środa, 30 września 2015

2. Akademia w szkole szatana. (Demony są w tobie, we mnie i w każdym z nas)

2 września 2015

-Dziewczęta wstajemy- zawołałam wesoło  lewitując nad ich łóżkami.
-Boże dziewczyno- powiedziała Madie- nie lataj nam nad głową.
-Ona nie lata- zaśmiała się- ona lewituje. To jej specjalność- powiedziała Bell i podleciała do mnie- wyprostuj nogi bo ja kiepsko lewituje.- wyprostowałam nogi a Bell oparła się na nich aby nie spaść.
-W każdym bądź razie ,musicie mi doradzić ,długa czarna sukienka czy krótka?
-Zaraz Ci naszykuje ubranie ,wiem w której zszokujesz mugoli.- powiedziała Charlie- I bez protestów.
-Nawet nie zamierzałam kochanie. -rozległo się pukanie do drzwi- Kto ty?- krzyknęłam.
-Braian ,mogę wejść?- zapytał mój braciszek.
-Jasne wchodź.-powiedziałam- Bell szykuj się do lotu. -Bella odfrunęła z moich nóg ,a ja usiadłam na łóżku najbliżej mnie. Braian wszedł do pokoju i usiadł obok mnie- Coś się stało?
-Jest problem ,Victoria dzwoniła mamy iść na śniadanie.
-Przestań, nie pójdziemy, nic nam nie powiedzą.
-Ojciec dzwonił ,że nas zlinczuje jak nie przyjedziemy na śniadanie. Zróbmy to dla nich, mamy miejsce na drugim końcu stołu aby nie mieć kontaktu z Dianą.
-Dobra to ja już za pół godziny będę gotowa. Charlie już wybrałaś?
-Tak, chodź już się szykować. Pa Braian- popatrzyła na niego i pomachała mu. Brat posłusznie wyszedł ,rzucił tylko ciche ,,Za półgodziny będę''. Ja zabrałam rzeczy do łazienki, wzięłam szybką kąpiel, uczesałam włosy ,zrobiłam makijaż z podkreślonymi ustami bordową szminką. Ubrałam się w ubrania przygotowane przez przyjaciółkę czyli : czarna rozkloszowana sukienka bez ramiączekczarne szpilkiczarny kapeluszczarne okularysrebrny naszyjnik, dwie bransoletki lilou: czarna z serduszkiem oraz  biała z nieskończonością i obowiązkowa czarna obrączka.
-I jak?- wyszłam z łazienki i obkręciłam się wokół własnej osi.
-Przepięknie, jeszcze masz trzymaj kopertówkę i idź. -powiedziały i przytuliły mnie.
-Popatrz przy okazji na mundurki. Świetne są.
-Oczywiście ,jutro też go założę ,a teraz życzcie mi szczęścia abym jej nie zabiła.
-Trzymamy kciuki ,kocie. Kocham Cię.
Wyszłam na korytarz gdzie czekał już Braian.
-Przepięknie wyglądasz, Diana będzie wniebowzięta. To teleportuj nas najlepiej do mojej sypialni albo twojej. -teleportowałam nas do mojego pokoju. Zdjęłam kapelusz i okulary ,wzięłam je w rękę i zeszliśmy na dół.
-Wiedźma wróciła- powiedziałam gdy byliśmy już w salonie. -Cześć tato, witaj Victorio.
-Witaj Veronico- jak zwykle mówi do mnie pełnym imienie- podać Ci naleśniki? Oczywiście z syropem klonowym i owocami leśnymi.
-Poproszę, to my usiądziemy na samym końcu stołu. -Zjedliśmy śniadanie i musieliśmy już ruszać ,ja z bratem pojechaliśmy naszym autem a tata z Victorią i Dianą drugim. Jak zwykle byliśmy szybciej, poprawiłam okulary i kapelusz ,chwyciłam kopertówkę po czym wyszliśmy z auta i zamknęłam je a kluczyki schowałam do torebki.
-To co idziemy na salę czy czekamy?- zapytał Braian.
-Poczekajmy, będzie większe przedstawienie i zobaczysz grymas Diany. Warto czekać ,jej mina będzie bezcenna.
-Wiem siostrzyczko.- powiedział i pocałował mnie w policzek. -Patrz wreszcie przyjechali, nie mam pojęcia jak to możliwe ,że tak im to zawsze długo schodzi.
-Mugole ,braciszku -powiedziałam i jeszcze raz powtórzyłam -mugole.
Zaraz podeszła do nas Victoria, tata i Diana ,zaczęła nam mówić jak mamy się zachowywać. Weszliśmy do środka ,aż czułam ich emocje i zwyczajność ,razem z rodzicami usiedliśmy na miejscach przygotowanych dla rodziny. Akademia strasznie się przedłużała i była mega nudna, dyrektorka tylko się przechwalała jakie to jej szkoła miała wyniki w tamtym roku, jakie oczekuje w tym. Z tych nudów aż usnęłam ,półgodziny później dyskretnie obudził mnie brat. Diana odebrała plan ,a my czekaliśmy na dworzu ,jacyś mugole nas zaczepiali na ich nieszczęście złamali ręce. Następnie pojechaliśmy na obiad do najdroższej restouracji w NY, po zjedzonym obiedzie i spędzeniu z nimi czasu wróciliśmy do akademika. Dziewczyny poinformowały mnie ,że mam się zgłosić do p. dyrektor.Gdy dotarłam pod gabinet ,zapukałam w drzwi. Usłyszałam ciche ,,proszę wejść'' ,więc pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi.
-Witaj Veronico. Usiądź ,proszę.- wykonałam grzecznie polecenie i usiadłam w moim ukochanym czarnym fotelu. Tak wiem ,pomyślicie sobie ,że często tu bywam. To nie prawda ,ja go wybierałam.- Mam do Ciebie ogromną prośbę .
-Mogę zgadnąć, mam przyjść na zajęcia pierwszego roku i odkryć dar lewitacji.
-Tak, o to chodziło. Mam rozumieć ,że się zgadzasz?
-Oczywiście p. dyrektor. Mogę już wrócić do pokoju?
-Oczywiście, dziękuje Veronico. -kiwnęłam głową i udałam się do mojego pokoju. Po powrocie rozpakowałam świeczki z Yankee Candle: duża Fireside Treads (opiekane pianki), duża Christmas Cookie (świąteczne ciasteczka) oraz duża Home Sweet Home (kochany domek). Wyjęłam także nowy kominek zapachowy i woski także z Yankee Candle: wosk Salted Carmel (słodko- słony karmel), wosk Summer  Scoop (Pucharek z lodami) oraz wosk A Child's Wisch (Dziecięce marzenie).
-Wróciłaś już? Co dyrektorka chciała?- zapytała Bell
-To co w tamtym roku, mam pomóc z lewitacją. A gdzie Charlie i Madie?
-Charlie gdzieś wyszła ,a Madie poszła po księgę do biblioteki. Widzę ,że byłaś na zakupach?
-Tak, kupiłam świeczki, woski, kominek i jeszcze wzięłam do komika ,Tea  Light Shea Butter.
- Ile ty potrafisz wydać na jednych zakupach ,wariatko. -zażartowała przyjaciółka.
-Rekompensata za posiadanie takiej siostry jak Diana. Poza tym Victoria jest wspaniała.
-Zazdroszczę moja matka ciągle kłóci się z tatą. Całe wakacje spędziłam poza domem , pomieszkiwałam z siostrą.
-Ma nowe mieszkanie? O ile pamiętam to mówiłaś , że mieszkała w kawalerce.
-Tak , jest piękne. Cały salon jest przeszklony i utrzymany w takim nowoczesnym stylu. Poprostu jestem w nim zakochana.
-Jak skończę szkołę chcę apartament. Tata powiedział , że to będzie prezent na zakończenie szkoły.
-Niki ,idziemy się przejść po szkole? Trochę nudno tu.
-Jasne , idziemy obczaić uczniów pierwszego roku. - idąc korytarzem mijaliśmy wielu nowych uczniów , razem z Bell patrzyłyśmy na wielu młodych dziewczyn ubrane w mundurki. Były prawie nie umalowane i uczesane albo w warkocze albo w kitkę.
-I co sądzisz będą z nich ludzie?
-Powiem Ci ,tak jedna mnie zaintrygowała. Patrz na tą ubraną w czarne rurki , vansy , czarną bokserkę i duży sweter wszystko w czarnym kolorze. Ma ładne włosy i kolor , no i przede wszystkim ma normalny makijaż.
-Reszta średniawa ale ona wygląda spoko. To co szykujemy grunt a ty jutro na ich zajęciach zagadasz.
-Trzeba mieć w sumie wtykę u pierwszaków. Mam pomysł , użyję malutkiej sztuczki.- zaczęłyśmy iść w stronę dziewczyny i 'przez przypadek' na nią wpadłam.
-Bardzo przepraszam , nie chciałam na Ciebie wpaść. Jestem Nikita Miller z drugiego roku.
-Wiem , pytałam parę osób kogo warto znać i każdy wymienił Ciebie. Jesteś tu gwiazdą- powiedziała i się uśmiechnęła.
-Poznaj także moją przyjaciółkę Annabelle. Właściwie szukamy osób wartych uwagi wśród pierwszego roku , jesteś najbardziej orginalna i interesująca wśród pierwszoklasistek.
-Dziękuje bardzo ,właśnie słyszałam o tobie i o twoich koleżankach , no i starszym bracie.
-Widzimy się jutro na lekcji latania , będę wam pomagać odkrywać wasze specjalności. Narka.
Następnie poszłyśmy obczaić chłopaków z pierwszego roku , tutaj sytuacja była już znacznie lepsza byli bardziej ogarnięci ale dwóch zwróciło moją uwagę. Jeden miał blond włosy i piękne oczy koloru morskiego , był raczej blady ,chudy i wysoki. Ubrany był w czarne converse za kostkę, czarne jeansy i czarną długą bluzę z kapturem. Drugi miał ciemne brązowe włosy , brązowe oczy tak ciemne ,że prawie czarne. Także był blady ,wysoki i szczupły. Ubrany był w ciemno brązowe jeansy ,granatową bluzę z kapturem i granatowe długie trampki. Od razu zdecydowałyśmy się do nich podejść , zagadałam jak zwykle pierwsza.
-Cześć , jestem Nikita ,a to jest Annabella , jesteśmy z drugiego roku.
- Hej , jestem Luke a to mój brat Michael- powiedział blondyn,
- Wyglądacie poważniej niż pozostali . To oczywiście komplement. -uśmiechnęłam się i spojrzałam na Bell ,która wymieniała spojrzenia z Lukem.
-Wy też , to oczywiście też komplement. - Michael uśmiechnął się do mnie- mam prośbę oprowadzicie nas po szkole bo wiemy tylko gdzie jest nasz pokój i sala zgromadzeń.
-Jasne , może chodźmy teraz do wielkiej sali czyli stołówki ,pokażę wam sale chociaż dzisiaj musieliście widzieć jak iść na stołówkę i do sal.
-Czwarty rok po nas przyszedł ale zaprowadził nas tak szybko ,że nawet nie wiem jak iść. Gadali nam coś o mapach tylko nie mam bladego pojęcia o jakich mapach mówili.
-Kurdę , nie pomyśleli o tym aby wam ich dać ,zaraz to załatwimy. -pokazałam jak dojść do wielkiej sali ,pokazałam poszczególne klasy, bibliotekę ,boisko.  Zaproponowałyśmy razem z Bell ,że po nich przyjdziemy. Odprowadziłyśmy ich do pokoju i poszłyśmy do swojego.
-Bell , ty i Luke ciągle się na siebie gapiliście i nie zwracałaś uwagi czy czegoś nie pomyliłam.
-Przepraszam , mam słabość do blondynów i te jego boskie oczy.
-Osobiście wolę Michaela wydał mi się bardziej otwarty i wesoły.
-Dziękuję Ci , że zaproponowałaś im pomoc. Kocham Cię! -powiedziała i rzuciła się na mnie. O mały włos się nie przewróciłam więc nastąpiła lewitacja. -Wiesz ,że nie lubię jak latamy.
-Sorry ,prawie mnie przewróciłaś a ja nie chcę mieć rozbitej głowy. Dobra trzymaj się ,wracamy do pozycji stojącej. - znowu stałyśmy na podłodze. W tym momencie weszły Madie i Charlie. Umyłyśmy się i przebrałyśmy w piżamę ,rozmawiałyśmy jeszcze chwilę i położyłyśmy się spać.

1. Powrót do szkoły ,do własnego świata. (Demony są w tobie, we mnie i w każdym z nas)

1 września 2015 rok

Zazwyczaj każdy uczeń/ uczennica chcę aby wakacje trwały jak najdłużej ,ze mną jest odwrotnie. Kiedy jest się ''odmieńcem'' w świecie zwyczajnych ludzi. Wreszcie wracam do moich przyjaciółek ,jest godzina szósta rano i czas się szykować poszłam do łazienki wziąć kąpiel i umyć włosy. Gdy już wysuszyłam włosy ,poszłam w szlafroku do mojego pokoju i zrobiłam  delikatny make-up oraz delikatnie podkręciłam włosy lokówką. Zdecydowałam się na dość klasyczny zestaw czyli czarna rozkloszowana sukienkaczarne buty z paseczkiem. Jako dodatki dałam czarną obrączkę jako symbol magi w naszej szkole oraz dwie bransoletki lilou które noszę do każdego stroju: różową z czterolistną koniczyną (na szczęście) oraz jaśniejszą różową ze znakiem nieskończoności. Aby wyglądać bardziej kontrowersyjnie założyłam czarny kapelusz i czarne okulary. Wychodząc z pokoju chwyciłam moją ukochaną czarną kopertówkę. Za półgodziny mamy wyjechać ,więc zdejmuje okulary i kapelusz a walizki wysyłam do mojego pokoju w akademiku. Następnie zeszłam na dół gdzie byli już wszyscy. Przy stole siedział mój tata z macochą jak zwykle się śmieli i emanowali szczęściem. Mój brat z nudów i z powodu towarzystwa Diany nerwowo zamrażał wodę i ją rozmrażał, zawsze to robi. Podeszłam do niego i go przytuliłam ,jest wyższy ode mnie prawie piętnaście centymetrów:
-Będzie dobrze. Starzy znajomi i nowi.
-Wiem , znasz powód mojego nerwowego zachowania.
-Wiem  Braian., wysłałeś już swoje walizki? Może już się teleportujemy?
-Wiesz ,że Victoria i tata jadą ,no i Diana-wysyczał przez zęby i spojrzał na przyrodnią siostrzyczkę- ale możemy. W sumie wypakuje się już rzeczy ,chodź powiemy im.
-A zaniesiesz mnie? Proszę- zrobiłam słodkie oczka a on podniósł mnie do góry i poszedł powiedzieć Vici i tacie ,że my już idziemy do akademika. Poszliśmy do jego pokoju ,wysłaliśmy walizki do akademika a my się teleportowaliśmy do jego pokoju w akademii. W pokoju zastaliśmy jego współlokatorów, postawił mnie na nogi i przywitałam się z nimi i poszłam do swojego pokoju. W pokoju była już Bella ,Madie i Charlie, przywitałyśmy się radośnie i poinformowały mnie ,że już mnie rozpakowały. Gadałyśmy jeszcze pół godziny i postanowiłyśmy iść już na uroczystość ,założyłam kapelusz i chwyciłam kopertówkę i wyszłyśmy.
-Twoja ''ukochana siostrunia'' też będzie?- zapytała Bella.
-A jakżeby inaczej, Victoria jej kazała przyjść. Braian już tak się wkurzał ,że postanowiłam teleportować się wcześniej. -odpowiedziałam.
-Wyobrażacie sobie jak będą ubrane te czternastolatki z pierwszego roku, napewno koszmarnie.- zaczęła Madie.
-Nie udawajcie ,że nie pamiętacie waszych kreacji, ja pamiętam swoją- zaczęła Charlie- ta koszmarna bordowa, workowata sukienka i te obrzydliwe czarne sandałki. Bell twoja też nie była najlepsza.- zaśmiała się Charlie.
-Ta ,pamiętam jako jedyna założyłam białe, krótkie converse, czarne rurki, białą bokserkę i czarny sweter. A na domiar złego ta różowa pomadka. Dziewczyny z drugiego roku tak na mnie patrzyły jakbym się zgubiła.-powiedziała Bell.-A ty Charlie pamiętasz swój?
-Jasne wyglądałam dziwacznie. Miałam czarne zakolanówki, beżową tunikę i te pantofle, mama kazała mi je założyć a ja uparłam się na zakolanówki. Siostra kazała założyć mi tą tunikę, wyszłam na dziwadło. Niki teraz twoja kolej.
-Przechodziłam fazę glanów i miałam czarne glany, długą szarą sukienkę na długi rękaw i czarny sweter. W sumie gdybym miała dziś wybrać ten zestaw założyłabym trampki i bym tak wyszła.
-Twoja była spoko  i pasowałaś do klimatu, Bell też tylko ,że gdyby chodziła do normalnej szkoły- powiedziała Charlie- Teraz wyglądamy najlepiej, to co wchodzimy? Zobaczymy ostatni raz nasze rodziny, tylko ty Niki możesz zobaczyć praktycznie codziennie, zazdroszczę.
Weszłyśmy na salę ,zostało tylko pięć minut. Zajęłam miejsce obok koleżanek ,a mój brat siedział w rzędzie obok przy uczniach trzeciego roku. Pani dyrektor czytała listę przedmiotów i plany na ten semestr, listę nowych uczniów pierwszego roku i wyczytywała ich imiona i nazwiska aby wyszły po ligitymację. Akademia trwała prawie półtorej godziny, żegnaliśmy się z rodzinami ,robiliśmy zdjęcia. Po całej akademii pożegnaliśmy się i odprowadziliśmy tatę, Victorie do auta pożegnaliśmy ich ,a Dianie wysłaliśmy tylko spojrzenie i poszliśmy.Postanowiliśmy z bratem iść na kawę ,jednak moje współlokatorki też chciały iść. Poszliśmy więc do Starbucks i na pizze, w Nowym Yorku jest cudowna pogoda więc założyłam okulary i kapelusz, moje przyjaciółki też założyły okulary i Braian też. Jak zwykle zwracaliśmy spojrzenia innych, weszliśmy do Starbucksa i zamówiliśmy cztery White Caffè Mocha i jedną Espresso Macchiato na wynos. 
-Braian, a my mamy jutro iść do Diany na rozpoczęcie ,wczoraj coś Victoria mówiła o tym.
-No tak ,zwolnili nas dziś i jutro wracamy po południu. Co wykombinujesz aby ją zawstydzić?
-Ja ,przestań będę miła. Tylko ubiorę się jak wiedźma. 
-Jak zwykle, tam pewnie zaczyna się o 9 to w domu musimy być na 8. Idziemy do Wielkiej sali na śniadanie rano?
-Tak, założę tylko szatę od mundurka i wystarczy. Nie zamierzam jeść z Dianą przy tym samym stole. 
-Na prawdę ,ta cała Diana jest aż tak okropna? W sumie dzisiaj widziałam jaka z niej snobka i jeszcze ta różowa sukienka.-powiedziała Bell
-Ona nie chciała dopasować się do tej uroczystości ,to ja nie dopasuję się do jutrzejszej. Prosty bieg rzeczy ona nazywa mnie wiedźmą i satanistką to pożałuje na jutrzejszej uroczystości. Ubiorę się tak ,że jej buty spadną. 
-A tak w ogóle mundurki są już w szafach czy dopiero je przyniosą do pokojów?- zapytała Madie. 
-Jak nas rozpakowywałam wczoraj to już były. Są fajniejsze niż w tamtym  roku.- powiedziała Charlie.
-Idziemy na pizze czy już wracamy? Możemy przygotować się już na jutrzejsze zajęcia. Plany powinny być już w pokoju, a tak w ogóle widzieliście te pierwszoklasistki? Są ubrane dużo gorzej niż my na początku. 
-My przy nich byłyśmy fajnie  ubrane.  A myślałyście  nad tego rocznym wystrojem pokoju?- zapytała Bella.
-Tak, myślałam nad czarno-bordowym albo czarno-granatowym.- powiedziałam.
-Ja myślałam nad czarno-szaro-czerwonym.- powiedziała Madie- ale może być czarno-szaro-bordowym. 
-Dobra ,to co dziś robimy czy jutro?
-Dziś- wykrzyknęłyśmy razem i zaczęłyśmy się śmiać. Poszłyśmy po pizze na wynos ,ja wziełam razem z Braianem a dziewczyny wzięły jedną dla siebie. Poszliśmy do akademika i do naszego pokoju, razem z bratem i koleżankami usiedliśmy na dywanie na samym środku pokoju. Zjedliśmy pizze i wzięliśmy się  do roboty. Zrobiliśmy nam idealny pokój (to tylko połowa dla jednej dziewczyny) w zupełnie innych barwach niż chciałyśmy ale bardzo nam się podoba. Odprowadziłam brata do jego pokoju aby zobaczyć jego plan zajęć, posiedziałam u niego jeszcze półgodziny i prawie usnęłam. Jakoś po trzech minutach usnęliśmy i obudziliśmy się godzinę później  i jego współlokatorzy już byli. Obudziłam brata i założyłam buty i poinformowałam ,że zobaczymy się jutro. Poszłam do sb do pokoju ,a następnie udałam się do łazienki aby się wykąpać. Przebrałam się w leginsy do kolan i bluzkę z dłuższym tyłem i krótszym przodem na grube ramiączka czarną w czarne groszki, zmyłam make-up i związałam włosy w luźnego koka na czubku głowy. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam ,że dziewczyny siedzą na dywanie. Od razu zapytałam co robią: 
-Co robicie? A no tak, nasza tradycja ,palimy zdjęcia byłych?
-Tak, jak ja się cieszę. Dawaj zdjęcie ,które palimy możesz nawet Diany a potem podpowiadamy na pytania. -podałam zdjęcie Diany ,Bell spaliła zdjęcie swojego byłego ,Madie spaliła zdjęcie swojego ojczyma a Chanel swojego dawnego przyjaciela. Przyszła kolej na pytania ,dziś zaczynamy alfabetycznie więc zaczyna Bella i zadaje pytanie mi:
-Dlaczego tak bardzo nienawidzisz Diany?
-Wiedziałam ,że padnie to pytanie, jakieś półroku temu w święta przyszła do mnie do pokoju i zaczęła mnie kopać w brzuch, po nogach nawet raz w głowę. Braian usłyszał mój krzyk wewnętrzny bo mam wyciszone ściany w pokoju a my z bratem mamy więź. Uratował mnie i całą noc robił wszytko abym przeżyła. Rano jak ojciec przyszedł zapytać czemu jeszcze nie schodzę zobaczył siniaki , Braian powiedział co ona mi zrobiła a ojciec mi nie uwierzył. 
-To straszne ,jak to możliwe?
-Tamtego dnia powiedziałam jej ,że wolę być wiedźmą niż taką suką jak ona. Wystarczyły jej łzy i ojciec przestał wierzyć mi. Dobra teraz ja zadaję pytanie. -wytarłam łzę i zaczęłam mówić:
-No więc Charlie- popatrzyłam na przyjaciółkę- czemu tak bardzo denerwujesz się w obecności mojego brata?
-Zauważyłaś, kurczę myślałam no dobra miałam nadzieję ,że nie. No jakby to Ci powiedzieć podoba mi się. A on zauważył?
-Chyba nie, on zazwyczaj jest spokojny. Mogę dla Cb wybadać grunt. 
-Nie rób  tego. Więc Madie...Twoja magiczna specjalność?
-Wróżbiarstwo. No i troszkę zielarstwo bo to się w pewien sposób łączy. 
-Dziewczyny już dwudziesta trzecie więc pora położyć się spać o szóstej wstajemy. 
-Pewnie. -wstałyśmy ,przytuliłyśmy się i położyłyśmy do łóżek. 

Prolog (Demony są w tobie, we mnie i w każdym z nas)

Świat dzieli się na dwie części ,magiczną i ludzką. Ludzie z wyjątkowymi umiejętnościami  (magią) nazywani są dziwakami, szaleńcami. Nazywam się Veronica Miller ,przyjaciele mówią do mnie Nikita, Ronie. Mam 16 lat ,mieszkam z macochą Victorią, tatą Johnem, bratem Braianem i przyrodnią siostrą Dianą w Nowym Yorku. Należę do obu światów ,jestem czarownicą ,mój brat jest czarodziejem a mój tata należy do świata ludzi. Mój tata ma własną firmę zajmującą się współpracą z innymi krajami ,a moja macocha jest tłumaczem książek i scenariuszy do filmów. Diana chodzi do prywatnego liceum najlepszego w całym Nowym Yorku. Niezbyt za nią przepadam ,zresztą mój brat też. Magię odziedziczyliśmy od naszej mamy Beatrice ,która zmarła jak miałam 4 lata. Nie dokładnie ją pamiętam ale z opowiadań taty wynika ,że była cudowną mamą, żoną i tancerką. Była najlepszą baletnicą w  teatrze ,bardzo to kochała. Było nam bez niej ciężko ,wychowywały nas opiekunki na szczęście wyrośliśmy na ludzi. Niestety dla niektórych jesteśmy szaleńcami i odmieńcami.
Gdy ludzie dowiadują się kim jestem wyzywają mnie i na ulicy wytykają palcami ,dlatego razem z bratem uczęszczamy do szkoły z internatem dla młodych czarownic i czarodziei. Nie jesteśmy tam dziwakami ale według nich jesteśmy wyjątkowi i jedyni w swoim rodzaju. Jutro kończą się wakacje i czas wrócić do szkoły i akademika. Do zobaczenia jutro . ;)
                                                                                                                                     Nikita.

Rozdział 2 ,, Wszystko u mnie wporzątku'' (Ludzie nie potrafią uwierzyć jeśli mówisz prawdę.)

Podniosłam się z łóżka i ciężko westchnęłam. Pierwsze co musiałam zrobić to zdjąć szpilki  i wyciągnąć telefon z torebki. Gdy już prawie wybrałam numer ''cioci'' Madie ,zauważyłam na wyświetlaczu numer Daniell'a Battler'a ,odrzuciłam połączenie i zrobiłam to co zamierzałam po odblokowaniu telefonu. Wybrałam numer Madie.
-Cześć Madie , to ja Liliana.
-Liliana ,miło Cię słyszeć. Jak podróż ,udała się? Jesteś już w nowym mieszkaniu?
-Wszystko u mnie w porządku ,ciociu- zaakcentowałam ostatnie słowo- Wylądowałam w nocy ,oczywiście znasz mnie nie mogłam spać więc poszłam biegać. A mieszkanie należy już całkowicie do mnie ,od jakichś trzydziestu minut.
-To świetnie ,słoneczko. Czekałam na twój telefon ,a jak Ci się podoba miasto?
-Nowy York jest przepiękny , musisz do mnie koniecznie przyjechać.
-Na pewno przyjadę ,skarbię ale  najpierw musisz się urządzić. Muszę kończyć ,skarbie. Pamiętaj ,że możesz zadzwonić kiedy tylko chcesz i pamiętaj o tym ,że Cię kocham i tęsknię.
-Ja też tęsknię Madie , Kocham Cię. Odezwę się za niedługo. -powiedziałam po czym się rozłączyłam. Odczytałam SMS'A od panna Battlera:
,Przez przypadek zostawiłem ważną teczkę będę po nią za piętnaście minut''
Jasne ,twoje niedoczekanie Battler ,poszłam po teczkę. Założyłam szpilki i chwyciłam klucze ,zamknęłam mieszkanie a teczkę zaniosłam portierowi. Poprosiłam o to aby przekazał ją Battle'rowi i udałam się do mieszkania. Jakieś pięć minut później stwierdziłam ,iż muszę wybrać się na zakupy ,chwyciłam więc spakowaną torebkę i klucze i wyszłam z mieszkania. Zamknęłam mieszkanie i włożyłam klucze do torebki ,a następnie zjechałam windą na dół. Portier poinformował mnie ,że pan Battler nie był zadowolony z faktu ,iż to on przekazał mu teczkę i kazał przekazać ,że czeka na mnie przed budynkiem. Nie przejęłam się  nim i minęłam go energicznie ,udałam się do najbliższego sklepu spożywczego po zakupy. Kupiłam podstawowe produkty ,typu :ryż ,makarony ,jajka ,mleko ,herbatę ,kawę ,mąkę ,cukier itp. Poza podstawowymi produktami wybrałam dwie butelki białego wina i dwie butelki czerwonego wina i składniki potrzebne mi na obiad. Z racji faktu ,iż gotuje tylko dla siebie postawiłam na pierś z kurczaka w przyprawach smażoną na patelnie grillowej ,kaszę kuskus  i na sałatkę (sałata lodowa ,pomidorki koktajlowe, ogórek ,papryka i sos ziołowy). Zobaczyłam piękną dynię ,pomyślałam więc o kremie z dyni z pomidorami i grzaneczkami. Udałam się do kasy ,kolejka była dość mała ,więc nie musiałam zbyt długo czekać zapakowałam zakupy do toreb a następnie do wózka i zapłaciłam kartą. Przed sklepem spotkała mnie nie miła niespodzianka ,a  mianowicie ''arcy wspaniały'' pan Battler we własnej osobie:
-Może pani pomóc? Myślę ,że czterech toreb nie uniesiesz przez cztery przecznice.
-Dam sobie radę ,nie jestem małą dziewczynką a zawsze mogę wezwać taksówkę panie Battler.
-Och nie wątpię ,panno Carter. Dało się zauważyć ,że nie ma pani pięciu lat ,pragnę jednak stwierdzić ,iż na taksówkę pani trochę poczeka ,a ja jestem gotowy pomóc.
-Niech panu będzie ,panie Battler. Dobrze zgadzam się przyjąć pańską pomoc -rzuciłam od niechcenia.
-Nic za darmo ,panno Carter. Liczę na rekompensatę z pani strony ,rozumiem ,że rozumie się to samo przez się.
-Czego pan ode mnie oczekuje ,podziękowań?
-Dosyć uprzejmości ,wystarczy mi obiad i kawa. To co możemy się już zbierać?
-Im szybciej tym lepiej -powiedziałam i oboje zabraliśmy torby z zakupami ,zapakowaliśmy je z tyłu jego samochodu. Jechaliśmy w ciszy miałam wrażenie ,że mijają wieki ,gdy w końcu dojechaliśmy pod budynek zaparkował auto i wzięliśmy torby. Przeszliśmy obok portiera ,kiwnęłam mu głową i poszliśmy do windy. Był tak uparty ,że musiałam wpuścić go do mieszkania. Zostawiliśmy zakupy w kuchni ,a następnie poszłam do sypialni i zdjęłam tam szpilki i zostawiłam torebkę. Wróciłam do kuchni a mój gość rozpakował wszystkie zakupy.
-Widzę ,że jednak się do czegoś nadajesz -rzuciłam kąśliwą uwagę ,a on uśmiechną się sztucznie
-Jednak ,miło do słyszeć. To co gotujemy bo umieram z głodu?
-Ymmmm , jak to gotujemy? Jak jesteś głodny to idź na obiad bo mi przygotowanie wszystkiego trochę zajmie.
-To może to odłożymy do lodówki a pojedziemy na obiad do restauracji? Jesteś mi to winna.
-Nie mam zbyt wielkiej ochoty iść z panem na obiad ,ale jeśli uważa pan ,że jestem coś panu winna to zgadzam się.
-Miło ,że się pani zgadza. Proszę założyć buty i zabrać torebkę i możemy wychodzić.

Rozdział 1 ,,Witamy w Nowym Jorku ,Liliano''. (Ludzie nie potrafią uwierzyć jeśli mówisz prawdę.)

Do Nowego Jorku przyleciałam w nocy ,nie chciałam spotkać się w sprawie mieszkania w nocy ,więc pojechałam do hotelu. Z właścicielem mojego nowego mieszkania umówiłam się o godzinie dziesiątej ,zaplanuje wszystko. Zdecydowałam ,że muszę kupić auto ,skoro mam nowe życie mogę wybrać co tylko chcę. Po namyśle wybrałam coś nieoczywistego czyli  Lamborghini Aventador LP 700-4 (czarne). Obejrzałam zdjęcia mieszkania ,jest fajnie urządzone nie muszę nic zmieniać. Było późno lecz nie miałam  co robić ,postanowiłam pobiegać związałam włosy w tak zwany koński ogon , założyłam długie czarne spodnie dresowe ,czarną bluzę adidasa z kapturek i buty new balance 574 czarno-białe. Po przebraniu chwyciłam iPod Shuffle Srebrny oraz kartę do pokoju. Gdy wychodziłam kobieta na recepcji zapytała się mnie czy chcę zostawić kartę w recepcji ,odpowiedziałam ,iż tak ,życzyłam miłej pracy i poszłam biegać. 
Biegnąc mijałam wiele ludzi wracających z imprez ,pominę fakt ,że są pijani . Niestety nie znam Nowego Jorku ,więc biegłam prosto przed siebie.  Po półtorej godzinie biegania wróciłam do biegania ,poszłam do recepcji po kartę ,a następnie do pokoju. Poszłam pod prysznic ,a następnie przebrałam się w za dużą koszulkę i krótkie spodenki. Miałam jeszcze trochę czasu i postanowiłam kupić drugi laptop od ''spraw osobistych''. Zamówiłam Notebook APPLE MacBook 12 Retina Złoty MK4N2ZE/A. O siódmej rano zamówiłam śniadanie : omlet ze szpinakiem i grzanki z masłem czosnkowym oraz sok pomarańczowy. Śniadanie przynieśli mi w ciągu dwudziestu minut. Zjadłam w miarę szybko i poszłam do łazienki umyć ręce ,buzie i zęby ,a następnie podeszłam do walizki i wyjęłam z niej ubrania do założenia. Zdecydowałam się na czarną sukienkę z wycięciem na plecach i czarne szpilki na platformie. Jako dodatki wybrałam dużą kopertówkę , dwie bransoletki lilou: czarną i czarno-szarą , dwa pierścionki na palce serdeczne: na prawą rękę i na lewą oraz wiszące kolczyki z łapaczem znów. Poszłam do łazienki i zrobiłam delikatny makijaż i delikatnie pokręciłam włosy. Spakowałam swoje rzeczy do torebki ,poprawiłam rzeczy w walizce i upewniłam się ,że zabrałam wszystkie rzeczy po czym opuściłam pokój. Zjechałam na dół windą do recepcji ,oddałam kartę do pokoju i zapłaciłam za niego. Wyszłam na dwór przed hotel i udałam się do najbliższego starbucks ,dwie przecznice dalej. Dotarłam na miejsce i zamówiłam Caffè Americano na wynos ,usiadłam do stolika i wypiłam ją. W międzyczasie nieproszony przysiadł się do mnie jakiś facet , miał może 26 lat , miał ciemne włosy (czarne ) ,niebieskie oczy i był wysoki. 
-Hej mogę się przysiąść?- zapytał jak podszedł do stolika
-Wolałabym nie -odpowiedziałam oschłym tonem ,on i tak usiadł na przeciwko mnie. 
-Już za późno , nazywam się Daniel ...-chciał dokończyć a ja mu przerwałam. 
-Nieważne jak pan się nazywa ,nie mam czasu na nieistotne rozmowy -dopiłam kawę i wstałam od stolika ,uprzednio zabierając wszystkie rzeczy- mam nadzieję ,że spotka pan kobietę chętną do rozmowy. Do niezobaczenia ,proszę pana.- Dodałam i wyszłam z kawiarni
Do spotkania z właścicielem mieszkania została mi niecała godzina ,postanowiłam złapać taksówkę. Jak każdy wie w Nowym  Yorku o tej porze bardzo trudno złapać taksówkę udało mi się w pięć minut. Taksówkarz włożył moją walizkę do bagażnika ,po czym zapytał mnie o adres i zawiózł mnie na miejsce. Gdy byliśmy na miejscu zapłaciłam za kurs ,zabrałam walizkę i kopertówkę ,następnie rozejrzałam się po okolicy. Tak jak myślałam było pięknie i czysto ,teraz tylko myślałam o tym  aby właściciel się nie spóźnił. Z właścicielem umówiłam się w parku niedaleko mieszkania. Udałam się więc do parku ,usiadłam na ławce naprzeciwko fontanny. Wyjęłam z torebki telefon i zobaczyłam na wyświetlaczu Daniell Battler ,odebrałam:
-Tak słucham?
-Witam ,z tej strony Daniell Battler ,byliśmy umówieni w sprawie mieszkania. 
-Tak oczywiście , tak jak się umawialiśmy mam czekać w parku?
-Tak ,ja już parkuje ,a pani jest już na miejscu?
-Czekam na pana na przeciwko fontanny.
-A jak panią rozpoznam?
-Blondynka , czarna sukienka i czarna walizka  w kolorowe kropki. Myślę ,że nie będzie problemu ,do zobaczenia panie Battler. 
-Do zobaczenia panno Carter. -powiedział a ja się rozłączyłam. Czekałam około trzech minut a to co zobaczyłam potem , przerosło moje oczekiwania , choć wolałabym nazwać to inaczej wkurzyło mnie. W moją stronę szedł mężczyzna od kawy. 
-Panna Carter? -zapytał niepewnie ,uśmiechając się chytrze. 
-Pan Battler?- zapytałam ździwiona
-Tak ,miło panią widzieć lecz przykro mi ,że pani życzenie się nie spełniło. 
-Na szczęście dzisiaj wszystko załatwimy ,a potem nie przewiduje spotkań z panem.
-Skąd taka wrogość? Zawsze jest pani taka sympatyczna ,czy tylko dla mnie?
-Raczej zawsze ,pan nie jest tak wyjątkowy abym dla pana była bardziej niesympatyczna. Możemy już jechać obejrzeć mieszkanie ,czy ma pan zamiar gawędzić ze mną w parku?
-Z panią nawet cały dzień ,widzę ,że się pani śpieszy więc możemy jechać do mieszkania a potem do notariusza. 
-Świetny pomysł , panie Battler. Szkoda ,że tak późno.- wymieniliśmy się docinkami i poszliśmy do jego samochodu. Walizkę włożył do bagażnika ,a ja wsiadłam na fotel pasażera. Od parku było blisko do mieszkania ,więc byliśmy szybko pod budynkiem. Pokazał mi mieszkanie ,pasowało mi było przestronne , nie chcąc go spotkać jutro wybraliśmy się do notariusza. Podpisałam umowę i przejęłam od niego klucze i akt własności. Odwiózł mnie pod budynek i nadszedł upragniony czas pożegnania się:
-Miło się z panem robi interesy ,panie Battler. 
-Z panią także ,panno Carter. Na pani szczęście moja ciotka ma mieszkanie piętro niżej ,a musi pani wiedzieć ,że często u niej bywam. 
-Pan nazywa to szczęściem ,a ja wolałabym nazwać to nieszczęściem bądź okolicznością niesprzyjającą mojemu spokojowi. Do niezobaczenia ,panie Battler. -Uśmiechnęłam się i udałam się do budynku. Przywitałam się i przedstawiłam się portierowi  ,po czym udałam się na górę. Rozpakowałam moje ubrania z walizki do garderoby. Mając dość wrażeń jak na cały dzień położyłam się na nowym i ogromnym łóżku ,pod nosem powiedziałam sobie Witaj w Nowym Jorku ,Liliano.

Prolog (Ludzie nie potrafią uwierzyć jeśli mówisz prawdę)

W głowie powtarzałam sobie WIEJ ILE SIŁ W NOGACH ,to zdecydowanie działało. Nie mogłam sobie wyobrazić co teraz zrobię ,wiedziałam tylko ,że muszę uciekać. Wbiegłam do najbliższego sklepu od razu chwyciłam nożyczki fryzjerskie, blond farbę do włosów i brązową henne do brwi. Zapłaciłam szybko kasjerce i spakowałam rzeczy do plecaka zabranego z domu. Biegłam do najbliższego motelu ,ach ten Londyn dużo domów a do najbliższego motelu tyle przecznic. Gdy zobaczyłam wreszcie cel zwolniłam bieg i weszłam do budynku. Nie będę się zagłębiać w wygląd motelu ,zresztą to w tym momencie nie istotne przyszłam tu aby zrobić metamorfozę ,podrobić dokumenty i uciec. Wynajęłam pokój z łazienką i podwójnym łóżkiem. Oj ,przede mną długa noc. Zamknęłam drzwi od środka na klucz i na zamek ,odłożyłam plecak na łóżko i wyjęłam potrzebne rzeczy. W myślach obmyśliłam plan Tak Vici masz cały dzień ,najpierw zmień wygląd ,potem zajmij się dokumentami a potem do sklepu. Udałam się do łazienki i ścięłam moje długie kasztanowe włosy sięgające za pupę ,aż do ramion. Świetnie Vici ,dobrze sobie radzisz ,teraz pora na następny krok: farbowanie. Przeczytałam instrukcję i pofarbowałam je. Ach tak jestem blondynką super ,zostały mi tylko brwi postawiłam na trochę jaśniejszy odcień od moich ,wyszło tak jak chciałam są lekko brązowe ale bardziej ciemny blond. 
I teraz najważniejsze dokumenty ,muszę wyrobić sobie nowy paszport ,dowód osobisty, prawo jazdy ,obywatelstwo. Włamałam się na wszystkie potrzebne strony i po około godzinie miałam wszystkie dokumenty. Przelałam pieniądze z konta na nowe ,zarezerwowałam lot do Nowego Yorku. Od dziś nie ma Victorii Taylor ,od dziś nazywam się Liliana Veronica Carter. Była druga w nocy oglądałam oferty mieszkań ,nie wiem na co się zdecydować ,w Nowym Yorku spędzę sporo czasu. Zdecydowałam się na apartament dwupokojowy ,ze ślicznym przeszklonym salonem i otwartą kuchnią. Przelałam właścicielowi pieniądze za zakup mieszkania. Wymieniłam się wiadomościami z właścicielem mieszkania i poinformowałam ,o której wylatuje z Londynu.  Położyłam się chociaż na chwilę spać , obudziłam się o godzinie siódmej. Wzięłam szybki prysznic , ubrałam się w jasne jeansy, czarną bokserkę i czarną rozpinaną bluzę. Na nogi założyłam czarne trampki przed kostkę i chwyciłam czarną torebkę. Włosy uprzednio związałam w kitkę ,delikatnie pomalowałam rzęsy a usta pomalowałam bezbarwną pomadką. Zamknęłam pokój na klucz ,a potem ruszyłam do miasta. Najpierw wybrałam się po soczewki ,kupiłam jedną jasną niebieską a drugą jasno zieloną. Od razu je założyłam i ruszyłam po nowe ubrania. Następnie kupiłam także nową największą walizkę czarną w kolorowe kropki. Włożyłam wszystkie ubrania do walizki a ja musiałam iść jeszcze po kosmetyki i biżuterie. Wybrałam wszystko i udałam się do motelu. 
Spakowałam wszystkie swoje rzeczy , wzięłam prysznic następnie przebrałam się w wcześniej naszykowany zestaw, delikatnie się umalowałam i wyczesałam włosy. Do odlotu samolotu miałam jeszcze trzy godziny ,chwyciła walizkę rozejrzałam się po pokoju czy niczego nie zapomniałam. Zamknęłam pokój i poszłam do recepcji ,wyjęłam portfel aby zapłacić za pokój. Niestety recepcjonista był zbyt gadatliwy:
-Jak pięknie pani wygląda , dokąd się pani wybiera?
-Dziękuje bardzo ,chętnie bym z panem porozmawiała ale śpieszę się na samolot a mam do załatwienia jeszcze kilka rzeczy. Jak będę w Londynie napewno przyjadę tutaj ,cenię ciszę i spokój. -uśmiechnęłam się- Dziękuje za miły pobyt ,miłego dnia. -powiedziałam i wyszłam z budynku. Wsiadłam w zamówioną wcześniej taksówkę i pojechałam kupić nową kartę i telefon. Wybrałam iPhone 6 w kolorze srebrnym ,kupiłam także nową kartę i kilka etui/kejs'ów.  Odebrałam moje nowe dokumenty od mojego znajomego , podwiózł mnie na lotnisko a na pożegnanie rzucił :
-Abyśmy się już nigdy nie zobaczyli ,trzymaj się Liliano. -podbiegłam do niego i przytuliłam go ostatni raz ,przynajmniej mam taką nadzieję.