złapaliśmy za miotły i
weszliśmy na boisko. Kapitani drużyn zostali na środku boiska ,a reszta drużyn
poleciała do góry i ustawili się na swoich pozycjach. Razem z James’em uścisnęliśmy
sobie dłonie ,życzyliśmy szczęścia i dołączyliśmy do drużyny. Wuj Harry położył
teczkę z piłkami na środku ,otworzył ją ,zagwizdał po czym prędko wypuścił
piłki. A my rozpoczęliśmy grę , Teddy i
James krążyli w polu wokół obręczy ,ścigający zdobywali punkt za punktem
(przynajmniej u mnie w drużynie) , pałkarze skutecznie uniemożliwiali dostanie
w głowę lub inną część ciała kaflem , a ja i Lily Luna (zauważyliście ironię dwie Lily Luny są szukającymi) wypatrywałyśmy
złotego znicza ,oczywiście nie ma ze mną szans. Ufając swojej drużynie wypatrywałam
znicza ,skupiłam się tylko na tym. Po dwudziestu minutach gry było 80:20 dla
nas ,i ten magiczny moment gdy znicz pojawił się w zasięgu mojej dłoni .
Chwyciłam znicza w dłoń i podniosłam go do góry ,wszyscy spojrzeli na mnie i
zaczęli wiwatować.
- No no no ktoś tu jest mega zdolny.- skomentował James- Młoda rozwijasz się ,niedługo będziesz mogła grać w lidze światowej.
- No no no ktoś tu jest mega zdolny.- skomentował James- Młoda rozwijasz się ,niedługo będziesz mogła grać w lidze światowej.
-Nie
potrzebuje komplementów ,dobra teraz kolejny mecz kapitanami będą wujek Harry i
ciocia Ginny.
-Obawiam się
,że nie znajdziemy dwóch dobrych drużyn. Może wymieszamy się albo wy utwórzcie
jedną drużynę a my drugą.
-Dobrze ,to
ja będę szukającą ,James obrońcą , pałkarzami Fred i Lorcan , ścigającymi
Lysander ,Albus i Roxanne. Pasuje?
-Wiesz co
,ja wolę być ścigającym bo Lysander i Lorcan są lepszymi pałkarzami. –powiedział
Fred.
-Jak dla
mnie okej ,nie chciałam ich faworyzować. Idę im powiedzieć ,że mamy najlepszą
drużynę. –zakomunikowałam im a oni też mnie poinformowali ,że mają skład.
-No więc –zaczął
wuj Harry –szukającym jestem ja ,pałkarzami George i Charlie ,obrońcą Ron,
ścigającymi Ginny ,Angelina i Percy.
-Tyle
doświadczonych graczy przeciw dzieciom ,nie ładnie –zaśmiałam się- no dobrze
ustawmy się na pozycje. James ty chcesz być kapitanem czy boisz się przegrać z
własnym ojcem
-Ty zostań
,ja lecę na górę. –wszyscy poza mną i wujkiem Harrym ustawili się na pozycje. Podaliśmy sobie ręce
i polecieliśmy w górę. Ciocia Hermiona wypuściła piłki i rozpoczęła grę
gwizdkiem. Gra szła w najlepsze wygrywaliśmy przewagą dwudziestu punktów. W
pewnym momencie zauważyłam znicz podleciałam do niego szybko i złapałam go.
-Niezwykłe
,wygrałaś z nami. – powiedziała ciocia Ginny- po szkole załatwię Ci miejsce w
drużynie.
-Oj ciociu
przestań ,teraz zmieni się kapitan to przynajmniej nie będę mieć problemów aby
zostać w drużynie.
-Mam
przeczucie ,że to ty zostaniesz kapitanem. Z taką grą ,nie mam wątpliwości.
Po odbytych
meczach mama pożegnała się ze wszystkimi ,a my powiedzieliśmy ,że za niedługo
wrócimy. Mama wsiadła na tył miotły i wzbiliśmy się w górę. Podróż zajęła nam
mało czasu ,zdjęliśmy zaklęcie niewidzialności i wfrunęliśmy na posesję. Miotły
oparliśmy i pobiegliśmy do naszych pokoi. Zapakowałam ubrania ,kosmetyki i inne
potrzebne rzeczy do plecaka ze zwiększonym dnem. Zazwyczaj jak mamy jechać na
jedną noc to i tak zostajemy tydzień, zapakowałam
też kilka ksiąg. Po zapakowaniu wszystkiego co potrzebne poszłam do braci
,którzy właśnie wychodzili. Zeszliśmy na dół ,pożegnaliśmy się z mamą i pofrunęliśmy
z powrotem do Nory.
Subskrybuj:
Posty (Atom)