-Cześć córeczko- uśmiechnęła się i przytuliła mnie. -Masz na dzisiaj jakieś plany? -zapytała ,po czym pocałowała mnie w czoło i wróciła do gotowania.
-Niech pomyślę -ironicznie udałam ,iż myślę- nie ,nie mam. Poza studiowaniem książek z eliksirami ,to nie mam.
-Dzisiaj jest małe spotkanie w Norze. Zjadą się wszyscy i może my też się wybierzemy ,niestety tata będzie w pracy ale my możemy się wybrać. Co o tym myślisz ,Lika?
-Pewnie ,dla mnie super. Miło będzie wszystkich zobaczyć -odpowiedziałam i się uśmiechnęłam. Mama podała mi talerz pełen zdrowego jedzenia ,a ja od razu wzięłam się do jedzenia. Zaraz potem zbiegli Lorcan i Lysander. Mama postawiła przed nimi dwa talerze ze śniadaniem i bez zbędnych rozmówi ,nawet przywitania zabrali się do jedzenia. Gdy zjedliśmy mama zabrała talerze i włożyła je do zmywarki ,tak tak wiem ,jesteśmy rodziną czarodziei a zmywamy naczynia w zmywarce i wykonujemy niektóre czynności w mugolski sposób.
-Chłopcy ,co powiecie na wizytę u Weasleyów?
-Jak dla mnie super -powiedział Lorcan -Dla mnie też -dodał Lysander.
-A o której się wybieramy? -zapytałam
-Myślę ,że w okolicach 16. Posprzątajcie u siebie w pokojach ,jak byście mogli mi pomóc z innymi pomieszczeniami ,to byłabym bardzo wdzięczna.
-Posprzątam u siebie szybko i przyjdę Ci pomóc- uśmiechnęłam się do rodzicielki i poszłam na górę do pokoju. Jest on największy z wszystkich sypialni w domu , jest utrzymana w kolorach czarno-biało-szaro-bordowy. Trzy ściany pomalowane są na czarno ,a jedna ściana oraz sufit w szarym kolorze. Podłoga jest wyłożona czarnymi szerokimi panelami. Na tle szarej ściany stoi ogromne łóżko z baldachimem ,wykonane z czarnego drewna ,biały ,materac ''przybrany'' jest pościelą w czarno białe paski. Na łóżku leży pełno poduch w kolorach czarnych i bordowych. Baldachim jest czarny z nieprześwitującego materiału. Obok łóżka stoją szafki noce ,na których stoją ramki ze zdjęciami i budzik. Pod łóżkiem wyłożony jest ogromny bordowy dywan ,mięciutki i włochaty. W rogu pokoju wisi fotel wykonany z mocnego przezroczystego plastiku wyłożony czarną poduszką aby było wygodniej siedzieć. Na tle ścianie blisko fotela stoi ogromna przestronna czarna szafa z lustrem podświetlanym kolorem bordowym. Obok szafy stoi toaletka ,z wystawionymi kosmetykami ,perfumami ,a przy toaletce ogromny biały fotel a pod toaletką i fotelem leży szary puchowy dywanik. Na kolejnej ścianie są dwuskrzydłowe drzwi ,wykonane z czarnego drzewa i szarym szkłem ,takie same drzwi są do łazienki. Na pozostałej części ściany jest czarne biurko z białym fotelem ,nad biurkiem stoi półka z książkami na kształt łuku ,w kolorze czarnym. Na biurku stoi bordowy laptop firmy Samsung oraz aparat cyfrowy. Na ostatniej ścianie są dwa okna dachowe ,z szarymi roletami ,oczywiście z czarnego drewna. A na całej ścianie wiszą fotografie (ruszające się oczywiście) z różnych okresów mojego życia i mojej rodzinie oraz trzy obrazy : plakat domu Ravenclaw , plakat domu Gryffindor i Hogwartu. Pokój oświetlają zwisające świece z sufitu. A jeszcze zapomniałam wspomnieć ,że przy łóżku stoi mój ukochany czarny kufer szkolny. Łazienka jest utrzymana w kolorze czarno-białym ,nie ma co opisywać łazienki. Mam w niej i prysznic i wannę. Mimo ,że pokój jest największy to sprzątanie nie zajmuje mi dużo czasu. Gdy posprzątałam przebrałam się z piżamy w zwykłe czarne ,długie leginsy i zwykłą czarną bokserkę. Włosy związałam w niechlujnego koka ,a na