Zazwyczaj każdy uczeń/ uczennica chcę aby wakacje trwały jak najdłużej ,ze mną jest odwrotnie. Kiedy jest się ''odmieńcem'' w świecie zwyczajnych ludzi. Wreszcie wracam do moich przyjaciółek ,jest godzina szósta rano i czas się szykować poszłam do łazienki wziąć kąpiel i umyć włosy. Gdy już wysuszyłam włosy ,poszłam w szlafroku do mojego pokoju i zrobiłam delikatny make-up oraz delikatnie podkręciłam włosy lokówką. Zdecydowałam się na dość klasyczny zestaw czyli czarna rozkloszowana sukienka, czarne buty z paseczkiem. Jako dodatki dałam czarną obrączkę jako symbol magi w naszej szkole oraz dwie bransoletki lilou które noszę do każdego stroju: różową z czterolistną koniczyną (na szczęście) oraz jaśniejszą różową ze znakiem nieskończoności. Aby wyglądać bardziej kontrowersyjnie założyłam czarny kapelusz i czarne okulary. Wychodząc z pokoju chwyciłam moją ukochaną czarną kopertówkę. Za półgodziny mamy wyjechać ,więc zdejmuje okulary i kapelusz a walizki wysyłam do mojego pokoju w akademiku. Następnie zeszłam na dół gdzie byli już wszyscy. Przy stole siedział mój tata z macochą jak zwykle się śmieli i emanowali szczęściem. Mój brat z nudów i z powodu towarzystwa Diany nerwowo zamrażał wodę i ją rozmrażał, zawsze to robi. Podeszłam do niego i go przytuliłam ,jest wyższy ode mnie prawie piętnaście centymetrów:
-Będzie dobrze. Starzy znajomi i nowi.
-Wiem , znasz powód mojego nerwowego zachowania.
-Wiem Braian., wysłałeś już swoje walizki? Może już się teleportujemy?
-Wiesz ,że Victoria i tata jadą ,no i Diana-wysyczał przez zęby i spojrzał na przyrodnią siostrzyczkę- ale możemy. W sumie wypakuje się już rzeczy ,chodź powiemy im.
-A zaniesiesz mnie? Proszę- zrobiłam słodkie oczka a on podniósł mnie do góry i poszedł powiedzieć Vici i tacie ,że my już idziemy do akademika. Poszliśmy do jego pokoju ,wysłaliśmy walizki do akademika a my się teleportowaliśmy do jego pokoju w akademii. W pokoju zastaliśmy jego współlokatorów, postawił mnie na nogi i przywitałam się z nimi i poszłam do swojego pokoju. W pokoju była już Bella ,Madie i Charlie, przywitałyśmy się radośnie i poinformowały mnie ,że już mnie rozpakowały. Gadałyśmy jeszcze pół godziny i postanowiłyśmy iść już na uroczystość ,założyłam kapelusz i chwyciłam kopertówkę i wyszłyśmy.
-Twoja ''ukochana siostrunia'' też będzie?- zapytała Bella.
-A jakżeby inaczej, Victoria jej kazała przyjść. Braian już tak się wkurzał ,że postanowiłam teleportować się wcześniej. -odpowiedziałam.
-Wyobrażacie sobie jak będą ubrane te czternastolatki z pierwszego roku, napewno koszmarnie.- zaczęła Madie.
-Nie udawajcie ,że nie pamiętacie waszych kreacji, ja pamiętam swoją- zaczęła Charlie- ta koszmarna bordowa, workowata sukienka i te obrzydliwe czarne sandałki. Bell twoja też nie była najlepsza.- zaśmiała się Charlie.
-Ta ,pamiętam jako jedyna założyłam białe, krótkie converse, czarne rurki, białą bokserkę i czarny sweter. A na domiar złego ta różowa pomadka. Dziewczyny z drugiego roku tak na mnie patrzyły jakbym się zgubiła.-powiedziała Bell.-A ty Charlie pamiętasz swój?
-Jasne wyglądałam dziwacznie. Miałam czarne zakolanówki, beżową tunikę i te pantofle, mama kazała mi je założyć a ja uparłam się na zakolanówki. Siostra kazała założyć mi tą tunikę, wyszłam na dziwadło. Niki teraz twoja kolej.
-Przechodziłam fazę glanów i miałam czarne glany, długą szarą sukienkę na długi rękaw i czarny sweter. W sumie gdybym miała dziś wybrać ten zestaw założyłabym trampki i bym tak wyszła.
-Twoja była spoko i pasowałaś do klimatu, Bell też tylko ,że gdyby chodziła do normalnej szkoły- powiedziała Charlie- Teraz wyglądamy najlepiej, to co wchodzimy? Zobaczymy ostatni raz nasze rodziny, tylko ty Niki możesz zobaczyć praktycznie codziennie, zazdroszczę.
Weszłyśmy na salę ,zostało tylko pięć minut. Zajęłam miejsce obok koleżanek ,a mój brat siedział w rzędzie obok przy uczniach trzeciego roku. Pani dyrektor czytała listę przedmiotów i plany na ten semestr, listę nowych uczniów pierwszego roku i wyczytywała ich imiona i nazwiska aby wyszły po ligitymację. Akademia trwała prawie półtorej godziny, żegnaliśmy się z rodzinami ,robiliśmy zdjęcia. Po całej akademii pożegnaliśmy się i odprowadziliśmy tatę, Victorie do auta pożegnaliśmy ich ,a Dianie wysłaliśmy tylko spojrzenie i poszliśmy.Postanowiliśmy z bratem iść na kawę ,jednak moje współlokatorki też chciały iść. Poszliśmy więc do Starbucks i na pizze, w Nowym Yorku jest cudowna pogoda więc założyłam okulary i kapelusz, moje przyjaciółki też założyły okulary i Braian też. Jak zwykle zwracaliśmy spojrzenia innych, weszliśmy do Starbucksa i zamówiliśmy cztery White Caffè Mocha i jedną Espresso Macchiato na wynos.
-Braian, a my mamy jutro iść do Diany na rozpoczęcie ,wczoraj coś Victoria mówiła o tym.
-No tak ,zwolnili nas dziś i jutro wracamy po południu. Co wykombinujesz aby ją zawstydzić?
-Ja ,przestań będę miła. Tylko ubiorę się jak wiedźma.
-Jak zwykle, tam pewnie zaczyna się o 9 to w domu musimy być na 8. Idziemy do Wielkiej sali na śniadanie rano?
-Tak, założę tylko szatę od mundurka i wystarczy. Nie zamierzam jeść z Dianą przy tym samym stole.
-Na prawdę ,ta cała Diana jest aż tak okropna? W sumie dzisiaj widziałam jaka z niej snobka i jeszcze ta różowa sukienka.-powiedziała Bell
-Ona nie chciała dopasować się do tej uroczystości ,to ja nie dopasuję się do jutrzejszej. Prosty bieg rzeczy ona nazywa mnie wiedźmą i satanistką to pożałuje na jutrzejszej uroczystości. Ubiorę się tak ,że jej buty spadną.
-A tak w ogóle mundurki są już w szafach czy dopiero je przyniosą do pokojów?- zapytała Madie.
-Jak nas rozpakowywałam wczoraj to już były. Są fajniejsze niż w tamtym roku.- powiedziała Charlie.
-Idziemy na pizze czy już wracamy? Możemy przygotować się już na jutrzejsze zajęcia. Plany powinny być już w pokoju, a tak w ogóle widzieliście te pierwszoklasistki? Są ubrane dużo gorzej niż my na początku.
-My przy nich byłyśmy fajnie ubrane. A myślałyście nad tego rocznym wystrojem pokoju?- zapytała Bella.
-Tak, myślałam nad czarno-bordowym albo czarno-granatowym.- powiedziałam.
-Ja myślałam nad czarno-szaro-czerwonym.- powiedziała Madie- ale może być czarno-szaro-bordowym.
-Dobra ,to co dziś robimy czy jutro?
-Dziś- wykrzyknęłyśmy razem i zaczęłyśmy się śmiać. Poszłyśmy po pizze na wynos ,ja wziełam razem z Braianem a dziewczyny wzięły jedną dla siebie. Poszliśmy do akademika i do naszego pokoju, razem z bratem i koleżankami usiedliśmy na dywanie na samym środku pokoju. Zjedliśmy pizze i wzięliśmy się do roboty. Zrobiliśmy nam idealny pokój (to tylko połowa dla jednej dziewczyny) w zupełnie innych barwach niż chciałyśmy ale bardzo nam się podoba. Odprowadziłam brata do jego pokoju aby zobaczyć jego plan zajęć, posiedziałam u niego jeszcze półgodziny i prawie usnęłam. Jakoś po trzech minutach usnęliśmy i obudziliśmy się godzinę później i jego współlokatorzy już byli. Obudziłam brata i założyłam buty i poinformowałam ,że zobaczymy się jutro. Poszłam do sb do pokoju ,a następnie udałam się do łazienki aby się wykąpać. Przebrałam się w leginsy do kolan i bluzkę z dłuższym tyłem i krótszym przodem na grube ramiączka czarną w czarne groszki, zmyłam make-up i związałam włosy w luźnego koka na czubku głowy. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam ,że dziewczyny siedzą na dywanie. Od razu zapytałam co robią:
-Co robicie? A no tak, nasza tradycja ,palimy zdjęcia byłych?
-Tak, jak ja się cieszę. Dawaj zdjęcie ,które palimy możesz nawet Diany a potem podpowiadamy na pytania. -podałam zdjęcie Diany ,Bell spaliła zdjęcie swojego byłego ,Madie spaliła zdjęcie swojego ojczyma a Chanel swojego dawnego przyjaciela. Przyszła kolej na pytania ,dziś zaczynamy alfabetycznie więc zaczyna Bella i zadaje pytanie mi:
-Dlaczego tak bardzo nienawidzisz Diany?
-Wiedziałam ,że padnie to pytanie, jakieś półroku temu w święta przyszła do mnie do pokoju i zaczęła mnie kopać w brzuch, po nogach nawet raz w głowę. Braian usłyszał mój krzyk wewnętrzny bo mam wyciszone ściany w pokoju a my z bratem mamy więź. Uratował mnie i całą noc robił wszytko abym przeżyła. Rano jak ojciec przyszedł zapytać czemu jeszcze nie schodzę zobaczył siniaki , Braian powiedział co ona mi zrobiła a ojciec mi nie uwierzył.
-To straszne ,jak to możliwe?
-Tamtego dnia powiedziałam jej ,że wolę być wiedźmą niż taką suką jak ona. Wystarczyły jej łzy i ojciec przestał wierzyć mi. Dobra teraz ja zadaję pytanie. -wytarłam łzę i zaczęłam mówić:
-No więc Charlie- popatrzyłam na przyjaciółkę- czemu tak bardzo denerwujesz się w obecności mojego brata?
-Zauważyłaś, kurczę myślałam no dobra miałam nadzieję ,że nie. No jakby to Ci powiedzieć podoba mi się. A on zauważył?
-Chyba nie, on zazwyczaj jest spokojny. Mogę dla Cb wybadać grunt.
-Nie rób tego. Więc Madie...Twoja magiczna specjalność?
-Wróżbiarstwo. No i troszkę zielarstwo bo to się w pewien sposób łączy.
-Dziewczyny już dwudziesta trzecie więc pora położyć się spać o szóstej wstajemy.
-Pewnie. -wstałyśmy ,przytuliłyśmy się i położyłyśmy do łóżek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz