sobota, 17 października 2015

5. Piątek, piąteczek ,piątunio. (Demony są w tobie we mnie i w każdym z nas)

Isabella (Bella) wstała jako pierwsza i tradycyjnie pierwsza osoba  budzi pozostałe. Około godziny siódmej wszystkie byłyśmy gotowe a po nas przyszli chłopcy. Szliśmy powoli na wielką salę ,a jak doszliśmy zajęliśmy nasze miejsca. Chwilę rozmawialiśmy a po chwili pojawiło się jedzenie ,a przede mną pojawił się kubek z kawą. Pewną ciekawostką może jest ,że bez kawy przed snem ani z rana nie zasnę. Wiem to dziwne , kawa przed snem , dla mnie też to było początkowo dziwne kawa powinna pobudzać. U mnie z wieczora mnie rozluźnia i łatwiej mi zasnąć ,a z rana dodaje energii. Dobra nieważne , zjedliśmy śniadanie i szliśmy w stronę klas. Na rozgałęzieniu korytarza rozstaliśmy się z chłopakami , pożegnaliśmy się buziakiem i poszliśmy w przeciwne kierunki . Lekcje jak zwykle minęły bez najmniejszych problemów ,byłam zapytana kilka razy. Po godzinie szesnastej udałam się do gabinetu p. dyrektor, zapukałam i po usłyszeniu odpowiedzi weszłam do pomieszczenia.
-Witam p. dyrektor.
-Witam Veronico ,usiądź proszę. Przemyślałam kwestię balu i doszłam do wniosku ,że lepiej będzie nie zmieniać daty a ty poprostu po zajęciach teleportujesz się do nas do szkoły na bal.
-Też o tym myślałam. To rozumiem ,że w niedzielę po południu mam pojawić się w szkole i stąd się teleportuje do szkoły w Londynie.
-Tak , o godzinie piętnastej widzimy się u mnie w gabinecie. W razie jakichkolwiek pytań  możesz dzwonić albo pisać.
-Dziękuje ,życzę miłego weekendu. Do zobaczenia w niedzielę p. dyrektor. -uśmiechnęłam się i zrobiłam lekki ukłon po czym wyszłam z gabinetu do mojego pokoju. Tam czekali na mnie znajomi , następnie teleportowałam nas do mojego pokoju. Wyszliśmy z mojego pokoju prosto do salonu ,aby przywitać się z domownikami.
-Tato! Victorio! Jesteście w domu?- zawołałam.
-Niki ,skarbie. Victoria i twój tato pojechali przygotować się do jutrzejszego otwarcia restouracji. Panienka Diana za niedługo przyjdzie. Głodni?- zapytała wszystkich.
-Troszkę tak , a co jest na obiad?
-Twoje ulubione dania. -Betty powiedziała to i przytuliła mnie- Zupa krem z brokułów z grzankami , sałata z warzywami ( sałata lodowa, pomidory, ogórek, czerwona cebula) polana sosem vinaigrette do tego pierś z kurczaka w mieszance przypraw i pęczak.
-Mmmmm , pychota. A co masz dla mnie na deser?
-Ty jak zwykle myślisz o deserze. Dobrze mam bananowiec ,zrobiłam dzisiaj rano. Za piętnaście minut będę miała dla was jedzenie. Usiądziecie w salonie i poczekacie?
-Jasne ciociu ,a która dziś jest kucharka?
-Magie. Pójdę jej pomóc to będzie szybciej. Usiądź kochanie ze znajomymi w salonie a ja przyniosę wam do jadalni. -powiedziała i pocałowała mnie w policzek. Całą grupą usiedliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Zjedliśmy obiad a potem do domu przyszła Diana ,zerknęła do jadalni. Powiedziała Betty ,że poprosi obiad. Gdy zjedliśmy razem z Michaelem udaliśmy się do kuchni i wynieśliśmy brudne naczynia a nasi przyjaciele udali się do mojego pokoju. Poszliśmy do mojego pokoju gdzie czekali już na nas.
-Niki , ty prowadź do naszej pracowni. -powidział Rayan. Podeszłam do szafki z książkami i pociągnęłam za księgę ,, Czary i zaklęcia''. Szafka otworzyła się i ujrzeliśmy korytarz ,na przeciwko znajdywała się klawiatura na kod do otworzenia drzwi do pokoju Rayana oraz klawiatura otwierająca przejście do naszej pracowni. Wpisałam kod i poczekałam aż pojawi się kapsuła ,wytłumaczyłam im jak mają dostać się na dół. Każdemu poszło sprawnie i po chwili znaleźliśmy się w pracowni.
-Wow -powiedział Luke- macie pracownie pod ziemią. Co jeszcze macie w domu?
-Jeszcze nie byłeś u mnie w garażu. Mamy tam własną salę na imprezę , zaraz Ci pokaże zresztą będziemy tam spać. Jutro połazimy po mieście ,niestety w niedzielę wyjeżdżam ale mamy czas do piętnastej.
-Ładna pracownia ,macie  dużo ksiąg zaklęć , fiolek.
-Mam na oku sklep w Londynie z księgami. Muszę znaleźć kilka tytułów ,no dobra chodźmy do sali pod garażem. Może nas teleportuje bo nie chcę mi się iść aż do garażu.- reszta się zgodziła ,a ja teleportowałam nas do garażu.
-Więc tak pierwsza część podziemni to sala rozrywki (telewizor, laptop, głośniki itp.) przy okazji bardzo wygodna kanapa. W drugiej części jest sala relaksacyjna (miejsce do czytania książek, uspokojenia się itp.) dla leniwych na stole leżą dwa czytniki E-book'ów. A w trzeciej i ostatniej sali jest część takiej jakby sypialni jak widzicie są tu cztery dwu-trzy osobowe kanapy ,tu będziemy spać. Pomyślałam ,że skoro są trzy pary i jedna osoba samotna , w każdym razie myślałam o takim układzie na tej granatowej kanapie będę spać ja i Michael , na czerwonej Bell i Luke. Braian i Charlie na czarnej a Madie na ostatniej.
-Nam pasuje -powiedziała Bell -to moja ulubiona kanapa.
-Nam też -powiedział brat i objął Lotte w pasie.
-W sumie mi też- powiedziała Madie -Jest dopiero południe co będziemy robić?
-No więc tak -zaczęłam odpowiadać na pytanie- pomyślałam ,że pójdziemy wybrać ubranie na jutrzejsze otwarcie i przy okazji się spakuje do Londynu. Chłopaki pójdą z Braianem i też sobie coś wybiorą ,a potem pójdziemy na miasto.
-Świetny plan ,to chodźmy do twojego pokoju

4. Wielkie dobieranie par. (Demony są w tobie we mnie i w każdym z nas)

Wstałyśmy o godzinie szóstej i przygotowałyśmy się na zajęcia. Rano przyszli po nas chłopcy , około godziny siódmej zaczęliśmy iść w stronę wielkiej sali. Wskoczyłam Michael'owi na plecy ,a on zaniósł mnie do sali. Weszliśmy na podest dla profesorów i zaczęliśmy opowiadać im nasz plan , zgodzili się jednogłośnie i ruszyli szukać par dla siebie. Po około dziesięciu minutach prawie wszyscy mieli pary ,zostało bodajże dziesięć osób. Postanowiłam wziąć sprawy w własne ręce i dobrałam ich w pary. Poszło nam dość szybko , więc zajęliśmy miejsce przy stole ,poczekaliśmy chwilę a na stole pojawiło się jedzenie i zastawa. Poczekaliśmy na przyjście profesorów ,aby zacząć jeść śniadanie.  Około godziny ósmej każdy udał się na lekcje ja ,Bel ,Charlie i Madie miałyśmy pierwsze Zielarstwo , Braian ochronę przed czarną magią a Michael i Luke Numerologię.  Dzień mijał jak co dzień około szesnastej skończyliśmy zajęcia i spotkaliśmy się w naszym pokoju aby obgadać kwestię otwarcia restouracji  i zaproszenia od Victorii. Wszyscy się zgodzili , po czym zadzwoniłam do Victorii i potwierdziłam liczebność naszego stolika. Mieliśmy dziesięć minut do obiado-kolacji. Poszliśmy wszyscy na wielką salę i usiedliśmy do stołów. Po około pięciu minutach rozmowy na stole pojawiła się zastawa i posiłek. Zjedliśmy dość szybko a następnie udaliśmy się na boisko szkolne (za zgodą p. profesor). Okazało się ,że za nami poszła całkiem spora grupa uczniów ,zabrakło nam mioteł nawet jeśli jedna przypadała na dwie osoby. Przywołałam więc swoją z szafy , uwielbiam latać na miotle. Czuję wtedy wolność , za to nienawidzę tego wołania w głowie , jakby wyrywało mi mózg. Powiedziałam Michaelowi ,że wzywa mnie p. dyrektor i zaraz wracam. Zleciałam z miotły w dól boiska i teleportowałam się do gabinetu.
-Przeczuwam coś złego. Ma pani dla mnie zadanie.
-Siadaj Niki, tak mam dla Ciebie zadanie i propozycje. Co powiesz na dwa tygodnie w Londynie w porywach do miesiąca.
-Byłoby miło. A poco miałabym się udać do Londynu?
-W Londynie jest siedemnastoletni telepata  ,który wie ,że jest z nim coś nie tak. Wie ,że nie jest jak reszta śmiertelników lecz niestety nie wie o swoich magicznych zdolnościach. Jego rodzice zmarli jak był mały i wychowywali go śmiertelnicy. Ty przeniosłabyś się do Londynu do szkoły na góra miesiąc i miałabyś go przekonać aby przyjechał do nas do szkoły.
-A co jeśli w miesiąc nie zdążę?
-Nie musisz go nauczyć wszystkiego ,masz mu pokazać jego zdolności i przekonać go do przyjazdu.
-Czyli mam mu tylko pokazać na czym polega jego moc i przekonać go do przyjazdu ale jak?
-Powiedz o tym jak cudownie jest w naszej szkole i o pomocy przy jego mocach. Zresztą sama będziesz wiedziała co masz mówić. Tylko wiem ,że ty masz cięty język a tamtejsza pani dyrektor jest kiepska do zniesienia.
-A zasady szkoły takie same jak u nas?
-Są mundurki, śniadanie podobnie tylko ,że lekcje są od godziny dziewiątej przez co lekcje kończą się o szesnastej, siedemnastej. Dostaniesz tylko dla siebie ogromny pokój z łazienką.
-Brzmi kusząco a kiedy miałabym tam wyjechać?
-W niedzielę po południu teleportujesz się , w poniedziałek masz dzień wolny i nie musisz iść tam na zajęcia. Gabriellem zajmiesz się po zajęciach w szkole i w weekendy. Powodzenie i czas trwanie zależy od Ciebie.
-Dobrze zgadzam się , a dostanę jakieś informacje o tym chłopaku.
-Tak ,oczywiście. Bardzo proszę -powiedziała i podała mi dość obszerną teczkę. -Jutro po zajęciach zgłoś się do mnie albo wyślę podczas zajęć po Ciebie. W środku teczki masz też wskazówki jak mu pomóc przy telepatii.
-Dziękuje , przyjdę jutro. A jeszcze jedno- powiedziałam zamykając ponownie drzwi- tylko ja jadę?
-Tak , uważam ,że najlepiej sobie poradzisz. Jesteś bardzo zdolna i przede wszystkim piękna. Masz cudowną duszę i na pewno Ci się uda go przekonać. A o bal się nie martw ,jeszcze pomyślę czy przełożę czy  poprostu teleportujesz się do szkoły na niego. Jutro jeszcze porozmawiamy , do zobaczenia Veronico.
-Do zobaczenia p. dyrektor.
Po wyjściu z gabinetu udałam się do naszego pokoju ,gdzie siedzieli moi przyjaciele. Opowiedziałam im o wszystkim i odpowiedziałam na pytania. Pogadaliśmy trochę i każdy udał się do swoich pokoi , razem z dziewczynami zdecydowałyśmy się poćwiczyć jogę. Około godziny dwudziestej drugiej poszłyśmy się umyć i przebrać po czym nastawiłyśmy budzik na godzinę szóstą rano i położyłyśmy się spać.

3. Luke i Bell. Michael i Niki. Charlie i Braian. (Demony są w tobie we mnie i w każdym z nas)

Obudziłyśmy się o godzinie 6. Wzięłam prysznic, uczesałam i wyprostowałam włosy ,następnie zrobiłam lekki makijaż. Nie miałam zbyt wielkiego wyboru w wyborze ubrania ,na nogi założyłam czarne, nieprześwitujące rajstopy , czarną spódnicę od mundurka ,białą koszulę ,czarny krawat i długą pelerynę od mundurka z logiem szkoły. Zastanawiałam się jakie założyć buty wybrałam więc zwykłe , klasyczne długie converse. Dziewczyny też już były gotowe , Bell już czekała radośnie przy drzwiach.
-Niki ,chodź już musimy iść.- niecierpliwie mówiła przyjaciółka.
-Już idę wariatko. - szłyśmy pod pokój Luka i Michaela. Bell tak pędziła ,że myślałam o przyśpieszonym rytmie serca. Gdy już byłyśmy Bell od razu zapukała ,a ja opierałam się o drzwi bo serce mi prawie wysiadło. Nagle otworzyły się drzwi ,a ja straciłam równowagę i gdyby nie brunet upadłabym na podłogę.
-Co ci się stało? Wyglądasz jakbyś miała zaraz paść.
-Ta wariatka -powiedziałam zdyszana- tak pędziła ,że myślałam tylko o wysiadającym sercu.
-Chcesz chwilę usiąść albo napić się wody?
-Nie ,możemy iść do wielkiej sali tylko nie będziemy pędzić.
-Okey- zaśmiał się  brunet- zresztą Luke od wczoraj wariował i tylko gadał o Annabell. Rano jak wstał tylko patrzył jak będzie wyglądać lepiej.
-Zabawne , ona miała tak samo- zaśmiałam się- widać ,że od razu wpadli sobie w oko. Przy śniadaniu przedstawię Ci Charlie, Madie i Braiana.
-Będzie mi miło ,prawie nikogo tu nie znam. Wiesz co ,gdyby nie ty nie dałbym rady.
-Nie ma za co. Naprawdę jest tu wiele życzliwych osób. -powiedziałam gdy już wchodziliśmy do stołówki. Zobaczyłam ,że przy stole siedzą Charlie i Madie ,a obok nich Braian. Brat gdy mnie zobaczył od razu wstał od stołu i podszedł do mnie , przytulił mnie i podniósł do góry. Gdy odstawił mnie na ziemie ,powiedziałam:
-Hej braciszku. Przedstawiam  Ci Luka i Michaela ,bracia z pierwszego roku.
-Miło mi poznać. Widzę , że moja kochana siostra objęła Cię swoim opiekuńczym ramieniem- zaśmiał  się mój brat. - Żartuje rzecz jasna, Niki lubi pomagać.
- Chodźcie ,usiądziemy. Niki ,dziś dostaniesz swoją ulubioną sałatkę  z grzankami.
-Mmmm ,rozpieszczają mnie. Siadajmy , jeszcze coś. Charlie ,Madie to Michael i Luke , poznajcie się.- zapoznali się i usiedliśmy do śniadania. Zjedliśmy śniadanie  ,następnie udaliśmy się na lekcje. Moją pierwszą lekcją były eliksiry , Braian miał Obronę przed czarną magią a Luke i Michael mieli Zielarstwo.  Lekcje mijały szybko bo uwielbiam tą szkołę i  te zajęcia. Po czterech lekcjach nastąpił obiad w związku z czym godzinna przerwa a po niej ostatnia lekcja w moim przypadku latanie. W sumie dla mnie lepiej bo i tak mam pomóc pani profesor przy uczniach pierwszej klasy. Postanowiliśmy rozegrać mecz Quidditch'a , podzieliliśmy się na dwie drużyny. Byłam w drużynie z przyjaciółkami i z kilkoma chłopakami ,oczywiście wygraliśmy. Postanowiłyśmy jeszcze polatać , zobaczyłyśmy z Bell chłopaków. Podleciałyśmy do nich i zgarnęłyśmy ich na miotły i poleciałyśmy w górę.
-Hej , trzymaj się. -powiedziałam do Michaela- uważaj nie spadnij.
-Kurdę , dziewczyno. Nie strasz mnie tak- uśmiechnął się- wiesz , że wszyscy patrzą.
-Zazdroszczą bo oni nie mają takiej okazji. Dobra zaczyna się lekcja , uważaj i trzymaj się lecimy w dół.- polecieliśmy w dół , Bell z Luckiem też. Odstawiłam miotłę do pozostałych , pożegnałam się z Bell i podeszłam do pani profesor i uśmiechnęłam się.
-Witam- powiedziała profesor Smith- dzisiaj razem z najlepszą uczennicą drugiego roku pomożemy odkryć wam dar lewitacji. Będziemy was wywoływać po kolei , a najpierw Nikita zaprezentuje wam w jaki sposób będziemy to wykonywać. Nikta choć zaprezentujemy , potrzebuje do tego jednej osoby najlepiej chłopaka musi pomóc podnosić osoby. -Michael się zgłosił - Dobrze , będziecie robić to z podskoku z asekuracją. Choć tu Michael , oczywiście Nikita jest lekka i to umie ale zaprezentuje wam jak musicie to zrobić. Ale pamiętajcie nie każdemu musi wyjść. Dobra zaczynamy , widzicie stoimy z złączonymi rękami aby nie stała wam się krzywda. Nikita musi najpierw pomyśleć o lewitacji i o tym , że pragnie wznieść się w powietrze i jak już jest gotowa podskakuje do tyłu na nasze ręce i jeśli się wam uda po podskoku wzniesiecie się w powietrze. -zaprezentowałam to- i tak to właśnie wygląda. Oczywiście jak już nabierzecie wprawy będziecie mogły siedzieć i lewitować , nie koniecznie z podskoku. Zapraszam teraz pierwszą osobę z listy.
Z całej grupy udało się pięciu osobom , muszę przyznać całkiem niezły wynik. Po zajęciach wzięliśmy miotły i zawiadomiliśmy Braiana i dziewczyny , Luke i Michael dobrze sobie radzili . Siedzieliśmy sobie w na miotłach i czekaliśmy na resztę , gdy przyszli Bell wskoczyła na miotłę do Luka , Charli wzięła jedną z Braianem , Madie zabrała miotłę Michaela jak poszedł odłożyć szatę od mundurka więc poleciał ze mną.
-Mogę Cię o coś zapytać?- zapytał Michael.
-Jasne , wal śmiało. -powiedziałam
-Czemu taka piękna i oblegana dziewczyna zadaje się akurat ze mną?
-Nie rozumiem twojego pytania. Jesteś miły, zabawny i nie wstydzisz się przyjąć pomocy. A ja chcę wam pomóc.
-Słuchaj nie musisz się nade mną  litować , jestem dużym chłopcem dam sobie radę. Jesteś miła ale wiem , że nigdy nie będę dla Ciebie wystarczająco dobry.
-Lecimy na trybuny i pogadamy , wytłumaczę Ci coś. -polecieliśmy na trybuny i usiedliśmy na krzesełku.- Słuchaj wszyscy myślą , że jestem płytka i mój chłopak musi być bogaty,  mieć pozycję wśród ludzi i być starszy. To nie jest prawda , od razu gdy Cię zobaczyłam wiedziałam , że możemy się zaprzyjaźnić.
-Jak to możliwe , nie pasuję do Ciebie i .....- przerwałam mu. Dotarło do mnie , że mi się podoba.
-Nic nie mów - pocałowałam go- Sorry , muszę lecieć pogadamy później. -teleportowałam się do pokoju.
Siedziałam  sama w pokoju jakieś piętnaście minut i przyszły dziewczyny.
-Oj Niki -podeszły do mnie i mnie przytuliły- chłopak siedział i był w takim szoku , że nawet się nie ruszył.
-Bell , co ja zrobiłam. Myślałam , że zapadnę się pod ziemie , chyba go trochę zaskoczyłam.
-Trochę , Niki chłopak był w takim szoku , że Braian i Luck musieli go zaprowadzić do pokoju. Braian zaraz tu będzie  powiedział ,że przyjdzie  tobą pogadać.
-Jak zwykle kochany braciszek. Dobra idę się położyć , niech mnie obudzi czy coś.
Spałam piętnaście minut bo potem obudził mnie Braian. Zapytałam się gdzie są dziewczyny to powiedział , że gdzieś wyszły.
-Siostrzyczko co jesteś taka smutna? Nie przejmuj się , potem wszystko sobie wyjaśnicie z Michaelem..
-Braian , daj już z tym spokój. Nie mam ochoty o nim gadać , zaprosiłeś już Charlie na jesienny bal?
-Skąd ten pomysł? Czemu miałbym ją zaprosić?
-Masz mnie za głupią? Widać , że ją lubisz a ona Ciebie. Przestań mnie wreszcie chronić i się o  mnie martwić , nie mam już pięciu lat i rozumiem czemu to robisz. Podążaj za swoimi marzeniami i nie przejmuj się mną.
-Niki Kocham Cię i martwię się o Ciebie. Naprawdę nie masz nic przeciwko abym ją zaprosił? Myślisz , że się zgodzi?
-Oczywiście , zgodzi się napewno.  A ja załatwię jej najpiękniejszą sukienkę jaką kiedykolwiek świat widział. - brat popatrzył na mnie wzrokiem mówiącym ''nie upodabniaj jej do siebie''- Obiecuje nie będzie czarna.
-Pod jednym warunkiem , pogadasz z Michaelem i go zaprosisz na bal.
-Zwariowałeś?! Nie zrobię tego , nie zaproszę go on powinien to zrobić.
-Nie czekaj tylko bierz sprawy w swoje ręce. Tym bardziej , że pierwszy rok rzadko chodzi na jesienny bal bo są nowi. Mam plan jak sprawić aby każdy poszedł na bal w parze.
-Jaki plan? Nie da się tego zrobić.
-Wątpisz? Dobra już Ci mówię. Dzisiaj wyślemy wiadomości do wszystkich uczniów , że mają się stawić o siódmej na stołówce bo mamy ważne ogłoszenie na temat jesiennego balu. Powiemy wszystkim , żeby zaprosili osobę ,z którą chcą iść albo dobrali się w pary przyjaciół , znajomych aby było im raźniej. Ja zaproszę Charlie , ty Michaela , Bell Luka albo odwrotnie a ja namówię mojego kumpla aby umówił się z Madie chociaż myślę , że nie muszę go namawiać.
-Zaproś Charlie dziś , ja idę do Michaela go zaprosić i pogadać z Lukem.
-Ok , zadzwonię do dziewczyn , że mogą już wracać a ty leć.
-Kocham Cię i dziękuje- powiedziałam i wyszłam z pokoju. Biegłam korytarzem do pokoju chłopaków. Gdy już byłam przy drzwiach zapukałam bez zastanowienia. Drzwi otworzył mi Luke:
-Muszę z wami pogadać.
-Okey wejdź.
-Zacznijmy od tego , że masz zaprosić Annabell na jesienny bal , na sto procent się zgodzi. I uprzedzam twoje pytanie Jesienny bal jest dla uczniów oznaką rozpoczęcia pierwszego semestru , pani dyrektor ogłosi go dopiero w piątek.
-Bell jest u siebie?- zapytał Luke
-Tak, pewnie jest tam sporo osób więc poproś ją na korytarz. Pewnie wynajmiemy Was do wysyłania wiadomości , więc zostań tam a my przyjdziemy jak pogadamy. -Luke pomachał i wyszedł.
-Przepraszam Cię za dzisiejszy dzień. Nie powinnam była ale nie mogłam się powstrzymać bo chyba ... się zauroczyłam albo zakochałam.
-We mnie? Jesteś taka piękna możesz mieć każdego a wybrałaś akurat mnie.
-Jesteś miły , fajny , przystojny i od razu zwróciłam na Ciebie uwagę. Pójdziesz ze mną na jesienny bal?
-Naprawdę? Oczywiście , że tak. -usiadł obok mnie i mnie pocałował.
-To co idziemy wysyłać wiadomości?
-Jasne , chodź idziemy. - wstaliśmy , ujął moją dłoń i  poszliśmy do mojego pokoju. Gdy weszliśmy do pokoju zobaczyłam tam  osiem  osób.
-Jak dużo ludzi, czekaliście na nas.
-Chodźcie ,usiądźcie gdzieś , twoje łóżko jest wolne i ustalamy kto do kogo wysyła. -powiedział Braian. Poszliśmy usiąść na moim łóżku.
- Więc tak  Zoe (dziewczyna z pierwszego roku ,z którą wczoraj gadałyśmy) wyśle wiadomości do dziewczyn z pierwszego roku, Luke i Michael do chłopaków. Ja , Charlie, Madie i Bell wyślemy do ludzi z drugiego roku jest nas trzydzieści osiem więc ja wyśle do pierwszych dziesięciu osób z listy, Charlie od jedenastego do dwudziestego  numeru , Madie od dwudziestego pierwszego do dwudziestego dziewiątego a Bell do pozostałych czyli od trzydziestego do trzydziestego ósmego. Roxy wyśle do dziewczyn z trzeciego roku a Braian do chłopaków. Rayan do chłopaków z czwartego roku a Alex do dziewczyn.
-Przez fb, sms'a czy organizer szkolny? -Zapytał Rayan
-Organizer bo od razu dostaną wiadomość a przez FB nie każdy odczyta. Wiecie co napisać?
-Mniej więcej- powiedziała Bell- ja bym napisała coś takiego. ,, W związku z Jesiennym balem , który zostanie ogłoszony w piątek zapraszamy na bardzo ważne spotkanie dotyczące organizacji par. Proszę wszystkich o stawienie się o siódmej rano na stołówce.'' No i podpis najlepiej Nikity bo każdy ją zna.
-Was też. No ok to piszemy to. - każdemu zajęło to około czterdziestu minut. Na mój organizer przyszło mnóstwo wiadomości z odpowiedzią ''będziemy''.
-Skoro już skończyliśmy -powiedziała Roxy- może pójdziemy polatać na boisko qudditch'a. Jedna miotła na dwie osoby. To dzwonimy jeszcze po Zacka dla Madie i mamy duet. -poszliśmy na boisko a tam był już Zack współlokator Braiana.
-Bierzemy miotły na dwie osoby i w górę- Powiedziała Alex , poszliśmy po miotły usiadłam z Michaelem na miotle i polecieliśmy w górę. Wszyscy się śmiali i cieszyli.
-Bell - krzyknęłam - dajesz beczkę.- dziewczyna zaśmiała się.
-Nie mogę, przecież jest Luke. Może spaść.
-Podlecę do was Luke przesiądzie się do Michaela a ja do Ciebie.
-Okey dawaj. Luke przygotuj się do przesiadki do brata , zobaczysz niezłą sztuczkę. -podleciałam do Bell i Luka na tyle blisko aby chłopak mógł bezpiecznie przejść. Gdy byliśmy już bezpiecznie na miotle a chłopaki odlecieli zaczęłyśmy kręcić beczkę. Alex krzyczała abyśmy przestały bo się zabijemy.
-Spoko Alex już skończyłyśmy i zobacz żyjemy. Nie robię tego pierwszy raz- Alex popatrzyła na mnie ze wzrokiem ''zabije Cię , zbyt ryzykujesz''. - Alex! -zawołałam -Przepraszam wiem , że się martwisz.
Chciałam ją dogonić ale nagle wypadł mój iPhone. -Cholera!- krzyknęłam i razem z Bell zleciałyśmy na dół.
-Jezu , Ronnie serio jak zaczyna Ci się układać w innych sferach , to brak Ci szczęścia.
-Muszę pojechać jutro do domu po drugi albo nawet teraz. Michael!- zawołałam go- chodź tu!- chłopaki podlecieli na dół. -Masz teraz czas , muszę jechać do domu po poprzedni telefon.
- Napewno lepszy niż mój rzęch. Dobra to idziemy?
-Jasne , a z tym rzęchem da się coś robić. Wolisz się teleportować czy się przejść?
-Myślę , że wolę się teleportować. Będzie szybciej i się nie zmęczymy.
-Potem zabieram Cię na fastfood. -teleportowaliśmy się do mnie do salonu aby nie wystraszyć Victorii i tacie. Jedli właśnie kolacje.
-Witaj Victorio, witaj tato. Przyjechaliśmy tylko na chwilę po telefon.-szliśmy już po schodach i usłyszałam wołanie Victorii. Krzyknęłam , że zaraz przyjdziemy i poszliśmy do mojego pokoju.
-Wchodź do środka raczej blokada Ciebie nie dotyczy. -Michael wszedł bez problemu, otworzyłam szufladę z telefonami- No to ja wezmę iPhone 6 srebrny.
-Wow , ile ty ich masz , zazdroszczę.
-Mam jeszcze grafitowy Braiana , jak chcesz to mogę Ci go oddać. Ojciec i tak za tydzień ma nam załatwić iPhone 7.
-Serio? Nie mogę go przyjąć.
-Naprawdę , spoko Braian nie będzie zły. Chodź do jego pokoju- wyciągnęłam książkę i otworzyło się przejście do pokoju brata.
-Macie nawet przejście do swoich pokoi? Powiedź mi jeszcze ,że macie monitoring albo ochronę.
-Jeśli o to chodzi mamy magiczną barierę.  Monitoring też ale tylko wtedy kiedy bariera jest wyłączona albo kiedy nas nie ma.
-To jakaś schiza, komu aż tak nie ufacie?
-Dianie ,to zwykła suka. Kiedyś chciała mnie zabić i udusić.To chcesz ten grafitowy?
-Nie wiem czy mogę go przyjąć ale jeśli mówisz , że Braian się nie pogniewa to jasne. -podałam mu iPhone z pudełkiem wróciliśmy po mój , schowałam oba do torebki i ruszyliśmy na dół to salonu. Od razu wszystkie spojrzenia padły na nas.
-Victorio , tato to Michael , Michael to mój tata John i Victoria moja macocha. A to Diana moja przyrodnia siostra - dodałam niemrawo. Usiedliśmy na kanapie naprzeciwko nich , sypały się pytania. Michael był tak zestresowany , że musiałam ratować sytuacje.
-Powinniśmy już iść , nie możemy późno wrócić do szkoły.
-Zostańcie dzisiaj u nas ,my zadzwonimy do szkoły.
-Nie , Victorio. Może całą paczką przyjedziemy w weekend.
-Bardzo się cieszę. Pamiętasz aby przyjechać ze znajomymi na otwarcie restouracji w tą sobotę.
-Zapomniałam o tym , dobrze Victorio jutro to załatwię i zadzwonię.
-Dowidzenia Veronico ,czekam na wiadomość od ciebie - powiedziałam Victoria. Po wyjściu udaliśmy się do najbliższego fast food'a Five Guys. Ja złożyłam jedzenie i musieliśmy czekać na nasze zamówienie. Poczekaliśmy około osiem minut i poszłam odebrać zamówienie  dla siebie zamówiłam Littele Hamburger z pickles, tomatoes, grilled onions i kechup. Dla Michaela Becon burger z grilled mushrooms, grilled onions, mustard, tomatoes. Do tego wzięłam duże frytki i dwa duże napoje z dolewkami. Zjedliśmy nasz posiłek i wróciliśmy do szkoły. Było dość późno , około godziny dwudziestej, wróciliśmy do szkoły i udaliśmy się od razu do pokoi. Michael odprowadził mnie pod pokój , pocałował mnie i poszedł do siebie. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam śpiące dziewczyny. Umyłam się szybko i przebrałam w piżamę i położyłam się spać. Tak skończył się ten dzień , mam nadzieję ,że kolejny będzie równie dobry :)
Dobranoc wszystkim ,życzy Nikita.)