stopy założyłam czarne puchate kapcie w kształcie kotów. Zeszłam na dół i pomogłam mamie posprzątać w salonie i kuchni. Gdy już skończyliśmy sprzątanie była godzina 12:30 ,postanowiłam sięgnąć po księgi zaklęć. Poszłam więc do pokoju i na samym środku położyłam księgi oraz sięgnęłam po różdżkę leżącą na szafce nocnej. Na szczęście od czasów mojej mamy nie ma takiego rygoru i można używać magii w domu nawet jeśli nie jest się pełnoletnim czarodziejem. Szukając zaklęć w księgach ,usłyszałam wołanie z pokoju chłopców. Odłożyłam różdżkę w specjalną lukę w ścianie a księgi na biurko. Poszłam do ich pokoju braci ,prowadzą do niego dwuskrzydłowe drzwi ze srebrnego metalu z dwoma prostokątnymi szybami. Pokój chłopców był w formie mieszkania ,był w nim przestronny salon ,duża łazienka i dwie sypialnie dla nich. Salon był jasny ,ściany wyłożone białą cegłą ,sufit w kolorze białym a podłoga wyłożona ciemno brązowymi panelami . Na przeciwko drzwi wejściowych znajdują się dwuskrzydłowe drzwi do łazienki na lewej ścianie drzwi do pokoju Lorcana ,a na przeciwko nich drzwi do pokoju Lysandra. Na środku pokoju stoi biała skórzana kanapa na przeciwko stoi czarny plazmowy telewizor na ciemnobrązowej szafce. Na podłodze leży biały ''misiowaty'' dywan. Obok telewizora leżą różne konsole. Na ścianie obok drzwi stoją półki z grami i książkami. Na ścianie naprzeciw wejścia rozwieszone są miecze ,łuki itp oraz stoi zbroja rycerska. Na prawej i na lewej ścianie naprzeciwko siebie stoją dwa biurka z profesjonalnymi komputerami do gry ,najlepszymi głośnikami i innymi sprzętami ,których nazw nie znam. Na obu ścianach wiszą plakaty różnych drużyn sportowych ,domów Hogwartu ,zdjęcia. Pokój oświetlają lampki w kształcie zwisających żarówek. Tak zwany misz masz ,przynajmniej każdy kto nas odwiedza czuję się tu jak w domu. Wołania dochodziły z jednego z pokoi ,niestety nwm którego. Najpierw poszłam do pokoju Lysandra ,jako ,że jest on ''przywiązany'' może inaczej przyzwyczajony do barw Gryffindoru ,to pokój jest w kolorach złota i czerwieni z meblami w odcieniu jasnego drewna. Ściany są czerwone z namalowanymi herbami domu Godryka Gryffindora. Na podłodze leżą jasne panele ,a z sufitu zwisają lampki w kształcie tiary przydziału. Jest tu wszystko co potrzeba łóżko, biurko, szafa ,półka na księgi ,kufer szkolny, kociołki i kopie reliktów założyciela Gryffindoru czyli miecz i tiara. Na jednej ze ścian jest namalowany biały podstarzały papirus w odcieniu beżu i cechy cenione w wyżej wymienionym domu. Są też drzwi prowadzące do łazienki w odcieniu mebli ze złotymi klamkami. Po obejrzeniu się za braćmi stwierdziłam ,że muszą być w pokoju Lorcana. Pokój jest urządzony w kolorach granatowo-błękitno-biało-czarnym. Lorcan uwielbia astronomię i wróżbiarstwo ,dlatego jego pokój jest w gwiezdnym stylu. Sufit jest pokryty ciemnym granatowym niebem ,podobnie jak w wielkiej sali w Hogwarcie. Ściany ma granatowe ,a podłoga wyłożona ''lustrami'' ,znaczy lustrzanymi panelami ,w której odbija się niebo. Zamiast łóżka jest ogromny biały materac przykryty prześcieradłem i pościelą. Znajdują się tu także szafa ,biurko ,hamak ,kufer szkolny , półka z księgami ,kociołek. Chłopaki siedzieli na materacu i żywo o czymś rozmawiali.
-O jesteś już ,Lika. Mamy małe pytanko -powiedział Lorcan.
-O co chodzi? Co znowu zrobiliście?
-My nic -Lysander udał obrażonego- Jak możesz tak myśleć?
-Oj ,przestańcie owijać w bawełne. Co się znowu stało?
-No wiesz ...-zaczął Lorcan- No ,chodzi o to ... Nie ma szans ,nie ma nawet poco pytać nie zgodzisz się-kontynuował Lysander
-Już chyba wiem o co chodzi. Kiedy chcecie się wybrać na pokątną i do Hogsmeade?
-Na prawdę pójdziesz z nami? Rodzice bez ciebie nas nie puszczą a my bardzo chcemy.
-Wiem ,wiem to kiedy?
-Jutro albo pojutrze jak tobie wygodnie.
-Może być jutro po 11. Pasuje?
-Pewnie ,Lika będziemy twoimi dłużnikami.
-Spokojnie ,odwdzięczycie mi się kiedy indziej. A teraz wybaczcie mi ale idę naszykować sobie ubranie do wyjścia. Wam radzę to samo ,nie będziemy później na was czekać. Od razu chcę też uprzedzić pytanie ,ma być to schludne ubranie. -powiedziałam ,chociaż bardziej ostrzegłam i udałam się do pokoju. Od razu podeszłam do szafy i zaczęłam wybierać ubranie. Zdecydowałam się na czarne rurki z wysokim stanem ,białą koszulę na długi rękaw , czarną muchę ,długą czarną pelerynę. Wybrałam też czarne skórzane lity , czarną obrączkę na prawej dłoni (na serdecznym palcu) , czarną sznurkową bransoletkę ze srebrnym krzyżem krzyżem ,nausznice w kształcie smoka. Wybrane ubrania położyłam na łóżku ,buty postawiłam na skrzyni szkolnej ,a biżuterię odłożyłam na toaletce. Gdy wszystko odłożyłam usłyszałam wołanie mamy:
-Skarbie ,możesz na chwilę do mnie przyjść?
-Już idę- krzyknęłam zbiegając ze schodów. Gdy pojawiłam się w salonie mama siedziała na kanapie i czytała proroka codziennego- Coś się stało?
-Nie ,nie skarbie. Mam małą prośbę ,za niedługo musimy wychodzić wychodzić ,muszę jeszcze zrobić w kuchni kilka rzeczy. Pomyślałam więc ,że może pójdziesz mi coś wybrać.
-Jasne ,z wielką przyjemnością. Mam wybrać coś
eleganckiego ,coś wygodnego czy mieszankę?
-Mieszankę ,wybierz jakąś sukienkę elegancką i
zarazem wygodną ,nie za wysokie szpilki ,pelerynę i jakąś biżuterię. I jeszcze
coś ,nie może być za smutno.
-Okej ,już biegnę.
Gdy dotarłam do sypialni rodziców ,od razu zajrzałam do szafy. W szafie mamy (w przeciwności do mojej) pełno było kolorów. Wybrałam więc dla niej prostą sukienkę w kolorze czerwonego wina z kokardą, czarne buty na koturnie z paseczkiem, taką samą pelerynę jak moją. Poinformowałam mamę ,że położyłam ubrania na łóżku ,a następnie sama poszłam się naszykować. Od razu po wejściu do pokoju skierowałam się do łazienki. Wzięłam zimny prysznic ,a następnie poszłam w szlafroku do pokoju się przebrać. Rodzinka ma w zwyczaju pukać do drzwi przed wejściem lecz dla pewności rzuciłam na drzwi zaklęcie blokujące i zaczęłam się ubierać w wcześniej wybrane ubrania. Świeżo wymyte i wysuszone włosy rozczesałam i zaplotłam w ścisłego kłosa. Zrobiłam makijaż i idealnie obrysowałam usta konturówką w odcieniu czerwonego wina i uzupełniłam kontur szminką w tym samym odcieniu. Założyłam wybraną również wcześniej biżuterię i poprawiłam paznokcie. Zdjęłam z drzwi zaklęcie ,zmniejszyłam różdżkę tak aby zmieściła się do kieszeni spodni ,pelerynę wzięłam pod ramię i wyszłam z pokoju. Poszłam sprawdzić czy chłopcy się już naszykowali.
-Gotowi? -otworzyłam drzwi skierowane na salon ,jednak ich tam nie było. Najpierw zapukałam do pokoju Lysandra ,gdy usłyszałam przyzwolenie do wejścia nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka. Brat zakładał na siebie czarną bluzę z kapturem. Ubrany był w czarne spodnie , czarny T-shirt z napisami ,bluzę z kapturem a na stopach miał czarne glany.
-Ładnie wyglądasz ,zresztą jak zwykle. Idziemy do Lorcana?
-Jasne ,zmniejszyłeś różdżkę?
-Jak zwykle ,spokojnie jestem młodszy ale nie głupi. -Następnie razem z Lysandrem udaliśmy się do pokoju Lorcana ,brat był już gotowy. Ubrany był w granatowe spodnie, biały T-shirt, koszulę w czarno-bordową kratę i czarne trampki.
-Gotowy?
-Prawie ,jeszcze bluza i zmniejszyć różdżkę- najpierw założył na plecy czarną bluzę z kapturem ,a następnie zmniejszył różdżkę i włożył ją do kieszeni spodni. Gdy byliśmy już gotowi ,chłopcy zeszli na dół a ja udałam się do pokoju mamy.
-Hej mamo ,gotowa?
-Tak ,tylko dokończę się malować.
Gdy dotarłam do sypialni rodziców ,od razu zajrzałam do szafy. W szafie mamy (w przeciwności do mojej) pełno było kolorów. Wybrałam więc dla niej prostą sukienkę w kolorze czerwonego wina z kokardą, czarne buty na koturnie z paseczkiem, taką samą pelerynę jak moją. Poinformowałam mamę ,że położyłam ubrania na łóżku ,a następnie sama poszłam się naszykować. Od razu po wejściu do pokoju skierowałam się do łazienki. Wzięłam zimny prysznic ,a następnie poszłam w szlafroku do pokoju się przebrać. Rodzinka ma w zwyczaju pukać do drzwi przed wejściem lecz dla pewności rzuciłam na drzwi zaklęcie blokujące i zaczęłam się ubierać w wcześniej wybrane ubrania. Świeżo wymyte i wysuszone włosy rozczesałam i zaplotłam w ścisłego kłosa. Zrobiłam makijaż i idealnie obrysowałam usta konturówką w odcieniu czerwonego wina i uzupełniłam kontur szminką w tym samym odcieniu. Założyłam wybraną również wcześniej biżuterię i poprawiłam paznokcie. Zdjęłam z drzwi zaklęcie ,zmniejszyłam różdżkę tak aby zmieściła się do kieszeni spodni ,pelerynę wzięłam pod ramię i wyszłam z pokoju. Poszłam sprawdzić czy chłopcy się już naszykowali.
-Gotowi? -otworzyłam drzwi skierowane na salon ,jednak ich tam nie było. Najpierw zapukałam do pokoju Lysandra ,gdy usłyszałam przyzwolenie do wejścia nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka. Brat zakładał na siebie czarną bluzę z kapturem. Ubrany był w czarne spodnie , czarny T-shirt z napisami ,bluzę z kapturem a na stopach miał czarne glany.
-Ładnie wyglądasz ,zresztą jak zwykle. Idziemy do Lorcana?
-Jasne ,zmniejszyłeś różdżkę?
-Jak zwykle ,spokojnie jestem młodszy ale nie głupi. -Następnie razem z Lysandrem udaliśmy się do pokoju Lorcana ,brat był już gotowy. Ubrany był w granatowe spodnie, biały T-shirt, koszulę w czarno-bordową kratę i czarne trampki.
-Gotowy?
-Prawie ,jeszcze bluza i zmniejszyć różdżkę- najpierw założył na plecy czarną bluzę z kapturem ,a następnie zmniejszył różdżkę i włożył ją do kieszeni spodni. Gdy byliśmy już gotowi ,chłopcy zeszli na dół a ja udałam się do pokoju mamy.
-Hej mamo ,gotowa?
-Tak ,tylko dokończę się malować.
Po jakiś
pięciu minutach mama zeszła do salonu ,gdzie wszyscy na nią czekaliśmy.
-Mamo
,lecimy na miotłach , użyjemy kominka i proszku fiuu czy teleportacja?
-A jak
wolicie? Pewnie będziecie chcieli na miotłach ale ja nie latam zbyt dobrze na
miotle.
-To miotły a
ty mamo polecisz ze mną na jednej ,może być?
-Jasne
skarbie ,jeśli tobie to odpowiada. To co chodźmy po miotły. – Poszłam z braćmi
po miotły , potem poszliśmy pod bramę. Mama rzuciła zaklęcie niewidzialności na
dom , wsiedliśmy na miotły i wzbiliśmy się w górę. Pokonanie drogi dzielącej
nasz dom i Norę zajęło nam około dwadzieścia minut ,oczywiście zajęłoby mi to
znacznie mniej gdyby nie fakt ,że mama boi się nadmiernej prędkości. Miotły
zatrzymały się centralnie przy drzwiach wyjściowych/wejściowych. Zsiedliśmy z
mioteł ,mama weszła od razu do środka ,a my zanieśliśmy miotły do szopy. Szybko
dołączyliśmy do reszty rodziny i przyjaciół. W salonie siedzieli dorośli ciocia
Molly i wujek Artur ,ciocia Hermiona z wujem Ronem , wuj Harry z ciocią Ginny, wuj
George i ciocia Angelina, wuj Bill z ciocią Fleur, wuj Percy i ciocia Audrey , wuj Charles , ciocia
Gabrielle i wuj Neville z ciocią Hanną. Pewnie dziwicie się jak wszyscy się tu
zmieścili ,przecież Nora jest raczej małym domkiem. Od kąt wszyscy się
wyprowadzili i zostali tylko ciocia Molly i wuj Artur a zaczęliśmy odwiedzać
ich w tak licznym gronie pokoje zostały bardzo powiększone.
-Dzień dobry
wszystkim –powiedziałam ,poczym wszyscy zaczęli do nas podchodzić i przytulać.
Gdy już wszyscy nas przywitali poinformowali nas ,że młodzież jest w pokoju na
strychu. Razem z braćmi poszliśmy na górę ,siedzieli tam Victorie, Dominique, Louis
(dzieci wuja Billa i cioci Fleur) ,Molly i Lucy (wuj Percy i ciocia Audrey) ,
Fred i Roxanne (wujek George i ciocia Angeline) ,Rose i Hugo (ciocia Hermiona i
wuj Ron) , James ,Albus i Lily ( wuj Harry i ciocia Ginny) , Teddy ( świętej
pamięci Nimfadora i Remus Lupin).
-Hej rudzielce - przywitałam się ze wszystkimi –ale
zbiegowisko.
-Siema
blondyni ,a wy jak zwykle się nie śpieszycie.
-Mama i lęk
przed prędkością. A wy długo jesteście?
-No
oczywiście ,byliśmy dwie godziny za wcześnie.
-Przecież
nie macie daleko ,więc poco tak wcześnie.
-Zostajemy
wszyscy na noc i rodzice stwierdzili ,że mamy być wcześnie i pomożemy
dziadkom –powiedział Albus. Rozmawialiśmy
o wszystkim i o niczym gdy usłyszeliśmy wołanie na obiad. Za domem ustawiony
był wielki namiot a w środku olbrzymi prostokątny stół. Obok namiotu było
rozkładane boisko do gry w quidditcha , w środku wielkiego namiotu były schody
na górę prowadzące do pokoju z dwudziestoma łóżkami. Przed obiadem zapytaliśmy
mamę czy możemy zostać na noc ,zgodziła się bez problemu ,po całej zabawie
mamy ją odwieźć i pojechać po nasze ubrania i rzeczy.Zajęliśmy
miejsca przy stole , a zaraz potem pojawiło się na nim jedzenie ,przygotowane
przez ciocie Molly. Zjedliśmy obiad i przyszła pora na deser ,między obiadem a
deserem rozmawialiśmy o szkole. Pytali kiedy kupujemy podręczniki ,potrzebne
przedmioty i przede wszystkim czy nie boimy się pójść na kolejny rok. Wszyscy
zgodnie odpowiedzieliśmy ,że nie ,potem pojawił się deser. Gdy zjedliśmy
,wyszliśmy wszyscy przed namiot. Podzieliliśmy się na drużyny młodzieży i
dorosłych. Jako
,że potrzebne jest tylko 14 osób ,a nas jest 16. Louis i Hugo bardzo chętnie
zrezygnowali z gry ,kapitanem zostałam ja i James. Zostałam szukającą ,
pałkarzami zostali Lorcan i Lysander , obrońcą Teddy , ścigającymi Victorie,
Molly i Rose. James został obrońcą a do
swojej drużyny wybrał: Lily jako szukającą ,Albusa, Lucy i Dominque jako
ścigający, Fred i Roxanne jako pałkarze. Młodzi zagrali jako pierwszy i też
jako pierwsi wybieraliśmy ,później wybierają dorośli. Złapaliśmy za miotły i
weszliśmy na boisko. Kapitani drużyn zostali na środku boiska ,a reszta drużyn
poleciała do góry i ustawili się na swoich pozycjach. Razem z James’em uścisnęliśmy
sobie dłonie ,życzyliśmy szczęścia i dołączyliśmy do drużyny. Wuj Harry położył
teczkę z piłkami na środku ,otworzył ją ,zagwizdał po czym prędko wypuścił
piłki. A my rozpoczęliśmy grę , Teddy i
James krążyli w polu wokół obręczy ,ścigający zdobywali punkt za punktem
(przynajmniej u mnie w drużynie) , pałkarze skutecznie uniemożliwiali dostanie
w głowę lub inną część ciała kaflem , a ja i Lily Luna (zauważyliście ironię dwie Lily Luny są szukającymi) wypatrywałyśmy
złotego znicza ,oczywiście nie ma ze mną szans. Ufając swojej drużynie wypatrywałam
znicza ,skupiłam się tylko na tym. Po dwudziestu minutach gry było 80:20 dla
nas ,i ten magiczny moment gdy znicz pojawił się w zasięgu mojej dłoni .
Chwyciłam znicza w dłoń i podniosłam go do góry ,wszyscy spojrzeli na mnie i
zaczęli wiwatować.
- No no no ktoś tu jest mega zdolny.- skomentował James- Młoda rozwijasz się ,niedługo będziesz mogła grać w lidze światowej.
- No no no ktoś tu jest mega zdolny.- skomentował James- Młoda rozwijasz się ,niedługo będziesz mogła grać w lidze światowej.
-Nie
potrzebuje komplementów ,dobra teraz kolejny mecz kapitanami będą wujek Harry i
ciocia Ginny.
-Obawiam się
,że nie znajdziemy dwóch dobrych drużyn. Może wymieszamy się albo wy utwórzcie
jedną drużynę a my drugą.
-Dobrze ,to
ja będę szukającą ,James obrońcą , pałkarzami Fred i Lorcan , ścigającymi
Lysander ,Albus i Roxanne. Pasuje?
-Wiesz co
,ja wolę być ścigającym bo Lysander i Lorcan są lepszymi pałkarzami. –powiedział
Fred.
-Jak dla
mnie okej ,nie chciałam ich faworyzować. Idę im powiedzieć ,że mamy najlepszą
drużynę. –zakomunikowałam im a oni też mnie poinformowali ,że mają skład.
-No więc –zaczął
wuj Harry –szukającym jestem ja ,pałkarzami George i Charlie ,obrońcą Ron,
ścigającymi Ginny ,Angelina i Percy.
-Tyle
doświadczonych graczy przeciw dzieciom ,nie ładnie –zaśmiałam się- no dobrze
ustawmy się na pozycje. James ty chcesz być kapitanem czy boisz się przegrać z
własnym ojcem
-Ty zostań
,ja lecę na górę. –wszyscy poza mną i wujkiem Harrym ustawili się na pozycje. Podaliśmy sobie ręce
i polecieliśmy w górę. Ciocia Hermiona wypuściła piłki i rozpoczęła grę
gwizdkiem. Gra szła w najlepsze wygrywaliśmy przewagą dwudziestu punktów. W
pewnym momencie zauważyłam znicz podleciałam do niego szybko i złapałam go.
-Niezwykłe
,wygrałaś z nami. – powiedziała ciocia Ginny- po szkole załatwię Ci miejsce w
drużynie.
-Oj ciociu
przestań ,teraz zmieni się kapitan to przynajmniej nie będę mieć problemów aby
zostać w drużynie.
-Mam
przeczucie ,że to ty zostaniesz kapitanem. Z taką grą ,nie mam wątpliwości.
Po odbytych
meczach mama pożegnała się ze wszystkimi ,a my powiedzieliśmy ,że za niedługo
wrócimy. Mama wsiadła na tył miotły i wzbiliśmy się w górę. Podróż zajęła nam
mało czasu ,zdjęliśmy zaklęcie niewidzialności i wfrunęliśmy na posesję. Miotły
oparliśmy i pobiegliśmy do naszych pokoi. Zapakowałam ubrania ,kosmetyki i inne
potrzebne rzeczy do plecaka ze zwiększonym dnem. Zazwyczaj jak mamy jechać na
jedną noc to i tak zostajemy tydzień, zapakowałam
też kilka ksiąg. Po zapakowaniu wszystkiego co potrzebne poszłam do braci
,którzy właśnie wychodzili. Zeszliśmy na dół ,pożegnaliśmy się z mamą i pofrunęliśmy
z powrotem do Nory.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz