sobota, 17 października 2015

5. Piątek, piąteczek ,piątunio. (Demony są w tobie we mnie i w każdym z nas)

Isabella (Bella) wstała jako pierwsza i tradycyjnie pierwsza osoba  budzi pozostałe. Około godziny siódmej wszystkie byłyśmy gotowe a po nas przyszli chłopcy. Szliśmy powoli na wielką salę ,a jak doszliśmy zajęliśmy nasze miejsca. Chwilę rozmawialiśmy a po chwili pojawiło się jedzenie ,a przede mną pojawił się kubek z kawą. Pewną ciekawostką może jest ,że bez kawy przed snem ani z rana nie zasnę. Wiem to dziwne , kawa przed snem , dla mnie też to było początkowo dziwne kawa powinna pobudzać. U mnie z wieczora mnie rozluźnia i łatwiej mi zasnąć ,a z rana dodaje energii. Dobra nieważne , zjedliśmy śniadanie i szliśmy w stronę klas. Na rozgałęzieniu korytarza rozstaliśmy się z chłopakami , pożegnaliśmy się buziakiem i poszliśmy w przeciwne kierunki . Lekcje jak zwykle minęły bez najmniejszych problemów ,byłam zapytana kilka razy. Po godzinie szesnastej udałam się do gabinetu p. dyrektor, zapukałam i po usłyszeniu odpowiedzi weszłam do pomieszczenia.
-Witam p. dyrektor.
-Witam Veronico ,usiądź proszę. Przemyślałam kwestię balu i doszłam do wniosku ,że lepiej będzie nie zmieniać daty a ty poprostu po zajęciach teleportujesz się do nas do szkoły na bal.
-Też o tym myślałam. To rozumiem ,że w niedzielę po południu mam pojawić się w szkole i stąd się teleportuje do szkoły w Londynie.
-Tak , o godzinie piętnastej widzimy się u mnie w gabinecie. W razie jakichkolwiek pytań  możesz dzwonić albo pisać.
-Dziękuje ,życzę miłego weekendu. Do zobaczenia w niedzielę p. dyrektor. -uśmiechnęłam się i zrobiłam lekki ukłon po czym wyszłam z gabinetu do mojego pokoju. Tam czekali na mnie znajomi , następnie teleportowałam nas do mojego pokoju. Wyszliśmy z mojego pokoju prosto do salonu ,aby przywitać się z domownikami.
-Tato! Victorio! Jesteście w domu?- zawołałam.
-Niki ,skarbie. Victoria i twój tato pojechali przygotować się do jutrzejszego otwarcia restouracji. Panienka Diana za niedługo przyjdzie. Głodni?- zapytała wszystkich.
-Troszkę tak , a co jest na obiad?
-Twoje ulubione dania. -Betty powiedziała to i przytuliła mnie- Zupa krem z brokułów z grzankami , sałata z warzywami ( sałata lodowa, pomidory, ogórek, czerwona cebula) polana sosem vinaigrette do tego pierś z kurczaka w mieszance przypraw i pęczak.
-Mmmmm , pychota. A co masz dla mnie na deser?
-Ty jak zwykle myślisz o deserze. Dobrze mam bananowiec ,zrobiłam dzisiaj rano. Za piętnaście minut będę miała dla was jedzenie. Usiądziecie w salonie i poczekacie?
-Jasne ciociu ,a która dziś jest kucharka?
-Magie. Pójdę jej pomóc to będzie szybciej. Usiądź kochanie ze znajomymi w salonie a ja przyniosę wam do jadalni. -powiedziała i pocałowała mnie w policzek. Całą grupą usiedliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Zjedliśmy obiad a potem do domu przyszła Diana ,zerknęła do jadalni. Powiedziała Betty ,że poprosi obiad. Gdy zjedliśmy razem z Michaelem udaliśmy się do kuchni i wynieśliśmy brudne naczynia a nasi przyjaciele udali się do mojego pokoju. Poszliśmy do mojego pokoju gdzie czekali już na nas.
-Niki , ty prowadź do naszej pracowni. -powidział Rayan. Podeszłam do szafki z książkami i pociągnęłam za księgę ,, Czary i zaklęcia''. Szafka otworzyła się i ujrzeliśmy korytarz ,na przeciwko znajdywała się klawiatura na kod do otworzenia drzwi do pokoju Rayana oraz klawiatura otwierająca przejście do naszej pracowni. Wpisałam kod i poczekałam aż pojawi się kapsuła ,wytłumaczyłam im jak mają dostać się na dół. Każdemu poszło sprawnie i po chwili znaleźliśmy się w pracowni.
-Wow -powiedział Luke- macie pracownie pod ziemią. Co jeszcze macie w domu?
-Jeszcze nie byłeś u mnie w garażu. Mamy tam własną salę na imprezę , zaraz Ci pokaże zresztą będziemy tam spać. Jutro połazimy po mieście ,niestety w niedzielę wyjeżdżam ale mamy czas do piętnastej.
-Ładna pracownia ,macie  dużo ksiąg zaklęć , fiolek.
-Mam na oku sklep w Londynie z księgami. Muszę znaleźć kilka tytułów ,no dobra chodźmy do sali pod garażem. Może nas teleportuje bo nie chcę mi się iść aż do garażu.- reszta się zgodziła ,a ja teleportowałam nas do garażu.
-Więc tak pierwsza część podziemni to sala rozrywki (telewizor, laptop, głośniki itp.) przy okazji bardzo wygodna kanapa. W drugiej części jest sala relaksacyjna (miejsce do czytania książek, uspokojenia się itp.) dla leniwych na stole leżą dwa czytniki E-book'ów. A w trzeciej i ostatniej sali jest część takiej jakby sypialni jak widzicie są tu cztery dwu-trzy osobowe kanapy ,tu będziemy spać. Pomyślałam ,że skoro są trzy pary i jedna osoba samotna , w każdym razie myślałam o takim układzie na tej granatowej kanapie będę spać ja i Michael , na czerwonej Bell i Luke. Braian i Charlie na czarnej a Madie na ostatniej.
-Nam pasuje -powiedziała Bell -to moja ulubiona kanapa.
-Nam też -powiedział brat i objął Lotte w pasie.
-W sumie mi też- powiedziała Madie -Jest dopiero południe co będziemy robić?
-No więc tak -zaczęłam odpowiadać na pytanie- pomyślałam ,że pójdziemy wybrać ubranie na jutrzejsze otwarcie i przy okazji się spakuje do Londynu. Chłopaki pójdą z Braianem i też sobie coś wybiorą ,a potem pójdziemy na miasto.
-Świetny plan ,to chodźmy do twojego pokoju

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz