środa, 30 września 2015

Rozdział 2 ,, Wszystko u mnie wporzątku'' (Ludzie nie potrafią uwierzyć jeśli mówisz prawdę.)

Podniosłam się z łóżka i ciężko westchnęłam. Pierwsze co musiałam zrobić to zdjąć szpilki  i wyciągnąć telefon z torebki. Gdy już prawie wybrałam numer ''cioci'' Madie ,zauważyłam na wyświetlaczu numer Daniell'a Battler'a ,odrzuciłam połączenie i zrobiłam to co zamierzałam po odblokowaniu telefonu. Wybrałam numer Madie.
-Cześć Madie , to ja Liliana.
-Liliana ,miło Cię słyszeć. Jak podróż ,udała się? Jesteś już w nowym mieszkaniu?
-Wszystko u mnie w porządku ,ciociu- zaakcentowałam ostatnie słowo- Wylądowałam w nocy ,oczywiście znasz mnie nie mogłam spać więc poszłam biegać. A mieszkanie należy już całkowicie do mnie ,od jakichś trzydziestu minut.
-To świetnie ,słoneczko. Czekałam na twój telefon ,a jak Ci się podoba miasto?
-Nowy York jest przepiękny , musisz do mnie koniecznie przyjechać.
-Na pewno przyjadę ,skarbię ale  najpierw musisz się urządzić. Muszę kończyć ,skarbie. Pamiętaj ,że możesz zadzwonić kiedy tylko chcesz i pamiętaj o tym ,że Cię kocham i tęsknię.
-Ja też tęsknię Madie , Kocham Cię. Odezwę się za niedługo. -powiedziałam po czym się rozłączyłam. Odczytałam SMS'A od panna Battlera:
,Przez przypadek zostawiłem ważną teczkę będę po nią za piętnaście minut''
Jasne ,twoje niedoczekanie Battler ,poszłam po teczkę. Założyłam szpilki i chwyciłam klucze ,zamknęłam mieszkanie a teczkę zaniosłam portierowi. Poprosiłam o to aby przekazał ją Battle'rowi i udałam się do mieszkania. Jakieś pięć minut później stwierdziłam ,iż muszę wybrać się na zakupy ,chwyciłam więc spakowaną torebkę i klucze i wyszłam z mieszkania. Zamknęłam mieszkanie i włożyłam klucze do torebki ,a następnie zjechałam windą na dół. Portier poinformował mnie ,że pan Battler nie był zadowolony z faktu ,iż to on przekazał mu teczkę i kazał przekazać ,że czeka na mnie przed budynkiem. Nie przejęłam się  nim i minęłam go energicznie ,udałam się do najbliższego sklepu spożywczego po zakupy. Kupiłam podstawowe produkty ,typu :ryż ,makarony ,jajka ,mleko ,herbatę ,kawę ,mąkę ,cukier itp. Poza podstawowymi produktami wybrałam dwie butelki białego wina i dwie butelki czerwonego wina i składniki potrzebne mi na obiad. Z racji faktu ,iż gotuje tylko dla siebie postawiłam na pierś z kurczaka w przyprawach smażoną na patelnie grillowej ,kaszę kuskus  i na sałatkę (sałata lodowa ,pomidorki koktajlowe, ogórek ,papryka i sos ziołowy). Zobaczyłam piękną dynię ,pomyślałam więc o kremie z dyni z pomidorami i grzaneczkami. Udałam się do kasy ,kolejka była dość mała ,więc nie musiałam zbyt długo czekać zapakowałam zakupy do toreb a następnie do wózka i zapłaciłam kartą. Przed sklepem spotkała mnie nie miła niespodzianka ,a  mianowicie ''arcy wspaniały'' pan Battler we własnej osobie:
-Może pani pomóc? Myślę ,że czterech toreb nie uniesiesz przez cztery przecznice.
-Dam sobie radę ,nie jestem małą dziewczynką a zawsze mogę wezwać taksówkę panie Battler.
-Och nie wątpię ,panno Carter. Dało się zauważyć ,że nie ma pani pięciu lat ,pragnę jednak stwierdzić ,iż na taksówkę pani trochę poczeka ,a ja jestem gotowy pomóc.
-Niech panu będzie ,panie Battler. Dobrze zgadzam się przyjąć pańską pomoc -rzuciłam od niechcenia.
-Nic za darmo ,panno Carter. Liczę na rekompensatę z pani strony ,rozumiem ,że rozumie się to samo przez się.
-Czego pan ode mnie oczekuje ,podziękowań?
-Dosyć uprzejmości ,wystarczy mi obiad i kawa. To co możemy się już zbierać?
-Im szybciej tym lepiej -powiedziałam i oboje zabraliśmy torby z zakupami ,zapakowaliśmy je z tyłu jego samochodu. Jechaliśmy w ciszy miałam wrażenie ,że mijają wieki ,gdy w końcu dojechaliśmy pod budynek zaparkował auto i wzięliśmy torby. Przeszliśmy obok portiera ,kiwnęłam mu głową i poszliśmy do windy. Był tak uparty ,że musiałam wpuścić go do mieszkania. Zostawiliśmy zakupy w kuchni ,a następnie poszłam do sypialni i zdjęłam tam szpilki i zostawiłam torebkę. Wróciłam do kuchni a mój gość rozpakował wszystkie zakupy.
-Widzę ,że jednak się do czegoś nadajesz -rzuciłam kąśliwą uwagę ,a on uśmiechną się sztucznie
-Jednak ,miło do słyszeć. To co gotujemy bo umieram z głodu?
-Ymmmm , jak to gotujemy? Jak jesteś głodny to idź na obiad bo mi przygotowanie wszystkiego trochę zajmie.
-To może to odłożymy do lodówki a pojedziemy na obiad do restauracji? Jesteś mi to winna.
-Nie mam zbyt wielkiej ochoty iść z panem na obiad ,ale jeśli uważa pan ,że jestem coś panu winna to zgadzam się.
-Miło ,że się pani zgadza. Proszę założyć buty i zabrać torebkę i możemy wychodzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz