2 września 2015
-Dziewczęta wstajemy- zawołałam wesoło lewitując nad ich łóżkami.
-Boże dziewczyno- powiedziała Madie- nie lataj nam nad głową.
-Ona nie lata- zaśmiała się- ona lewituje. To jej specjalność- powiedziała Bell i podleciała do mnie- wyprostuj nogi bo ja kiepsko lewituje.- wyprostowałam nogi a Bell oparła się na nich aby nie spaść.
-W każdym bądź razie ,musicie mi doradzić ,długa czarna sukienka czy krótka?
-Zaraz Ci naszykuje ubranie ,wiem w której zszokujesz mugoli.- powiedziała Charlie- I bez protestów.
-Nawet nie zamierzałam kochanie. -rozległo się pukanie do drzwi- Kto ty?- krzyknęłam.
-Braian ,mogę wejść?- zapytał mój braciszek.
-Jasne wchodź.-powiedziałam- Bell szykuj się do lotu. -Bella odfrunęła z moich nóg ,a ja usiadłam na łóżku najbliżej mnie. Braian wszedł do pokoju i usiadł obok mnie- Coś się stało?
-Jest problem ,Victoria dzwoniła mamy iść na śniadanie.
-Przestań, nie pójdziemy, nic nam nie powiedzą.
-Ojciec dzwonił ,że nas zlinczuje jak nie przyjedziemy na śniadanie. Zróbmy to dla nich, mamy miejsce na drugim końcu stołu aby nie mieć kontaktu z Dianą.
-Dobra to ja już za pół godziny będę gotowa. Charlie już wybrałaś?
-Tak, chodź już się szykować. Pa Braian- popatrzyła na niego i pomachała mu. Brat posłusznie wyszedł ,rzucił tylko ciche ,,Za półgodziny będę''. Ja zabrałam rzeczy do łazienki, wzięłam szybką kąpiel, uczesałam włosy ,zrobiłam makijaż z podkreślonymi ustami bordową szminką. Ubrałam się w ubrania przygotowane przez przyjaciółkę czyli : czarna rozkloszowana sukienka bez ramiączek, czarne szpilki, czarny kapelusz, czarne okulary, srebrny naszyjnik, dwie bransoletki lilou: czarna z serduszkiem oraz biała z nieskończonością i obowiązkowa czarna obrączka.
-I jak?- wyszłam z łazienki i obkręciłam się wokół własnej osi.
-Przepięknie, jeszcze masz trzymaj kopertówkę i idź. -powiedziały i przytuliły mnie.
-Popatrz przy okazji na mundurki. Świetne są.
-Oczywiście ,jutro też go założę ,a teraz życzcie mi szczęścia abym jej nie zabiła.
-Trzymamy kciuki ,kocie. Kocham Cię.
Wyszłam na korytarz gdzie czekał już Braian.
-Przepięknie wyglądasz, Diana będzie wniebowzięta. To teleportuj nas najlepiej do mojej sypialni albo twojej. -teleportowałam nas do mojego pokoju. Zdjęłam kapelusz i okulary ,wzięłam je w rękę i zeszliśmy na dół.
-Wiedźma wróciła- powiedziałam gdy byliśmy już w salonie. -Cześć tato, witaj Victorio.
-Witaj Veronico- jak zwykle mówi do mnie pełnym imienie- podać Ci naleśniki? Oczywiście z syropem klonowym i owocami leśnymi.
-Poproszę, to my usiądziemy na samym końcu stołu. -Zjedliśmy śniadanie i musieliśmy już ruszać ,ja z bratem pojechaliśmy naszym autem a tata z Victorią i Dianą drugim. Jak zwykle byliśmy szybciej, poprawiłam okulary i kapelusz ,chwyciłam kopertówkę po czym wyszliśmy z auta i zamknęłam je a kluczyki schowałam do torebki.
-To co idziemy na salę czy czekamy?- zapytał Braian.
-Poczekajmy, będzie większe przedstawienie i zobaczysz grymas Diany. Warto czekać ,jej mina będzie bezcenna.
-Wiem siostrzyczko.- powiedział i pocałował mnie w policzek. -Patrz wreszcie przyjechali, nie mam pojęcia jak to możliwe ,że tak im to zawsze długo schodzi.
-Mugole ,braciszku -powiedziałam i jeszcze raz powtórzyłam -mugole.
Zaraz podeszła do nas Victoria, tata i Diana ,zaczęła nam mówić jak mamy się zachowywać. Weszliśmy do środka ,aż czułam ich emocje i zwyczajność ,razem z rodzicami usiedliśmy na miejscach przygotowanych dla rodziny. Akademia strasznie się przedłużała i była mega nudna, dyrektorka tylko się przechwalała jakie to jej szkoła miała wyniki w tamtym roku, jakie oczekuje w tym. Z tych nudów aż usnęłam ,półgodziny później dyskretnie obudził mnie brat. Diana odebrała plan ,a my czekaliśmy na dworzu ,jacyś mugole nas zaczepiali na ich nieszczęście złamali ręce. Następnie pojechaliśmy na obiad do najdroższej restouracji w NY, po zjedzonym obiedzie i spędzeniu z nimi czasu wróciliśmy do akademika. Dziewczyny poinformowały mnie ,że mam się zgłosić do p. dyrektor.Gdy dotarłam pod gabinet ,zapukałam w drzwi. Usłyszałam ciche ,,proszę wejść'' ,więc pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi.
-Witaj Veronico. Usiądź ,proszę.- wykonałam grzecznie polecenie i usiadłam w moim ukochanym czarnym fotelu. Tak wiem ,pomyślicie sobie ,że często tu bywam. To nie prawda ,ja go wybierałam.- Mam do Ciebie ogromną prośbę .
-Mogę zgadnąć, mam przyjść na zajęcia pierwszego roku i odkryć dar lewitacji.
-Tak, o to chodziło. Mam rozumieć ,że się zgadzasz?
-Oczywiście p. dyrektor. Mogę już wrócić do pokoju?
-Oczywiście, dziękuje Veronico. -kiwnęłam głową i udałam się do mojego pokoju. Po powrocie rozpakowałam świeczki z Yankee Candle: duża Fireside Treads (opiekane pianki), duża Christmas Cookie (świąteczne ciasteczka) oraz duża Home Sweet Home (kochany domek). Wyjęłam także nowy kominek zapachowy i woski także z Yankee Candle: wosk Salted Carmel (słodko- słony karmel), wosk Summer Scoop (Pucharek z lodami) oraz wosk A Child's Wisch (Dziecięce marzenie).
-Wróciłaś już? Co dyrektorka chciała?- zapytała Bell
-To co w tamtym roku, mam pomóc z lewitacją. A gdzie Charlie i Madie?
-Charlie gdzieś wyszła ,a Madie poszła po księgę do biblioteki. Widzę ,że byłaś na zakupach?
-Tak, kupiłam świeczki, woski, kominek i jeszcze wzięłam do komika ,Tea Light Shea Butter.
- Ile ty potrafisz wydać na jednych zakupach ,wariatko. -zażartowała przyjaciółka.
-Rekompensata za posiadanie takiej siostry jak Diana. Poza tym Victoria jest wspaniała.
-Zazdroszczę moja matka ciągle kłóci się z tatą. Całe wakacje spędziłam poza domem , pomieszkiwałam z siostrą.
-Ma nowe mieszkanie? O ile pamiętam to mówiłaś , że mieszkała w kawalerce.
-Tak , jest piękne. Cały salon jest przeszklony i utrzymany w takim nowoczesnym stylu. Poprostu jestem w nim zakochana.
-Jak skończę szkołę chcę apartament. Tata powiedział , że to będzie prezent na zakończenie szkoły.
-Niki ,idziemy się przejść po szkole? Trochę nudno tu.
-Jasne , idziemy obczaić uczniów pierwszego roku. - idąc korytarzem mijaliśmy wielu nowych uczniów , razem z Bell patrzyłyśmy na wielu młodych dziewczyn ubrane w mundurki. Były prawie nie umalowane i uczesane albo w warkocze albo w kitkę.
-I co sądzisz będą z nich ludzie?
-Powiem Ci ,tak jedna mnie zaintrygowała. Patrz na tą ubraną w czarne rurki , vansy , czarną bokserkę i duży sweter wszystko w czarnym kolorze. Ma ładne włosy i kolor , no i przede wszystkim ma normalny makijaż.
-Reszta średniawa ale ona wygląda spoko. To co szykujemy grunt a ty jutro na ich zajęciach zagadasz.
-Trzeba mieć w sumie wtykę u pierwszaków. Mam pomysł , użyję malutkiej sztuczki.- zaczęłyśmy iść w stronę dziewczyny i 'przez przypadek' na nią wpadłam.
-Bardzo przepraszam , nie chciałam na Ciebie wpaść. Jestem Nikita Miller z drugiego roku.
-Wiem , pytałam parę osób kogo warto znać i każdy wymienił Ciebie. Jesteś tu gwiazdą- powiedziała i się uśmiechnęła.
-Poznaj także moją przyjaciółkę Annabelle. Właściwie szukamy osób wartych uwagi wśród pierwszego roku , jesteś najbardziej orginalna i interesująca wśród pierwszoklasistek.
-Dziękuje bardzo ,właśnie słyszałam o tobie i o twoich koleżankach , no i starszym bracie.
-Widzimy się jutro na lekcji latania , będę wam pomagać odkrywać wasze specjalności. Narka.
Następnie poszłyśmy obczaić chłopaków z pierwszego roku , tutaj sytuacja była już znacznie lepsza byli bardziej ogarnięci ale dwóch zwróciło moją uwagę. Jeden miał blond włosy i piękne oczy koloru morskiego , był raczej blady ,chudy i wysoki. Ubrany był w czarne converse za kostkę, czarne jeansy i czarną długą bluzę z kapturem. Drugi miał ciemne brązowe włosy , brązowe oczy tak ciemne ,że prawie czarne. Także był blady ,wysoki i szczupły. Ubrany był w ciemno brązowe jeansy ,granatową bluzę z kapturem i granatowe długie trampki. Od razu zdecydowałyśmy się do nich podejść , zagadałam jak zwykle pierwsza.
-Cześć , jestem Nikita ,a to jest Annabella , jesteśmy z drugiego roku.
- Hej , jestem Luke a to mój brat Michael- powiedział blondyn,
- Wyglądacie poważniej niż pozostali . To oczywiście komplement. -uśmiechnęłam się i spojrzałam na Bell ,która wymieniała spojrzenia z Lukem.
-Wy też , to oczywiście też komplement. - Michael uśmiechnął się do mnie- mam prośbę oprowadzicie nas po szkole bo wiemy tylko gdzie jest nasz pokój i sala zgromadzeń.
-Jasne , może chodźmy teraz do wielkiej sali czyli stołówki ,pokażę wam sale chociaż dzisiaj musieliście widzieć jak iść na stołówkę i do sal.
-Czwarty rok po nas przyszedł ale zaprowadził nas tak szybko ,że nawet nie wiem jak iść. Gadali nam coś o mapach tylko nie mam bladego pojęcia o jakich mapach mówili.
-Kurdę , nie pomyśleli o tym aby wam ich dać ,zaraz to załatwimy. -pokazałam jak dojść do wielkiej sali ,pokazałam poszczególne klasy, bibliotekę ,boisko. Zaproponowałyśmy razem z Bell ,że po nich przyjdziemy. Odprowadziłyśmy ich do pokoju i poszłyśmy do swojego.
-Bell , ty i Luke ciągle się na siebie gapiliście i nie zwracałaś uwagi czy czegoś nie pomyliłam.
-Przepraszam , mam słabość do blondynów i te jego boskie oczy.
-Osobiście wolę Michaela wydał mi się bardziej otwarty i wesoły.
-Dziękuję Ci , że zaproponowałaś im pomoc. Kocham Cię! -powiedziała i rzuciła się na mnie. O mały włos się nie przewróciłam więc nastąpiła lewitacja. -Wiesz ,że nie lubię jak latamy.
-Sorry ,prawie mnie przewróciłaś a ja nie chcę mieć rozbitej głowy. Dobra trzymaj się ,wracamy do pozycji stojącej. - znowu stałyśmy na podłodze. W tym momencie weszły Madie i Charlie. Umyłyśmy się i przebrałyśmy w piżamę ,rozmawiałyśmy jeszcze chwilę i położyłyśmy się spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz